API

wrz 112018
 

Wiele osób korzysta z biernego prawa wyborczego, chodzi na wybory i głosuje na wybranego przez siebie kandydata. To dobrze. Spełniamy w ten sposób swój obywatelski obowiązek. Problem jest w tym, że w tym zabieganym świecie, nie każdy ma czas i chęć wnikliwego śledzenia poczynań obecnych, lokalnych polityków oraz kandydatów do tego grona. Nie każdy ma nawet czas aby przeczytać artykuły zamieszczane przez Redaktora  API na stronie naszlidzbark.pl.  A szkoda.  Informacje tam zawarte, to kopalnia wiedzy o naszym lokalnym świecie. Znacznie częściej, przypadkowo,  od znajomych w pracy, w kolejkach, na imieninach u cioci, dowiadujemy się co w lokalnej trawie piszczy. Gdy przychodzi dzień wyborów mamy duży dylemat, przy którym nazwisku postawić krzyżyk. I niestety często się zdarza, że rezygnujemy . Dawniej było nieco łatwiej, bo istniały jeszcze jakieś zasady. Były komitety partyjne i niezależne. Dziś w teorii jest podobnie, ale w rzeczywistości zupełnie inaczej. Obok komitetów partyjnych namnożyły się tzw. komitety niezależne ale tylko z nazwy.  Są to po prostu zwykłe klony komitetów partyjnych. Kandydaci na tych listach są albo członkami , albo sympatykami albo w innych układach towarzysko-służbowych uzależnieni od baronów partyjnych. Poza tym jeszcze niedawni niezależni przechodzą pod sztandary partyjne a inni choć są od lat w jednej partii robią wszystko pod dyktando liderów konkurencyjnej partii. Co to jest ? To manipulacja w czystej postaci. Niełatwo się w tym połapać . Ale jest jakieś wyjście…O tym w dalszej części  tej „instrukcji”. Nie odchodźcie Państwo od komputera…

Wiele też osób zastanawia się jak wziąć czynny udział w wyborach, tzn. nie wybierać ale być wybieranym. Chcieliby, ale nie bardzo wiedzą jak się do tego zabrać. No to przedstawiam krótki opis drogi do samorządu. Może się przyda. Jest jeszcze czas dostać się na listę” II czy III-ego Garnituru”. Otóż…grupka znajomych(tzw. I-szy Garnitur), pod przewodem jednego lub kilku ambitnych uznaje, że rządy na ich terenie są marne, a oni mają lepsze pomysły i o wiele lepiej i szybciej je wykonają. Oczywiście dla dobra wspólnego, bo na tym etapie nikt nie mówi  jeszcze o korzyściach dla siebie. Co najwyżej tylko o tym sobie pomyślą…tak mimochodem. Tworzy się grupa wzajemnej adoracji, po czym zapisują się do jakiejś partii, bądź też tworzą jakieś stowarzyszenie, albo po prostu zgłaszają Komitet Wyborczy. Dalszy etap to rozszerzenie tej grupy o kolejnych kolegów, koleżanki, znajomych, „rodzinkę” i ogólnie znajomych-znajomych (to tzw. Garnitur II, III,  i kolejne). Dobrze jest aby wciągnąć na listę ludzi znanych lokalnie, a więc lekarzy, urzędników , sportowców, przedsiębiorców czy artystów jeśli takowi zamieszkują dany okręg wyborczy. Gdy się już tak zbiorą do kupy, to wymyślają, co też oni tu zrobią, czyli budują swój program. Nie jest on specjalnie istotny, bo wszystkie podobne grupy na tym terenie mają plany niemal jednakowe. Oczyszczalnie, drogi, chodniki, ścieżki rowerowe, baseny, termy, ronda, itp.itd.  Niezwykle rzadko, niestety, w ich programach pojawia się coś co by ulżyło doli zwykłych ludzi, np. obniżka podatków, opłat za wodę czy wywóz śmieci.  W tych programach zmienia się tylko pozycja na liście, a o priorytetach i tak decyduje „I-szy Garnitur”. Później są już tylko wybory i wygrana, czyli miejsce w radach albo na stołkach burmistrza, czy wójta. Jak już wiadomo  powszechnie jedno z najważniejszych stanowisk w powiecie, stołek starosty, wybiorą  nie mieszkańcy lecz wyłoni go „najsilniejszy układ”. Układ zamknięty? Coś w tym chyba jest.

