API

Kwi 072019
 

Strajk  nauczycieli stał się faktem. Brak porozumienia z rządem spowodował że od jutra, do odwołania rozpocznie się walka nauczycieli i pracowników oświaty o lepsze zarobki.

Strajkują niemal wszyscy. W naszym powiecie za strajkiem opowiedziało się 91,7 % placówek oświatowych należących do ZNP. Z informacji uzyskanych od przedstawiciela ZNP, szkoły w Wilczkowie i Rogóżu pracować będą normalnie. Jest to niewątpliwie ogromny problem dla rodziców młodszych dzieci by zapewnić im opiekę. Nauczyciele jednogłośnie mówią, że  lepszej pory nie będzie. Minął już czas strajkowania w wakacje i weekendy. Zbliżające się egzaminy są najlepszym momentem by wywalczyć podwyżki i sprzeciwić się kolejnym niezbyt udanym reformom oświaty.

W środowisku nauczycieli zdania są podzielone. Niewielki odsetek nie strajkuje z obawy o zarobki. Wszak za każdy dzień strajku będą mieli potrącenia z wypłaty, choć włodarze niektórych miast w  Polsce zapewnili swych nauczycieli że wypłaty otrzymają w tej samej wysokości. Nauczyciele placówek niepublicznych nie przystąpili do strajku. Mają oni nieco inne warunki pracy i  nie podlegają bezpośrednio administracji publicznej. Mimo wszystko jednak wspierają swych kolegów którzy wzięli na siebie ciężar walki o lepsze zarobki i warunki pracy. W Lidzbarku Warmińskim rysuje się więc kolejny konflikt, kiedy to mimo wszystko nauczyciele z tzw. „budżetówki” otrzymają podwyżki, a ci zatrudnieni w placówkach niepublicznych już nie. Nauczyciele zatrudnieni w przedszkolu  „Piąteczka” przy u. Wodnej oraz w zespole szkół przy ul. Polnej mogą zarabiać znacznie więcej niż w pozostałych, mimo, że ich praca jest identyczna. Do strajku przystąpiło tylko przedszkole przy ul. Polnej, te na wodnej pracować będzie normalnie. W Lidzbarku Warmińskim wszystkie szkoły przystąpiły do strajku, prócz szkoły specjalnej.

Uwaga wszystkich skupia się wyłącznie na nauczycielach, a przecież nie tylko oni odpowiadają za sprawną edukację. W szkołach prócz nich, pracuje wiele więcej osób. Począwszy od pani lub pana sprzątającego, poprzez konserwatora, kończywszy na sekretarce lub sekretarzu, oni wszyscy tworzą niezbędną infrastrukturę, aby nauczyciele mogli wykonywać zawód.  O nich się nie mówi, jest ich zdecydowanie mniej, a strajk tej grupy zawodowej nie będzie aż tak medialny. Miejmy nadzieję, że rządzący nie pominą tej grupy zawodowej przy ustaleniu wzrostu płac.

Sytuacja jest trudna zarówno dla nauczycieli, pracowników  oświaty jak i rodziców, którzy muszą zapewnić opiekę dzieciom. Samorządy starają się wspomagać rodziców w tych trudnych dniach otwierając muzea i inne placówki oświatowe by bezpłatnie zająć czas dzieciom. Niestety, większość takich przybytków dzieci mogą odwiedzić pod opieką rodziców a co za tym idzie, rodzic tak czy inaczej musi w tym dniu zostać w domu.

