–Andrzeju, dawno z Tobą nie rozmawiałem. Nie widać Cię wśród czytelników i komentujących Nasz Lidzbark? Czyżbyś stracił zainteresowanie losem miasta i jego mieszkańców?
Miasto i jego mieszkańcy świetnie sobie radzą beze mnie. Wprawdzie nie osiągnęliśmy jeszcze świetności z lat trzydziestych XX wieku, ale wyszliśmy już jedną nogą ze średniowiecza, z mentalnego średniowiecza- co wcale nie oznacza, że wkraczamy w demokratyczny ład. Zawsze w coś wdeptujemy i nie chciałbym tego zbyt turpistycznie nazwać (śmiech). Rzeczywiście lidzbarska scena polityczna przestała mnie jakoś inspirować i intrygować. Poziom panującej w tym środowisku groteski obniżył się na tyle, że zaczęło wiać nudą. Niewykluczone iż jest to jakieś zarzewie normalności, a może po prostu rzeczywistość pozwoliła sobie na głębszy oddech. Poza tym w jakimś metaforycznym sensie przeniosłem się do Literatury- tam jest najnormalniej. Oczywiście obserwuję (jako tzw. flaneur) życie społeczne naszego miasta, w jej warstwach znajdujących się najbliżej Ziemi, bo tu dzieją się rzeczy najprawdziwsze, najciekawsze, najbardziej ludzkie, zarówno w swojej dramaturgii jak i w komizmie.
–Skoro jesteśmy przy dramaturgii i komizmie, to cóż takiego się stało, że zobaczymy Twoją sztukę teatralną „Wszystko przez Judasza” na deskach Lidzbarskiego Domu Kultury? Z tego co wiem, poprzednie władze tego przybytku, jak i miasta nie były zainteresowane ofertą zagrania tej sztuki złożoną im przez producenta. Mimo iż z tą sztuką związaną jest dwóch lidzbarczan.
Czasami się zastanawiam czy nie jestem lidzbarczaninem? (śmiech). Niestety decydenci i dysponenci lokalnej kultury nie znają chyba pojęcia tożsamość kulturowa. Nie wiedzą, że kształtowanie jej polega na nakładaniu się wielu wpływów, a nie tych wybranych według klucza serwilizmu lub lojalności. Proces budowania tożsamości kulturowej powinien przebiegać ponad podziałami i uprzedzeniami, tylko wtedy można zdobyć się na działania zbieżne, a kultura stanie się wtedy wypadkową działania wszelkich dostępnych tu twórczych sił i idei. Wracając do mojej sztuki. Grana jest nie tylko w warszawskim Teatrze Palladium, ale w całym kraju ( i poza granicami) już trzeci sezon. Można było ją obejrzeć w tamtym roku w okolicach, w Bartoszycach, Mrągowie, Olsztynie. W Lidzbarku podobno nie było wolnych terminów, bo jak dobrze wiemy, na deskach LDK-u odgrywało się wtedy więcej wieców politycznych niż sztuk (śmiech). Mam podobno dość duże pokłady sarkazmu i ironii, ale nawet ja nie umieściłbym miana „kultura” w nazwach niektórych lokalnych instytucji kulturalno-oświatowych. Mamy tu kilka domów kultury, Dom Środowisk Twórczych (nie wiadomo do końca jakich i nie wiadomo w jakich godzinach urzędujących), mamy Oranżerię Kultury (która jest dla mnie tworem tak naturalnym jak silikonowe cycki) itp. A jednocześnie w żadnej z tych instytucji, ani w żadnej z naszych księgarni nie natkniemy się na książki Krasickiego, Kopernika, Hozjusza, Kromera (tudzież ich licznych monografii) i wielu innych wybitnych mieszkańców naszego grodu. Ba, spróbujcie dostać książki prof. Mikołejki, albo książki mojego przyjaciela lidzbarczanina Andrzeja Niewiadomskiego. Obaj panowie często w swoich książkach nawiązują do naszego miasta. O swoich książkach nie wspomnę, bo być może na ich lidzbarską prezentację nie zasługuję (śmiech).