W tym właśnie momencie rozpoczynają się tzw. zakulisowe gierki starych wyjadaczy samorządowych, którzy już wiedzą jak zdobyć większość dla swojego kandydata. W naszym powiecie jest to opanowane do perfekcji. Po „uzgodnieniach” , czyli ile i co komu , wybory  starosty z PO i przewodniczącego rady z PiS, przebiegały  bez zakłóceń i niemal jednomyślnie. Ta swoista symbioza PO-PiS w naszym powiecie szokuje wielu zwolenników, zwłaszcza PiS. Przestają głosować  i może dlatego, ciężko odsunąć  utrzymujący się od lat obecny układ władzy. Po tym zaczyna się już krótki okres szkoleń, wzajemnego poznania  i decyzji o przystępowaniu do różnych komisji. Motywacje na tym etapie są już z lekka podszyte troską o znajomych i rodzinę. Tę prawdziwą i tę nową „wzajemnej adoracji”. Dalsze 2-3 lata to dla burmistrza, wójta i starosty próby realizacji własnych programów a w rzeczywistości – realizacja zadań własnych i narzucanych im zadań rządowych, któremu to, z kolei, zadania stawia Unia Europejska. Dla wszelkiego rodzaju radnych gminnych, miejskich czy powiatowych, to mozolny i uciążliwy czas pracy –  podnoszenie rąk do góry podczas ciągnących się w nieskończoność sesji miejskich lub błyskawicznych jak lot strzały sesji powiatowych. Reguła jest prosta – herszt trzyma ferajnę za pysk krótko – dyskusji mniej – szybciej do domu lub baru. I tak to by się wszystko powoli kręciło, gdyby w głowach najbardziej ambitnych liderów, którym marzy się kariera w POlityce, nie  rodziły się jakieś rodem z piekła czy raczej głupoty pomysły. I nie ma większego znaczenia czy to są kocie łby na traktach spacerowych, drogi do nikąd lub pod własny dom, zimne termy, lotniska w lasach, kolejne parki, aquaparki czy sanatoria. Takie pomysły pojawiają się wszędzie i niestety czasami już w pierwszej kadencji udaje im się je zrealizować. Z mniejszą czy większą korzyścią – raczej z mniejszą dla mieszkańców a z większą dla tworzącego się właśnie układu interesów i powiązań.  Jednym słowem Sitwy,  czyli „grupy ludzi i środowisk powiązanych ze sobą wspólnymi interesami, popierających i broniących się wzajemnie, których celem jest trwanie na różnych poziomach i wymiarach władzy. Ich działania są ukierunkowanie na własne, egoistyczne cele, często wbrew interesowi ogółu społeczeństwa;  wywieranie pozaprawnego wpływu na działanie struktur publicznych;  nadużywanie stanowisk;  intrygi;  nepotyzm;  niedopuszczanie i eliminowanie z życia publicznego osób niewygodnych”. Czyż nie łatwiej , uczciwiej i sprawiedliwiej żyłoby się nam bez tej patologii? (…)Oczywiście wśród wybrańców pierwszej kadencji pojawią się również prawdziwi społecznicy i idealiści. Uda im się przeforsować jakiś własny pomysł, jakieś huśtawki na placu zabaw załatwią, załatanie dziury w chodniku,  a ci nieco bardziej rzutcy załatwią nawet realizację jakiegoś budżetu obywatelskiego. I chwała im za to.