Zastanówmy się na temat samego strajku. Strona społeczna ogłosiła, że jest bezterminowy. Jasnym dla wszystkich jest, iż strajk nie będzie trwał w nieskończoność. W poniedziałek edukacja w Polsce zostanie zatrzymana na jakiś czas. Co wtedy się stanie? Będą kolejne negocjacje, kolejne ustalenia, kompromisy, aż zostanie osiągnięte porozumienie. Można zadać sobie pytanie, czy wobec tego nie było można tego wszystkiego osiągnąć bez wywracania do góry nogami życia miliona Polaków? Z jednej strony zatrzymanie pracy nauczycieli, jest próbą sił strony społecznej oraz rządu. Jutro okaże się ile rzeczywiście szkół przestało funkcjonować, a w ilu przypadkach stronie rządowej udało się „rozmiękczyć” stronę społeczną i w ilu przypadkach szkoły podejmą pracę. Rząd odniósł mały sukces, bowiem podpisano porozumienie z nauczycielami skupionymi w „Solidarności”, oni pójdą do pracy. To wielki postęp w sprawie przeprowadzenia egzaminów gimnazjalnych. Rysuje się dziwna sytuacja, kiedy w szkole jedni nauczyciele będą strajkować, a inni ci z „Solidarności” normalnie przystąpią do pracy. Jak wobec tego pogodzić zapowiedź niektórych Burmistrzów czy Prezydentów miast, że strajkujący nauczyciele otrzymają wynagrodzenie za pracę wobec tych którzy pracować będą?

Tak czy inaczej, rodzice dzieci, szczególnie przedszkolaków, mogą mieć problemy zawodowe. Nikt nie wie jak długo lidzbarskie przedszkole przy ul. Polnej będzie nieczynne. Czy Burmistrz Miasta zwróci się do pozostałych przedszkoli niepublicznych o przyjęcie dzieci z „polnej” na czas strajku, okaże się już jutro.

 

 Posted by at 9:54 pm
Mar 242019
 

fot. wyborcza.pl

Droga redakcjo

Jestem nauczycielką w jednej z lidzbarskich szkół. Pisze ten list ponieważ jestem oburzona tym jak można manipulować faktami. Szykujemy się do strajku. Nie jest to decyzja podjęta pochopnie, jest to efekt wielu lat przemyśleń, niskich zarobków, coraz mniejszego szacunku do zawodu nauczyciela. W telewizji, w zależności od stacji, strajk jest popierany, bądź jesteśmy stawiani pod ściana, bo ośmielamy się w końcu głośno powiedzieć, że nasze zarobki są śmiesznie niskie. Tak, śmiesznie niskie bo więcej zarabia kasjerka w markecie. Po cóż mi 5 lat studiów magisterskich, niezliczonych kursów, podyplomówek, szkoleń skoro po 8 latach pracy zarabiam 2 450 zł „na rękę”.

Nasza praca jest nieco bardziej odpowiedzialna niż przesuwanie towaru nad czytnikiem – nie obrażając kasjerek na kasach w marketach. My nauczyciele stanowimy najlepiej wykształconą grupę zawodowa. Nasza edukacja nie kończy się nigdy. Po studiach, koniecznie magisterskich są podyplomówki, kursy, szkolenia. By móc się piąć po szczeblach awansu musimy udowadniać, że się szkolimy, że zdobywamy nowe umiejętności. Zmiany w podstawie programowej wymuszają na nas dokształcanie. Do każdej lekcji trzeba się przygotować. Przejrzeć materiał, stworzyć nowe pomoce, wyszukać ciekawostki, by uczniowie zainteresowali się tematem. Robimy to od lat, mógłby ktoś powiedzieć…. Niby tak, ze każda lekcja jest inna, bo inni uczniowie siedzą w ławkach. A my musimy dotrzeć do każdego. Wytłumaczyć temat tak, by za kilka lat uczeń zdał egzamin na możliwie najwyższym poziomie. Do tego rady pedagogiczne, zebrania z rodzicami, zajęcia dodatkowe, wycieczki, zielone szkoły….. tym co najgłośniej krzyczą proponuję zamienić się miejscami na jakiś tydzień.  W przedszkolu wystarczyłyby pewnie dwa dni. Hałas, krzyk, odwieczny problem kto komu zabrał i kto uderzył pierwszy….

Nasza praca nie kończy się w momencie gdy zabrzmi dzwonek na przerwę. Mam wrażenie ze nasza praca nie kończy się nigdy bo wieczorem wciąż myślimy o naszych wychowankach. Amelka z pierwszej klasy nie nosi kanapek na drugie śniadanie,  trzeba się tym zająć….. Janek z czwartej klasy ma dwie jedynki, trzeba porozmawiać z rodzicami, bo szkoda, żeby zmarnował potencjał, przecież to zdolny dzieciak…. Dwaj chłopcy z ósmej pobili się na przerwie, trzeba pamiętać, by z nimi porozmawiać…..