We włoskim maleńkim Montepulciano zaszedłem do księgarni-antykwariatu (do której nota bene uczęszczał czasami sam Umberto Eco). W dziale z mapami antykwariusz dowiedziawszy się skąd pochodzę, zaoferował mi kilka map (lub ich kopi), na których znajdowało się nasze miasto. Byłem mile zaskoczony. Spróbujcie u nas w mieście dostać jakąkolwiek mapę naszej okolicy, starszą, nowszą, jakąkolwiek. Nie mamy szacunku ani do lokalnej tradycji, ani do kultury, a tym bardziej do jej przedstawicieli. W takim razie tracimy więc szacunek i do człowieka. To smutne.
-Czyli nie szanujemy naszych rodzimych twórców i traktujemy je wybiórczo, według politycznych zasług lub koneksji?
Na to wygląda. Szkoda, bo nasi przodkowie byli pod tym względem bardziej humanitarni. Dlatego możemy teraz chwalić się Krasickim. A czy ktoś potrafi wymienić choć jednego miejskiego polityka z czasów biskupa Ignacego? Wielki Fellini nabijał się ze swojego rodzinnego Rimini w filmach takich jak Amarcord i Wałkonie i żaden lokalny luminarz nie miał mu tego za złe. To kwestia dystansu. Im większe kompleksy i frustracje tym dystans mniejszy. Zbyt łatwe obrażanie się, to dość nikczemna przypadłość.
– Wróćmy do przyjemniejszych rzeczy. Wolisz być dramaturgiem czy poetą? Co pisze Ci się chętniej lub przyjemniej. Przy okazji zapytam- gdzie powstały najlepsze Twoje dzieła? Tu w Lidzbarku, czy w Warszawie, czy pomiędzy nimi?
Skąd wiesz, że piszę w drodze?
– Wieść gminna niesie, a raczej liczni w tych okolicach donosiciele.
Fakt. Donosicielstwo jest tu dość popularną formą spędzania wolnego czasu (śmiech). Większość swoich utworów literackich napisałem tu, w Lidzbarku W. Mam zdolność pisania w różnych miejscach i warunkach, jednakże w naszym mieście, w swoim domu pisze mi się najlepiej. Nie tylko dlatego, że hałas jest tu mniejszy niż w stolicy. Być może to genius locci. Dobrze bawię się pisząc sztuki teatralne, ponieważ zazwyczaj są to komedie. Wiersze z kolei rządzą się swoimi prawami. Jakimi? Tego nie ustalono jeszcze do dziś. I na tym polega chyba magia poezji.
– Czy w sztuce „Wszystko przez Judasza” jest jakiś wątek lidzbarski? Jakaś lokalna inspiracja?
Najbardziej lidzbarska jest przerwa między aktami (śmiech). Sztuka jest komedią kryminalną- a to dość specyficzna dziedzina, ponieważ trudno zestawić zbrodnię z komizmem, łatwiej ze zbrodni zrobić tragedię. Jeżeli chodzi o moją pracę dramaturgiczną to zdecydowanie klasyfikuje się jako przedstawiciel Teatru Absurdu. Zatem w powyższej sztuce występuje sporo elementów charakterystycznych dla tej konwencji, sytuacji, które godzą w logikę zdarzeń, które burzą ten chronologiczny porządek charakterystyczny dla kryminału, które grozę w jednej chwili przeobrażają w dość niewybredną farsę. „Wszystko przez Judasza” wiąże też z sobą dwa porządki: wymóg kultury masowej, stanowiący o rozrywce i wymóg scenicznego dramatu, który odnosi się mimo komediowego szyku, do świata zacnych idei i wartości. Uwierzcie nie jest łatwo w takich wypadkach o kompromis, identycznie jak w naszym życiu codziennym. (śmiech). Pisząc sztukę inspirowałem się trochę Haroldem Pinterem i Woodym Allenem (zwłaszcza filmem „Drobne cwaniaczki”)- to raczej dobre wzorce. Bardzo trudno wejść w Polsce ze swoją sztuką na deski dobrego teatru, z dobrymi aktorami. Mi się najprawdopodobniej i przynajmniej trochę udało. Zazwyczaj realizuje się klasykę lub robi adaptacje. Wyreżyserowali moją sztukę Stefan Friedman i Piotr Szwedes. Grają w niej wymiennie:
Anna Korcz, Magda Wójcik, Kasia Cichopek, Jacek Fedorowicz, Piotr Szwedes, Artur Dziurman, Krystyna Tkacz, Maciej Damięcki, Katarzyna Jamróz, Alicja Kwiatkowska i Tadeusz Chudecki. Sztukę wyprodukował Leszek Kwiatkowski.