Czas  jednak leci dość szybko i I-sza kadencja powoli dobiega końca. Wybrańcy zauważają, że nie udało się im spełnić wielu obietnic , nie udało się załatwić wielu spraw,  głównie lepszej pracy dla siebie, jakiegoś etatu dla rodziny, działki dla szwagra, przetargu, udziału w czymś tam, i wielu, wielu innych spraw. No po prostu te 4 lata to stanowczo dla nich za krótko…A przecież pracowali , poświęcali życie osobiste i zawodowe dla dobra ogółu. A tu masz, zbliża się koniec kadencji. I co? I wtedy rodzi się myśl  o kolejnym starcie, w kolejnych wyborach. No bo jeszcze tyle by się zrobiło i załatwiło…Otóż nie!!! W tym miejscu „instrukcja”  dla nowych samorządowców się kończy. Po pierwszej kadencji powinni zakończyć swoją przygodę z samorządem. Choć nowelizacja ustawy o samorządzie przewiduje 2 kadencje , to dla Ich dobra i dla Naszego – Mieszkańców,  trzeba  powiedzieć głośno i dobitnie – Basta i Finito!!!!  Żadnej drugiej kadencji ! Nie!!!!!!  Jeśli jednak są nienasyceni i dalej zechcą próbować sił, to tu, w tym momencie,  drodzy Państwo, powinniśmy wkroczyć MY-WYBORCY. Koniec, kropka, żadnych tam kolejnych kadencji. Nie głosujemy na Tych , którzy już byli. Żadnego tam słuchania tłumaczeń, że się nie dało czegoś zrobić bo to czy owo. Nie! Dość. Czas minął. Było ale się skończyło. Teraz wracać do swoich zawodów, żon i mężów, psów ,  kotów i rybek w akwarium. Wracać szybciej do domu  i zająć się rodziną, która była zaniedbywana,  bo tak Was wciągała i pochłaniała ta Robota Pro Publico Bono. Odpocznijcie sobie. Idźcie na grzyby, z żoną do teatru, z dziećmi do kina, na spacer. Podlejcie kwiaty i pojedźcie na urlop. Róbcie to wszystko czego do tej pory ze względu na natłok pracy dla społeczności lokalnej zrobić nie mogliście. Dajcie szansę innym. I nie martwcie się tym, że czegoś tam nie dokończyliście. Następni to zrobią za was. Nie ma problemu. Wiecie co zyskacie? Nie uwikłacie się w skorumpowany system drugiej kadencji, w którym będziecie już starymi wyjadaczami, myślącymi tylko o własnych korzyściach. Będziecie mogli sobie siedzieć u fryzjera i bez obrzydzenia patrzeć na tę twarz w lustrze. Uwierzcie, to bardzo dużo. Przed Wami jeszcze lata życia i sporo wizyt u fryzjera. A my Mieszkańcy będziemy zadowoleni, że przerwany zostanie system powiązań i uzależnień, który  wyeliminuje lub znacznie ograniczy pojęcie SITWY w życiu publicznym naszego miasta. Mamy szansę to zrobić, może jako pierwsi w Polsce i to już, w tych wyborach – NIE GŁOSUJMY NA TYCH KTÓRZY JUŻ BYLI!!!!

Pozdrawiam  wszystkich mieszkańców, ukłony dla Redaktora, Małomiesteczkowy(ch) i Trombullus(a)

A.A.

 

 Posted by at 10:32 am
wrz 092018
 

Kadr z filmu „Rozmowy Kontrolowane” reż. Sylwester Chęciński

Intensywność kampanii wyborczej pośrednio oceniamy po ilości plakatów wyborczych. W Lidzbarku Warmińskim znajdują się specjalne słupy ogłoszeniowe z miejscem na ich bezpłatne prezentowanie. Owych miejsc nie jest zbyt wiele, stąd komitety szukają nowych przestrzeni do prezentacji swoich wybrańców. Niektórzy lokują wielkie transparenty na mobilnych platformach, inni okupują drzewa i ogrodzenia posesji. Jednak najcenniejszymi „kąskami” są witryny sklepowe – im bliżej centrum tym lepiej. Jedne z najlepszych takich miejsc do należą do PSS Społem. Tam od niepamiętnych czasów „rządzi” prezes Jerzy Niedźwiecki i to on wyznacza kto może „wisieć” w „jego” sklepach a kto odprawiany jest z kwitkiem. Uważny obserwator z łatwością orientuje się jaka opcja rządzi w naszym mieście, właśnie po tym – czyje plakaty wiszą w społemowskich witrynach. W poprzednich wyborach monopol na plakaty (z nielicznymi wyjątkami) posiadał komitet WNMO związany z PO. Przypomnijmy co się wtedy działo i jakimi metodami posługiwano.