Do pracy chodzimy niejednokrotnie objuczeni jak osły. Kilogramy papieru, bo klasówki, bo testy, bo dodatkowy materiał źródłowy. Dobrze jeśli w szkole jest ksero, które działa, i papier którzy przecież kupują rodzice. Dodatkowe pomoce, książki, by się doszkolić,

Dziś w wieczornych wiadomościach wypowiadała się młodzież, że martwią się o testy które już niebawem… młodzież rozumie o co toczy się walka. Sądzę, że są  w stanie poczekać na egzaminy.  Wylicza się ile godzin pracujemy przy tablicy, ile dodatków mamy z tytułu bycia nauczycielem… zniżki pkp, darmowy wstęp do muzeów… o pkp w naszym mieście można tylko pomarzyć, muzea zwiedzamy zazwyczaj na wycieczkach z klasą. Dwa miesiące wakacji i dwa tygodni wolnego w ferie? Dobry żart…. W tym czasie jest rada pedagogiczna, nawet dwie, trzeba przygotować się do nowego roku szkolnego, zakończyć stary….  Jeśli już stać nas na to, by wyjechać z rodziną na wczasy (czytaj mąż zarabia więcej, bo my to nawet na rachunki nie dajemy rady) to wszędzie jest tłok. Nie możemy wyjechać na wczasy w październiku, by skorzystać ze zniżek w biurach podróży, nasz urlop jest sztywny. Obóz dla dzieci? Remont? To wszystko jest długoterminowym planem, nie da się tego zrobić z dnia na dzień….

W przedszkolach nie jest lepiej. Nauczyciele zostali sprowadzeni do roli opiekunów. Musza sprostać wymaganiom rodziców, wymaganiom podstawy programowej, i dzieciom. Dwudziestopięcioosobowa gromadka dzieci jest bardziej wyczerpująca niż trojka własnego potomstwa. Należy je nauczyć nie tylko tego, czego wymaga wspominana już podstawa. Dochodzi nauka samodzielności, kulturalnego jedzenia, współdziałania w grupie.

Tak, jesteśmy przygotowani do takiej pracy. Umiemy wychowywać i uczyć dzieci i młodzież. Tak, wiedzieliśmy jak ta praca wygląda decydując się na studia. chcemy walczyć o nasze godziwe zarobki, o lepsze jutro naszych dzieci, które również musimy wykształcić i wesprzeć na starcie w dorosłość. Chcemy walczyć o zarobki tak samo jak przed nami walczyli policjanci, lekarze, pielęgniarki, górnicy, rolnicy. Wygląda na to, ze inaczej się nie da. Rząd ma pieniądze na pomniki, przekopywanie Mierzei Wiślanej, a nie ma ich dla tych, którzy maja największy wpływ na młodych ludzi? To my, nauczyciele dbamy o to by nasza młodzież zdobywała sukcesy na gruncie międzynarodowym. Każda osoba w tym kraju zanim odniosła sukces, chodziła do szkoły. Musiała trafić pod nasze skrzydła, by rozwijać swoją pasję, by kiedyś stać się najlepszym. Umniejszanie naszej roli w telewizji, wskazywanie jakimi nierobami jesteśmy jest kalaniem własnego gniazda. To wstyd dla państwa, gdy nauczyciele muszą walczyć o godziwe zarobki. Tak, będziemy strajkować. Po to by nie wybierać między tańszym a lepszym produktem w markecie. Po to by móc żyć jak przystało na osoby z naszym wykształceniem. Po to w końcu, by móc lepiej uczyć wasze dzieci.