– Napisałeś kilka a raczej kilkanaście sztuk teatralnych. Czy któreś z nich traktują o Lidzbarku?
Tak. Mam takie 3 jednoaktówki. Jedna z nich została nawet zrealizowana jako etiuda filmowa. Kolejna to zabawne perypetie Krasickiego i Kopernika. Trzecia to taka fredrowsko-mrożkowska (śmiech) komedyjka o pewnym lidzbarskim kabarecie.
– Wiem, że nie lubisz kabaretu. Z powodu przesytu czy niedoskonałości artystycznej wykonawców?
Kabaret współczesny ma identyczna publikę jak muzyka disco-polo. To chyba o czymś świadczy. Kabaret nie jest więc elementem kultury tylko formą współczesnego folkloru. Namnożyło się teraz tyle tego, że praktycznie każdy opowiadający kawały i przebrany za miotłę może być kabareciarzem. Wiem, że tym passusem zsyłam na siebie gromy komentujących pod tym wywiadem animatorów kultury, którzy wprawdzie chcieliby epatować ironią ze sceny, ale nie starcza im jej w stosunku do samych siebie.
– A co z naszymi sławetnymi Biesiadami?
Hm. Tak naprawdę miasto na nich nic nie zyskuje. Zyskuje Telewizja (śmiech). Formuła kabaretu powoli się wyczerpuje. Biesiady zastąpiłbym Festiwalem Filmowym. Serio! Przecież mamy gdzie gościć nasze krajowe gwiazdy. Taki festiwal wniósłby jakąś świeżość. Albo festiwal teatralny.
– Na koniec zapytam Cię o plany artystyczne na 2016 rok. Czym nas uraczysz a nawet zaskoczysz?
Za dosłownie kilka dni ukaże się mój dwunasty tomik poezji pt. „Owszem”. W tym roku planuję wydać swoją powieść. Jest dosyć oryginalna, więc trudniej o wydawcę, ale mam dobre recenzje znanych krytyków literackich. Powinienem też dokończyć książkę biograficzną pewnego znanego polskiego artysty (piszemy ją wspólnie)-ale to tajemnica. W tym roku ukaże też się płyta Moniki Lidke z moimi tekstami i wierszami, nagrana ze świetnymi polskimi muzykami min. Barański, Tokaj, M. Napiórkowski. Na płycie zaśpiewa też Krzysztof Napiórkowski, Anna Jurksztowicz, Dorota Miśkiewicz i Urszula Dudziak. Planuję też w tym roku napisać teksty dla Anny Jurksztowicz do muzyki jej syna Radzimira Dębskiego. Napiszę też teksty dla zespołu Chemia i prawdopodobnie scenariusze clipów dla zespołu Lipali. Po Wielkanocy mam zamiar usiąść do kolejnej swojej powieści. Będzie o moim ojcu Rolandzie. Jak widzisz nie mam nawet czasu pójść na Termy (śmiech).
– Muzyka jednak przewija się przez Twoją twórczość. Nadal jesteś czynnym gitarzystą?
Tak. Muzyka łagodzi obyczaje. Najczęściej akompaniuję Annie Jurksztowicz. (Mam nadzieję iż zagramy w Lidzbarku W.). W tym roku będzie mnie można też posłuchać w duecie z kanadyjskim bluesmanem Lesterem Kidsonem. (Najbliżej 26 czerwca w Dobrym Mieście). Zapraszam.
– Będziesz na swojej sztuce „Wszystko przez Judasza” 20 kwietnia w Lidzbarku?
Najprawdopodobniej. Na wszelki wypadek założę kask albo przebiorę się za…animatora kultury.
– Dziękuję bardzo za rozmowę. Mam nadzieję, że nie oderwałem Cię od malowania jajek i wypiekania babek wielkanocnych?
Warmia słynie z babek, i to nie tylko z wielkanocnych (śmiech). Zapraszam serdecznie na swoją sztukę i życzę wszystkim lidzbarczanom Wesołych i Zdrowych Świąt Wielkanocnych!