Na jesieni 2014 r. odbyła się walka komitetów z prezesem Niedźwieckim o miejsce na sklepowych witrynach. Już w październiku komitety inne niż WNMO i związane z PO, robiły „podchody” aby zyskać przychylność prezesa Niedźwieckiego. Jednak wszelkie próby nie przynosiły efektu. Prezes pozostawał niewzruszony.

Kandydat na Burmistrza pan Jacek Wiśniowski postanowił znaleźć „sposób” na prezesa Społem. Na kolejną rozmowę z prezesem zabrał dyktafon (wypożyczony z redakcji NL), który ukrył w skórzanej torbie (początek października). Podczas poprzedniej wizyty pana Wiśniowskiego u prezesa, ten kategorycznie odmówił miejsca na witrynach panu Wiśniowskiemu. Przyszły Burmistrz z ukrytym dyktafonem odbył prawie 30 minutową rozmowę z nieświadomym jej nagrywania prezesem Niedźwieckim. Poruszano na niej drażliwy temat eksponowania zdaniem pana Wiśniowskiego kandydatów jednego ugrupowania. Prezes określił swoje przekonania i sympatie polityczne, oraz mechanizmy działania stowarzyszenia lokalnych przedsiębiorców. Podczas rozmowy padają nazwiska Artur Wajs, Jan Harhaj i inni. Wiele czasu poświęcono omówieniu spotkania przedwyborczego jakie miało mieć miejsce w stowarzyszeniu przedsiębiorców.

Całość nagrania z nieznanego źródła „wyciekła” do internetu i jest dostępna TUTAJ

Wydaje się, iż postępowanie pana Jacka Wiśniowskiego niewiele ma wspólnego z etyką przedsiębiorcy. Biorąc pod uwagę powyższe, w ocenie redakcji, należy zachować ostrożność podczas rozmów z panem Jackiem Wiśniowskim, a „nóż widelec” właśnie nas nagrywa?

Redakcja NL zwróciła się wówczas do każdego z komitetów z pytaniem:

„Czy jako kandydat w wyborach samorządowych, zwracał się pan do prezesa spółdzielni Społem o możliwość umieszczenia swoich plakatów wyborczych i swoich komitetów w sieci sklepów Społem w Lidzbarku Warmińskim i jaką otrzymał pan odpowiedź.” 

Odpowiedział Pełnomocnik Powiatowy Prawa i Sprawiedliwości w Lidzbarku Warmińskim pan Sierputowicz:

„Witam! w dniu 16 października wystąpiłem na piśmie z prośbą o umożliwienie wywieszenia w witrynach sklepowych  PSS Społem  w Lidzbarku Warmińskim naszych plakatów wyborczych ( w załączeniu przesyłam kopię tego pisma). Kilka dni później Pan Prezes Niedźwiedzki w rozmowie telefonicznej stanowczo odmówił tej prośbie, poprosiłem wówczas o odpowiedz na piśmie, do dnia dzisiejszego takowej nie otrzymałem.”

Odpowiedź Jacka Wiśniowskiego

„Panie Redaktorze Gazety Nasz Lidzbark , w odpowiedzi na Pana zapytanie drogą mailową z dnia 08-11-2014r. ,informuję, że u Pana Prezesa PSS Społem w Lidzbarku Warmińskim byłem dwukrotnie. Moje wizyty w gabinecie Pana Prezesa dotyczyły mojej ustnej prośby pozwolenia zawieszenia moich plakatów przedwyborczych ( kandydat na Burmistrza Miasta Lidzbark Warmiński ) w sieci sklepów PSS Społem w Lidzbarku Warmińskim . Nie uzyskałem pozwolenia na ich umieszczenie. Jednocześnie informuję , że pozwolenie na zawieszenie swoich plakatów przedwyborczych otrzymał z naszego komitetu KWW PIĘCIU GMIN pracownik PSS Leopold Kosiński.  „

Już niebawem okaże się czyje plakaty zobaczymy w sklepach SPOŁEM. Czyj komitet wyborczy jest bliższy przekonaniom prezesa i kto kogo nagrywał.