 

 Posted by at 9:32 pm
Mar 172019
 

Kilka lat temu byłem przekonany, iż społeczna kontrola władzy samorządowej powinna przynieść wymierne korzyści naszej lokalnej społeczności, iż swobodny dostęp do informacji publicznej, przełoży się na większą świadomość mieszkańców, a co za tym idzie na lepsze działanie samorządu. Po latach batalii sądowych, dostęp do informacji publicznej stał się czymś oczywistym (przynajmniej dla samorządowców). Udzielenie informacji jest bezproblemowe i uzyskuje się ją w ustawowym terminie do 14 dni. Wydawać by się mogło, że jeśli wszystko jest jawne i transparentne to dzięki temu kontrolujemy poczynania władzy. Nic bardziej mylnego. Lokalny samorząd wytworzył swój „świat”, swoistego rodzaju ekosystem oparty na poklepywaniu się po pleckach i mówieniu tylko o sukcesach. Nawet błędna decyzja, głupia i szkodliwa w ustach nowo-mowy urzędniczej przekuwana jest w sukces. Informacja publiczna? Nie robi już na nikim wrażenia. O wiele korzystniej jej udzielić i nie mieć problemów w sądach przegrywając procesy opisywane jako porażki. Pies z kulawą nogą nie zainteresuje się zakupem przez Burmistrza taniego garnituru za publiczne pieniądze w sytuacji, kiedy głowę mieszkańców zajmują przekręty za grube miliony osób na warszawskim  „świeczniku”.

W tym wszystkim, nie należy zapominać o roli mediów lokalnych w przekazywaniu informacji o działaniach władzy lokalnej. To „czwarta” władza, której zadaniem jest bliski kontakt z mieszkańcami, chronienie ich interesów, a co najważniejsze patrzenie władzy „na ręce”, informowanie o jej działaniach. To zadanie niełatwe, biorąc pod uwagę lokalną rzeczywistość. O wiele łatwiej i wygodniej „prostytuować” się dziennikarsko na rzecz samorządu, otrzymując w zmian zlecenia, czyli inaczej ujmując – kasę. Pieniądze w zamian za przedstawianie władzy w pozytywnym świetle – wydawać by się mogło, że to relikt słusznie minionej epoki, a jednak ten stan trwa w najlepsze. Kosztem zaufania co do wiarygodności przedstawianych treści, poziomu dziennikarstwa, lokalne media tworzą symbiozę z włodarzami miasta tudzież powiatu, stając się w istocie nadzwyczaj niewiarygodną tubą propagandową. W zamian jest spokój i pozyskanie publicznej kasy.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja wydawnictwa bezkompromisowego, piszącego uczciwie i nazywającego rzeczy po imieniu. Takiego, które nie boi się poruszać najbardziej drażliwych i niewygodnych dla władzy lokalnej tematów. Osoba prowadząca taki tytuł musi liczyć tylko na siebie. Jest zastraszana, nasyła się na nią wszelakie służby, poczynając od policji, a na nadzorze budowlanym kończąc. Co chwilę wytacza się takiej osobie sprawy sądowe, jest zasypywana aktami oskarżenia. Osoba taka, musi więc płacić ogromne myto w zamian za uczciwość wobec czytelników, musi wytrzymywać psychicznie liczne przesłuchania na policji (w tym np. w niedzielę o 18.00), swój czas poświęcać na jeżdżenie do sądów i liczenie się ze skazującym wyrokiem za wolność słowa.

Czy wobec powyższego, ma sens istnienie mediów niezależnych?
Wierzę, że ma. Warto walczyć i żyć zgodnie ze swoimi przekonaniami i sumieniem. Warto być wiarygodnym i uczciwym wobec czytelników choćby miałoby to być udowadnianie na sądowej sali.
 

Jedna z ostatnich spraw sądowych rozstrzygnięta 11 lutego przed Sądem Okręgowym w Olsztynie. Redakcję NaszLidzbark pozwał do sądu Starostwa Jan Harhaj. Chodzi o artykuł „Termy Warmińskie stan faktyczny na dzień 10.09.2018 r.”. Starosta zażądał sprostowania artykułu, twierdząc iż pkt. 18 nie jest zgodny z prawdą i Starostwo nie dofinansowało Term Warmińskich na kwotę  162 601,62 zł. Wykaz publikowany na stronie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, jasno wskazuje na udzielenie pomocy publicznej termom przez Starostę. Dodajmy, iż w 2018r. suma pomocy publicznej na rzecz spółki Termy Warmińskie, udzielone przez samorząd wynosi ok. 1 mln zł. Sąd Okręgowy w Olsztynie po rozpoznaniu sprawy z powództwa Starosty, sprawę oddala, to znaczy, że Redakcja NL ją wygrała. W kolejce czeka jeszcze kilka spraw karnych, głównie z art. 212 kk, czyli głoszenie wolności słowa zagrożone jest rokiem pozbawienia wolności.

 

 

 Posted by at 10:16 pm
Mar 102019
 

Przełom roku to czas zmian na kilku ważnych stanowiskach w lidzbarskim samorządzie. Na emeryturę odeszła pani Maria Grzegorzewska – Sekretarz Miasta, nieco później ze stanowiskiem pożegnał się Prezes PWiK pan Bartosz Buczyński, zastąpiony byłym zastępcą Burmistrza panem Sebastianem Kuźniewskim. Powiew świeżości w Urzędzie Miasta zapewni nowy zastępca Burmistrza pani Marzena Newelska.  Na ostatniej Sesji rady Miasta, Burmistrz przedstawił panią Newelską w samych superlatywach. Podkreślał jej wszechstronne wykształcenie (w skrócie): ekonomiczne, geodezyjne, liczne studia podyplomowe, zdany egzamin doradcy podatkowego, może pełnić funkcje w radach nadzorczych z racji wykształcenia, magister. Posiada 11 letnie doświadczenie w administracji publicznej. Dotychczas pracowała jako Inspektor Kontroli Skarbowej w Olsztynie – powiedział Burmistrz.

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że radni nie są w stanie zadawać merytorycznych pytań. W tej sytuacji bardzo potrzebnym pytaniem byłoby: dlaczego pani Newelska porzuca pracę jako inspektor kontroli skarbowej na rzecz zastępcy Burmistrza w prowincjonalnym miasteczku? Czy nie sprawdziła się jako inspektor, czy może tutaj będzie więcej zarabiała, a może inne czynniki decydują o fakcie zatrudnienia w naszym urzędzie? To istotne kwestie wobec zatrudnienia osoby wcześniej nieznanej, mającej być opłacaną z kieszeni mieszkańców miasta, odgrywającej ważne funkcje decyzyjne wobec Lidzbarczan.

Z końcem roku 2018, w związku z odejściem na emeryturę pani Marii Grzegorzewskiej – Sekretarza Miasta, Burmistrz Wiśniowski rozwiązał z nią umowę o pracę za porozumieniem stron. Jednocześnie 20 grudnia 2018 r., na cztery dni przed świętami Bożego Narodzenia, Burmistrz Wiśniowski ogłasza konkurs na stanowisko Sekretarza Miasta.

Warto zapoznać się niezbędnym wymaganiom oraz wymaganiom dodatkowym do pełnienia funkcji Sekretarza Miasta ogłoszonym przez Burmistrza, szczególnie dotyczącym wykształcenia oraz doświadczenia. Są to tzw. wymagania twarde, wynikające z zapisów prawa czyli: posiadanie wyższego wykształcenia oraz odpowiedni staż pracy w tym na stanowisku kierowniczym. O pozostałych warunkach niezbędnych i dodatkowych decyduje Burmistrz.

Warunki niezbędne do pełnienia funkcji Sekretarza Miasta w Lidzbarku Warmińskim:

– wykształcenie wyższe,
– udokumentowany, co najmniej 6 letni  staż pracy  w tym co najmniej 4 letni  staż pracy na -kierowniczym stanowisku urzędniczym w jednostkach, o których mowa w art. 2 ustawy o pracownikach samorządowych, lub innych jednostkach sektora finansów publicznych,
– pełna zdolność do czynności prawnych oraz korzystanie z pełni praw publicznych,
– niekaralność za przestępstwa  popełnione umyślnie,
– nieposzlakowana opinia,
– jest obywatelem polskim,