 Posted by at 10:22 pm
wrz 072018
 

Od czerwca 2018r. płacimy więcej za wodę i odprowadzanie ścieków. Następna podwyżka czeka nas już w przyszłym roku, a kolejna w 2020. Pisaliśmy na ten temat w artykule „Od połowy czerwca za wodę i odprowadzanie ścieków płacimy 10 % więcej”. Czytelnikom NL winni jesteśmy uzupełnienie informacji o przyczynach podwyżki, uzasadnieniu i tym kto tak naprawdę ceny podnosi. Dalej będzie o odpowiedzialności radnych wobec mieszkańców.

Przed 2018 r. zmiana taryfy opłat za dostarczanie wody i odprowadzenie ścieków odbywała się następująco: PWiK przedstawiała propozycję zmiany cen Radzie Miasta, a ta bez wahania zawsze ją zatwierdzała. Oczywiście po „wnikliwej” analizie wniosku, którego zdecydowana większość radnych nie rozumie, bowiem są to dane księgowe. Któż z radnych odpowie na pytanie co to są aktywa a co pasywa? No właśnie. Jednak na sesji sprawa była omawiana, w mniejszym lub większym stopniu, a radni poczuwali się do „odpowiedzialności” nawet tej iluzorycznej. W końcu ktoś mógłby im wytknąć w kolejnej kampanii wyborczej, iż podnieśli ceny wody (i tak wysokiej).

W 2018 r. nastąpiła zasadnicza zmiana w powyższej procedurze. PWiK propozycję zmiany taryfy (czytaj podwyżce) już nie przedstawia Radzie Miasta, a nowemu tworowi „Wody Polskie”. To taki centralny urząd rzekomo wprowadzający porządek w gospodarce wodnej kraju. Ów, urząd zapoznaje się z wnioskiem i go zatwierdza. Wszystko bez udziału radnych czy Burmistrza. Uf… pomyśleć mogliby radni (i Burmistrz), teraz to nie my odpowiadamy za skandalicznie wysokie ceny wody w Lidzbarku Warmińskim. Do tego wątku wrócimy jeszcze.

Jak podaje prezes PWiK w uzasadnieniu podwyżki cen za wodę i ścieki, czyli eufemistycznie „zmianie taryfy”, ma ona zapewnić (uwaga!):

– uzyskanie niezbędnych przychodów

motywowanie odbiorców usług do racjonalnego użytkowania wody i ograniczania zanieczyszczania ścieków

łatwość obliczania opłat i sprawdzania przed odbiorców usług wysokości opłat i cen ich dotyczących

Uzasadnienie do nowej taryfy pozostawiam bez komentarza.

Przyczyna podniesienia ceny za dostarczanie wody i odprowadzenie ścieków jest jedna:  Polmlek przestał kupować wodę od miejskich wodociągów. W skali roku, zakład mleczarski kupował 120 000 m3 wody przy ok. 800 000 całej sprzedaży. PWiK stracił więc dużego klienta. Spadek sprzedaży, spółka zrekompensowała sobie kosztem mieszkańców. Nie przeszkodziło to, aby prezes Bartosz Buczyński otrzymał w 2018r. premię/nagrodę w wysokości 12 tys zł (przy zarobkach ponad 10 tys miesięcznie).

Czy wobec powyższego ustalanie cen za wodę i odprowadzanie ścieków pozostaje jednoosobową decyzją prezesa Buczyńskiego, w wodociągi są jego „prywatnym ranczem”?  Sprawuje on jedno-osobowo funkcję prezesa zarządu spółki.  Jednak sama spółka należy w 100% do miasta, a „nadzoruje” ją 5-osobowa rada nadzorcza. 3 osoby w radzie wyznacza Burmistrz. Rada nadzorcza może odwołać prezesa, lecz tak jak i radni w radzie miasta, wykonują polecenia Burmistrza. Burmistrza miasta kontroluje nie kto inny jak Rada Miasta – nasi przedstawiciele w samorządzie.