Warunki dodatkowe:

– samodzielność, wysoka kultura osobista,  kreatywność, komunikatywność
– umiejętność sprawnej organizacji pracy
– umiejętności analityczne i umiejętność pracy w zespole
– wiedza w zakresie przepisów prawa, a w szczególności ustroju administracji publicznej, ustawy o samorządzie gminnym, kodeksu postępowania administracyjnego i innych ustaw związanych z funkcjonowaniem urzędu

W zasadzie tylko drugi z warunków niezbędnych wydaje się problematyczny dla potencjalnych kandydatów. Wszystkie inne powinien spełniać każdy z urzędników. Jak to wygląda w innych gminach, gdzie także są ogłaszane konkursy? Prócz wymagań wynikających z ustawy, większość Wójtów i Burmistrzów dodaje w warunkach niezbędnych i dodatkowych do pełnienia tej odpowiedzialnej funkcji m.in. tak oczywiste sprawy jak:

– wykształcenie wyższe w kierunkach: administracja, prawo, zarządzanie lub ekonomia
– umiejętność biegłej obsługi komputera
– posiadanie prawa jazdy kat. B oraz do dyspozycji samochód

Już 3 stycznia 2019 r. Burmistrz Wiśniowski ogłasza wynik konkursu.

„Burmistrz Lidzbarka Warmińskiego informuje, że w wyniku otwartego i konkurencyjnego naboru na wolne stanowisko Sekretarza w Urzędzie Miejskim w Lidzbarku Warmińskim do zatrudnienia wybrana została Pani Maria Grzegorzewska zam. Lidzbark Warmiński.

Uzasadnienie wyboru:

Pani Maria Grzegorzewska posiada kwalifikacje do wykonywania zadań zgodnie z warunkami ogłoszenia. Zaprezentowana wiedza oraz wynik uzyskany w procesie rekrutacji zdaniem Komisji gwarantują prawidłowe wykonywanie pracy.”

Praca Sekretarza Miasta, jak na warunki lidzbarskie jest bardzo dobrze płatna. Pani Grzegorzewska w 2018 r. zarobiła 68 384 zł płacy zasadniczej, 15 810 zł dodatku funkcyjnego, 14 148 zł dodatku stażowego oraz otrzymała 45 623 zł (nagrody, „13-tki”, nagroda jubileuszowa). Prócz tego niewielkie kwoty za dni choroby oraz umowy cywilno-prawne. W sumie wszystkiego razem wyszło za 2018 r. 148 956 zł. Już 2 stycznia 2019 r. wypłacono pani Grzegorzewskiej odprawę emerytalną w wysokości 51.024 zł brutto.

Pani Maria Grzegorzewska wygrała ten otwarty i konkurencyjny nabór już jako emerytka. Jej wypłata nie ulegnie zmianie, bowiem otrzymuje te samo wynagrodzenie jak swoja „poprzedniczka”.

Dyplom ukończenia zaocznych studiów

Warunkiem niezbędnym aby wziąć udział w naborze, było m.in. posiadanie wyższego wykształcenia. Pani Grzegorzewska takowe oczywiście posiada. Ukończyła w 1982 r. zaocznie Akademię Rolniczo – Techniczną w Olsztynie na wydziale rolniczym z wynikiem dostatecznym uzyskując tytuł inżyniera rolnika. Pozostałe punkty naboru także spełnia w zakresie obywatelstwa,  nieposzlakowanej opinii, niekaralności itd.

W ocenie redakcji pani Grzegorzewska jest najlepiej zarabiającym inżynierem rolnictwa w regionie oraz bodaj jedynym nieumiejącym posługiwać się komputerem. Czy konkursy na stanowiska w samorządach to fikcja? Oceńcie sami. 

 Posted by at 2:47 pm
Mar 032019
 

Sesja Rady Miasta z 27 lutego 2019 r.

Sensacyjna decyzja Burmistrza Wiśniowskiego – w gminie miejskiej Lidzbark Warmiński nie będzie podwyżki za odbiór odpadów komunalnych. Stawka opłaty za odbiór odpadów segregowanych 12 zł i 20 zł za niesegregowane pozostaje niezmieniona.