W związku z powyższym rodzą się pytania. Czy nasi radni, starający się o reelekcję, zajęli stanowisko w sprawie podwyżki? Czy było to przedmiotem dyskusji w komisjach lub sesji? Czy może ważniejszym było pozowanie do zdjęć z Burmistrzem?

Jak to powinno wyglądać w normalnym samorządzie? Pan prezes Buczyński informuje na sesji, iż zamierza wnieść o zmianę taryfy. Radni zajmują się sprawą i proponują reorganizację spółki, ograniczenie kosztów, może zatrzymanie wypłaty premii prezesowi itp. Tak, aby mieszkańcy nie musieli płacić coraz to więcej. Sprawa powinna stanąć na sesji i odbyć się publiczna debata w tejże sprawie. Pan prezes może nie zgodzić się ze stanowiskiem radnych, ci ostatni wnioskują do Burmistrza, aby ten odwołał prezesa. Niech czytelnicy zapytają swoich radnych czym się zajmują prócz mechanicznego podnoszenia rąk w głosowaniu pod dyktando Burmistrza.  Jest kampania wyborcza, więc okazji będzie wiele.

 

 

 Posted by at 10:21 pm
wrz 062018
 

Dzień dobry,

Panie Redaktorze nie mogę „przejść obojętnie” obok manipulacji stosowanych w wypowiedzi Pana Jacka Wiśniowskiego, będącej odpowiedzią na artykuł „Fajne i niefajne w Lidzbarku Warmińskim”. Moje wykształcenie i praktyka zawodowa umożliwia mi weryfikację „rewelacji” opisanych przez Pana Burmistrza. Poniżej przedstawiam rzetelną informację na temat danych, które przytoczył Pan Jacek. Nie chciałam umieszczać tego jako komentarza, ponieważ moja wypowiedź jest dość obszerna. Mam nadzieję, że wykorzysta Pan przesłane poniżej informacje i zostaną one opublikowane, np: w formie artykułu.

Z wyrazami szacunku
Mieszkanka Lidzbarka Warmińskiego

 

CZY KULTURA JĘZYKA JEST WAŻNA ? KŁAMSTWO W GORĄCZCE KAMPANII.

Kampania wyborcza daje możliwość poznania kandydatów pod względem ich umiejętności werbalnych, wiedzy i przygotowania merytorycznego. Kampania może być również źródłem komizmu.

Do śmiechu i zażenowania doprowadziła mnie odpowiedź Pana Burmistrza Jacka Wiśniowskiego, której udzielił w komentarzu do artykułu „Fajne i niefajne w Lidzbarku Warmińskim”. Ilość błędów językowych, stylistycznych, braku składni i logiki wypowiedzi jest porażająca. Zasadniczo należy domyślać się, co Pan Burmistrz chciał powiedzieć.

Pomijam niedorzeczny wątek braku miejsc hotelowych w naszym mieście. Natomiast odnosząc się do spadku bezrobocia, jest to tendencja ogólnokrajowa. To czy w ratuszu zasiada Pan Jacek Wiśniowski, czy zasiadałby ktoś inny, to spadek i tak by nastąpił.