Gmina Lidzbark Warmiński jak i pozostałe 36 gmin regionu, przekazuje odpady zmieszane do ZGOK Olsztyn. Dotychczas płaciliśmy 300 zł  za tonę odpadów zmieszanych zdanych do Olsztyna. Na tej podstawie były obliczane stawki w poszczególnych gminach. Po burzliwych obradach wspólników ZGOK (37 gmin jest udziałowcami olsztyńskiej spółki) przegłosowano (31 grudnia 2018 r.) podwyżkę ceny przyjętych śmieci, aż do 418 zł za tonę (ok. 40% podwyżki). ZGOK alarmował, że bez podwyżki grozi mu upadłość. Tak drastyczna podwyżka cen odbioru odpadów przełożyła się na podwyżki cen w poszczególnych gminach. I tak w Olsztynie mieszkańcy zapłacą aż 18 zł za odbiór odpadów segregowanych (wcześniej 9,80zł) i 36 zł za niesegregowane (wcześniej 14,40 zł). W innych gminach opłaty także wrosły, jednak w mniejszym wymiarze. W Pasymie, Dywitach podwyżka średnio o 6 zł za zmieszane.

W gminie miejskiej Lidzbark Warmiński także szykowano podwyżki. Burmistrz złożył odpowiedni projekt uchwały podnoszący ceny za śmieci. Na posiedzeniu połączonych komisji (25.02.2019 r.), przedstawił mocne argumenty na poparcie decyzji o podwyżce  – płacimy wyższe stawki już od stycznia( do ZGOK – przyp. red.), a podwyżkę chcemy wprowadzić od kwietnia. Teraz konsumujemy zabezpieczone nadwyżki z poprzednich lat. Podwyżka z 12 zł na 15 zł, czyli 3 zł dotknie 97% mieszkańców, a z 20 zł na 30 zł tylko 3% bo tylko tyle deklaruje odbiór odpadów zmieszanych. Różnica z 12 na 15 zł jest niewielka, część miast podobnie podniosła opłaty lub znacznie wyżej. Podwyżka 30 zł za odpady zmieszane musi zachęcić do segregowania śmieci. Będziemy sprawdzali dokładnie jak są zbierane odpady – „czy faktycznie deklaracje zgadzają się ze stanem faktycznym czy nie stwierdził m.in. Burmistrz Wiśniowski.

Mało tego. Urząd Miasta zapowiedział kontrole – jakie śmieci mieszkańcy wynoszą w workach do śmietników. Straż Miejska będzie sprawdzała co mieszkaniec niesie w worku do śmietnika. Zatrzyma go i komisyjnie sprawdzi zawartość worka (dobrym pomysłem byłoby stałe dyżury strażników miejskich w pobliżu kontenerów na śmieci – przyp. red.). „śmieją się, że będziemy patrzyli w kontenery. Tak, będziemy restrykcyjnie podchodzili do spółdzielni bo niestety to oni odpowiadają za to jest i będzie odpowiedzialność zbiorowa – powiedział Burmistrz Wiśniowski. W wolnych wnioskach Burmistrz, kontrował głosy negacji w związku z podwyżką cen śmieci, zapytał radnych skąd my mamy wziąć pieniądze? Czy chcemy być miastem socjalnym, z jakich inwestycji mamy zrezygnować, jak rozwijać miasto? „Jeżeli mi będziecie podcinali za każdym krokiem możliwości rozwoju miasta to tak być nie może” – m.in powiedział Burmistrz. Dodał także „Jak mamy nadwyżkę, to możemy te pieniądze przekierować gdzie indziej. Nie, nie możemy bo to są celowe pieniądze”.

Ripostował radny Kędzierski – „ jestem zbulwersowany, było tu spotkanie z szefem ZGOK z Olsztyna. Przyjechał tłumaczył gadał. I teraz patrzcie co się dzieje ciekawego. Ile lat ten ZGOK  już działa (Burmistrz – od 2014 r.) , że jego poprzednicy narobili bałaganu, narobili spraw na siedem milionów, w ogóle się na tam nie kontrolowało. Dopiero przyszedł z jakiejś tam prywatnej spółki, zaczął robić z tym porządek i teraz dochodzi do takiej sytuacji, że my 37 czy 38 osiem gmin, które do tego zgoku należy, mamy odpowiadać za jakiś cwaniaczków, którzy brali po 50 tys miesięcznie i narobili strat zadłużeń itd., a my teraz musimy ponosić te wszystkie koszta tego […]”

27.02.2019 r. Podczas posiedzenia Rady Miasta, na którym miała być przegłosowana uchwała w sprawie podwyżki cen śmieci, Burmistrz nieoczekiwanie wnioskuje o zdjęcie tego punktu z porządku obrad. W krótkim uzasadnieniu przedstawia wyliczenia, które rozpoczął już w grudniu. Jak twierdzi Burmistrz, obecnie strumień odpadów zmieszanych przekazywanych do ZGOK, zmniejszył się o 20%. Wobec zagospodarowania pewnych oszczędności i zmniejszenia ilości odpadów zmieszanych, jesteśmy w stanie utrzymać dotychczasowe ceny na niezmienionym poziomie. Ponowna analiza gospodarki odpadami nastąpi w czerwcu.

Rezygnacja z podwyżki, wobec tak druzgocącej argumentacji „za” na komisach i diametralnie innego stanowisko już po 2 dniach na sesji może budzić niemałe zdziwienie. Jednak radni praktycznie bez głębszego zastanowienia przeszli do porządku dziennego i jednogłośnie bez żadnych pytań zdjęli punkt z porządku obrad.

Wg sprawozdania z gospodarki odpadami w 2016 r. miasto Lidzbark Warmiński przekazało do ZGOK 5 907 ton odpadów z zmieszanych x 300 zł daje 1 772 100 zł (przybliżona wartość). W 2017 r. do olsztyńskiej firmy przekazano 5 429 ton zmieszanych x 300 zł daje 1 628 700 zł (UM podaje, że  1 774 011 zł). Powyższa kalkulacja dotyczyła ceny 300 zł za tonę zdanych odpadów. Od 1 stycznia 2019 r. cena wrosła do 418 zł za tonę. Zakładając optymistycznie, iż strumień odpadów zmieszanych spadł rok do roku, załóżmy do wartości 5 300 ton to finalna kwota za zdanie odpadów wyniesie 5300x418zł – 2 215 400 zł! Zatem wzrost jest znaczny. W jaki sposób Burmistrz, mimo tak znacznej podwyżki w olsztyńskim ZGOK chce utrzymać ceny dla mieszkańców na niezmienionym poziomie jest póki co tajemnicą.

Pytania jakie powinny paść na Sesji Rady Miasta w związku z wycofaniem projektu uchwały o podwyżce cen odbioru odpadów:

– O jakich zabezpieczonych nadwyżkach z poprzednich lat mówił Burmistrz w związku z gospodarką odpadami? Skąd te nadwyżki się wzięły, jaki był mechanizm ich powstania skoro opłaty za gospodarowanie odpadami są, jak wielokrotnie twierdził Burmistrz, opłatami celowymi i nie mogą być przeznaczane na inne cele? Czy w poprzednich latach opłata za odbiór odpadów od mieszkańców była przeszacowana i płaciliśmy za dużo?

– Jak Burmistrz ma zamiar zbilansować wzrost opłat w ZGOK z brakiem podwyżki u mieszkańców gminy? Skąd i na jakiej zasadzie pozyska pieniądze na ten cel?

– W jaki sposób Burmistrz zamierza egzekwować segregowanie odpadów w spółdzielniach mieszkaniowych i co rozumie poprzez odpowiedzialność zbiorową? 

Brak podwyżki w opłatach za śmieci jest w istocie iluzoryczna. Kto, jeśli nie mieszkańcy zapłacą za podwyżkę w ZGOK? Kwestią zasadniczą jest zbilansowanie opłat w ZGOK z rachunkami dla mieszkańców.

 Posted by at 7:29 pm