Teraz zatrzymajmy się nad wypowiedzią dotyczącą zmniejszania się liczby mieszkańców. Cytuję Pana Burmistrza: „ Obecny popyt na działki budowlane a także wzrost zainteresowania działkami w strefie ekonomicznej wskazuje że tendencja zmniejszania się liczby mieszkańców zostanie zachowana i możemy spodziewać się ich wzrostu” Ze zdania wynika, że zmniejszanie się liczby mieszkańców będzie postępować, a nawet możemy spodziewać się zwiększenia tego niepożądanego zjawiska. Kierując się logiką, być może Pan Burmistrz chciał napisać, że „tendencja zmniejszania się liczby mieszkańców” zostanie zahamowana, a w przyszłości możemy spodziewać się wzrostu liczby mieszkańców. Ponad to nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że popyt na działki budowlane świadczy o odwróceniu procesu wyludniania Lidzbarka. Nabywcami tych działek nie są osoby z zewnątrz, osiedlające się w naszym mieście. Są to w przeważającej liczbie mieszkańcy miasta, którzy po prostu podnoszą swój standard mieszkaniowy, wyprowadzając się z bloków lub opuszczając dom rodzinny. Natomiast wykorzystanie działek w strefie ekonomicznej może być przyczyną wzrostu liczby mieszkańców miasta tylko w przypadku, gdyby powstała tam firma, która utworzy kilkaset miejsc pracy. W pierwszej kolejności „zasycać” będzie mieszkańców miasta i osoby dojeżdżające z okolicznych gmin. Dopiero w dalszym etapie możemy spodziewać się trwałego napływu ludności spoza miasta.

Tak jak Pan Burmistrz posiadam wykształcenie ekonomiczne, skończyłam dwa kierunki: rachunkowość i analizę ekonomiczną. Mimo tego nie potrafię zrozumieć bezpośredniego związku pomiędzy wskaźnikami „makroekonomicznymi” dla miasta z pensjami mieszkańców Lidzbarka. Cytowane przez Pana Burmistrza dane, rzekomo jedne z najlepszych w Polsce, mogą tworzyć obraz niesamowitego bogactwa statystycznego mieszkańca naszego miasta. Pan Burmistrz używa sformułowania, cytuję: „ …dochód na jednego mieszkańca … są najlepsze w województwie warmińsko mazurskim śród miast powiatowych i jedno z najlepszych w Polsce …”. Muszę doprecyzować, że Pan Burmistrz chciał powiedzieć „dochody miasta w przeliczeniu na jednego mieszkańca”. Oczywiście nawet gdyby to stwierdzenie było prawdziwe, ma to się nijak do naszych pensji. Miasto może podwoić ten wskaźnik i nie musi to mieć wpływu na zasobność naszych portfeli. Poza tym, według danych GUS, Lidzbark Warmiński znajdował się w roku 2017 na 585 miejscu pod względem dochodów w przeliczeniu na jednego mieszkańca, więc Pan Burmistrz mija się z prawdą.

Z kolei średnie wynagrodzenie w województwie Warmińsko-Mazurskim za lipiec 2018 r. było najniższe w kraju, a mimo tego wynosiło 3954,52 zł brutto. Ile osób czytających ten artykuł posiada takie wynagrodzenie? Jednak z retoryki Pana Burmistrza wynika, że u nas jest świetnie, a źle to jest w pozostałej części Polski.

Poza tym w roku obecnym, zgodnie z projektem budżetu zatwierdzonym w 2017 r., miasto będzie miało kilkumilionowy deficyt, tzn. wydatki znacznie przekroczą przychody. Pozyskiwanie środków zewnętrznych na kolejny skwerek i kolejną napowietrzną siłownię wymaga wkładu własnego, stąd zadłużenie. W przyszłości będziemy musieli je spłacić i ponosić koszty utrzymania tych nieprzemyślanych inwestycji. Wystarczy przejść się uczęszczanym skwerem nad Łyną, żeby przekonać się o „tłumach” w napowietrznej siłowni.

Kończąc, zacytuję Księdza Profesora Józefa Tischnera (pisownia oryginalna): „Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i g…no prawda”. Wypowiedź Pana Burmistrza, należy zaliczyć do trzeciej kategorii prawdy. Głosowałam na Pana Jacka Wiśniowskiego i teraz się tego wstydzę. Widziałam jego braki, ale liczyłam, że w okresie 4 lat dokształci się i nabierze ogłady. Zamiast tego skupił się na spacerach, uśmiechach, zdjęciach i stał się sportowcem dyscyplin wszelakich. Znowu będę musiała głosować na mniejsze zło, o ile pojawi się jakikolwiek kontrkandydat.

Pozdrawiam

Mieszkanka Lidzbarka Warmińskiego

 

 Posted by at 4:24 pm
wrz 022018
 

Droga zamknięta

2 września 2017 r. w Pilniku odbyły się gminne dożynki. Pogoda dopisała więc, święto plonów przyciągnęło rekordową liczbę gości. Zmotoryzowanych zaskoczyło, iż droga publiczna w kierunku Pilnika została zamknięta przez gminnego pracownika, który oświadczył, że to „na polecenie Wójta”. Wjazd tylko dla VIP-ów, członków zespołów muzycznych i organizatorów. Każdy z przybyłych na plac dożynkowy mógł skosztować chleba ze smalczykiem, a później także grochówki (bezpłatnie). Były też stoiska gastronomiczne, gdzie za odpowiednią opłatą można było kupić coś smakowitego. Także na stoiskach poszczególnych sołectw dało się coś uszczknąć z jadła. Nieco z boku, stanął tradycyjnie już specjalny namiot, gdzie serwowano „specjalne” jedzenie. Obok niego rozpostarł się spory namiot, służący jako zaplecze gastronomiczne, z którego miłe panie co chwilkę „donosiły” zgłodniałym m.in. samorządowcom domowe specjały. Od jakiegoś czasu, a w roku wyborczym

Namiot pod „specjalnym nadzorem”

szczególnie, taki specjalny namiot przeznaczony tylko dla „równiejszych”  śmiało nazwać możemy „namiotem wstydu”. W ten bowiem sposób sygnalizowane jest „pospólstwu” jego miejsce, podział na „chłopów” i ich „panów”. Sygnalizowanie takiego podziału, mówienie o nim głośno, pokazywanie zdjęć nie przysparza popularności żadnemu włodarzowi. Z niezręcznej sytuacji próbował wybrnąć Wójt Andrukajtis, twierdząc w rozmowie ze Redaktorem NL, iż ten specjalny namiot nie jest w żaden sposób specjalny. Tam może przyjść każdy z gości, każdy mieszkaniec i coś zjeść – przekonywał. Problemem, zdaniem Redakcji NL jest to, iż Wójt nikomu o tym nie powiedział, nie ogłosił publicznie. Zupełnie inny osąd sprawy przedstawiły panie z obsługi „specjalnego” namiotu. Stwierdziły, że to nie dla wszystkich, a tylko dla specjalnych gości namiot. Dziwiły się słowom Wójta, kiedy przekazaliśmy od niego informację, że to dla każdego dostępne miejsce. Tym razem alkoholu nie widać było jawnie na stołach, jak to bywało na poprzednich dożynkach.

Imprezę rozpoczęła długa kawalkada przemówień głoszonych z gminnej mównicy. Zdaniem redakcji, nie można było przejść obojętnie wobec takiej ilości potencjalnego elektoratu. Panowie w garniturach m.in. Jacek Protas i Piotr Cieśliński mówili długo i nie koniecznie zgodne z duchem  dożynkowego święta. Tego ostatniego w pewnym momencie „wybuczano”.

Grała gminna orkiestra, występowały zespoły. Było kulturalnie i miło. Rozstrzygnięto konkurs na najpiękniejszy wieniec dożynkowy i stoisko. Wyróżnienie za najpiękniejszy wieniec dożynkowy otrzymało sołectwo Stryjkowo. Trzecie miejsce zajęło sołectwo Babiak, drugie miejsce sołectwo Kraszewo, pierwsze miejsce Stowarzyszenie Kraszewo „Wieś Naszych Marzeń”. W konkursie na najładniejsze stoisko wystawiennicze (przewodniczący komisji Jan Harhaj) wyróżnienia otrzymały sołectwa: Jarandowo, Koniewo i Miłogórze. Trzecie miejsce zajęło Koło Gospodyń Wiejskich ze wsi Babiak, drugie sołectwo Blanki, a pierwsze Stowarzyszenie Kraszewo „Wieś Naszych Marzeń”

 

 Posted by at 11:20 pm