API

Lis 282019
 

Sąd Okręgowy w Olsztynie na dzisiejszej rozprawie odwoławczej uniewinnił oskarżonego Redaktora NaszLidzbark Andrzeja Pieślaka o pomówienie radcy prawnego Waldemara Żbikowskiego tj. o czyn z art. 212 k.k. tym samym uchylając wyrok lidzbarskiego sądu skazującego redaktora na wysoką karę grzywny.

Krótkie omówienie okoliczności sprawy

Na kilku stronach internetowych odnalazłem informację o tym, że Waldemar Żbikowski (radca prawny w Urzędzie Miasta Lidzbark Warmiński) złożył zgodnie z wymaganiami pozytywne oświadczenie lustracyjne. Oznaczało to, że musiał współpracować z organami służb bezpieczeństwa. Idąc tym tropem, wielokrotnie i niestety bezskutecznie usiłowałem pozyskać od IPN kopię oświadczenia lustracyjnego, spotykając się z niezrozumiałą odmową. Burmistrz Miasta i Okręgowa Izba Radców Prawnych także nie posiadały kopi oświadczenia lustracyjnego. Mając powyższe na uwadze, skierowałem maila do Burmistrza Miasta aby rozważył etyczny aspekt zatrudniania osoby, tajnego współpracownika SB, która złożyła pozytywne oświadczenie lustracyjne. Takie wątpliwości zawarłem także we wpisie na profilu społecznościowym. Poniżej kopia maila.

Panie Burmistrzu, ustawa lustracyjna ma zapewniać, aby ważne funkcje publiczne w Polsce pełniły osoby, które nie były uwikłane np. we współpracę z organami bezpieczeństwa PRL i które przez to – jak zapisano w preambule ustawy – dają gwarancję uczciwości szlachetności, poczucia odpowiedzialności za własne słowa i czyny, odwagi cywilnej i prawości. W związku z powyższym niepokojącym jest fakt, iż wynajął pan do obsługi prawnej gminy pana Waldemara Żbikowskiego, byłego tajnego współpracownika służb bezpieczeństwa PRL. Czy były konfident, zasługuje na pełnienie tejże ważnej funkcji, czy daje gwarancję uczciwości i szlachetności w postępowaniu? Pozostawiam to panu do rozważenia. Proszę o odpowiedź mailem, szkoda papieru.

Radca prawny zgadzając się na zatrudnienie (nawet w formie umowy-zlecenia) w organach samorządu powinien poinformować Burmistrza o fakcie współpracy ze służbami komunistycznego reżimu. Wysyłając maila i dokonując wpisu byłem przekonany (analizując dostępne materiały), że Waldemar Żbikowski był tylko tajnym współpracownikiem SB, podobnie jak byli nimi radni rady Miasta.Odpowiedzi na powyższego maila redakcja nie otrzymała do dzisiaj. 

Waldemar Żbikowski poczuł się znieważony i poniżony w oczach opinii publicznej oraz narażony na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu radcy prawnego. Złożył pozew o zniesławienie z art. 212 k.k.. Pierwsza rozprawa miała miejsce 6 lutego 2019r. Kolejne 19 czerwca, 12 lipca, 19 lipca, 28 sierpnia aby ostatecznie 6 września Sędzia Marta Banaś-Grabek uznała redaktora winnym zarzucanych czynów i skazała na karę grzywny w sumie 4050 zł uwzględniając znaczny stopień społecznej szkodliwości popełnionych przestępstw.

Od powyższego wyroku redakcja złożyła odwołanie do Sądu Okręgowego w Olsztynie. Sędzia Sądu Okręgowego Anna Górczyńska uniewinniła oskarżonego, w uzasadnieniu „miażdżąc” wyrok lidzbarskiego sądu. Rozprawy z art. 212 k.k. odbywają się z wyłączeniem jawności, wobec czego redakcja nie może podać szczegółów rozprawy, ani uzasadnienia.

W oczekiwaniu na rozprawę apelacyjną, Redakcja ustaliła że Waldemar Żbikowski „niestety” nie był tajnym współpracownikiem sb, był etatowym pracownikiem służb bezpieczeństwa – tzw. „esbekiem”.

W tym miejscu należy rozważyć ciężar gatunkowy oceny osób będących tajnymi współpracownikami służb bezpieczeństwa oraz etatowymi pracownikami służb bezpieczeństwa. To właśnie pracownicy etatowi służb bezpieczeństwa dokonywali porwań, torturowali i mordowali księży oraz opozycjonistów, znęcali się nad nimi. To pracownicy SB zamordowali bestialsko księdza Popiełuszkę. Oskarżyciel Waldemar Żbikowski był niestety pracownikiem tychże służb, tak znienawidzonych przez społeczeństwo. Z kolei, tajni współpracownicy nie byli etatowymi pracownikami SB. To zwykli obywatele, pozyskiwani przez etatowych esbeków, dostarczający informacji o tym co dzieje się w ich środowisku pracy. Nie mordowali, nie porywali, nie torturowali.W ustawie o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944—1990 oraz treści tych dokumentów czytamy m.in.

Stwierdzamy, że praca albo służba w organach bezpieczeństwa państwa komunistycznego […], polegające na zwalczaniu opozycji demokratycznej, związków zawodowych, stowarzyszeń, kościołów i związków wyznaniowych, łamaniu prawa do wolności słowa i zgromadzeń, gwałceniu prawa do życia, wolności, własności i bezpieczeństwa obywateli, była trwale związana z łamaniem praw człowieka i obywatela na rzecz komunistycznego ustroju totalitarnego. Mając na względzie powyższe, a także konieczność zapewnienia obsady funkcji, stanowisk i zawodów wymagających zaufania publicznego przez osoby, które swoim dotychczasowym postępowaniem dają i dawały w przeszłości gwarancje uczciwości, szlachetności, poczucia odpowiedzialności za własne słowa i czyny, odwagi cywilnej i prawości, oraz ze względu na konstytucyjne gwarancje zapewniające obywatelom prawo do informacji o osobach pełniących takie funkcje, zajmujących takie stanowiska i wykonujących takie zawody…

Jednym z zadań dziennikarza obywatelskiego jest ujawnianie przeszłości osób pełniących funkcje publiczne, która to przeszłość może mieć wpływ na uczciwe i szlachetne wykonywanie zadań publicznych. Jeśli Burmistrz Wiśniowski zatrudniając „esbeka” w Urzędzie Miasta nie wiedział o jego przeszłości, to moje działanie jako dziennikarza obywatelskiego, poruszającego problem zatrudniania osoby związanej ze służbą bezpieczeństwa był jak najbardziej właściwy. Jak podkreślono w ustawie o ujawnianiu informacji, o której wspomniałem wyżej, my mieszkańcy miasta, obywatele tego kraju posiadamy konstytucyjne gwarancje zapewniające prawo do informacji o osobach pełniących takie funkcje jak np. Radca Prawny w Urzędzie Miasta.

Na koniec należy zastanowić się nad niezawisłością lidzbarskiego sądu. To czwarty lub piąty przypadek kiedy lidzbarski sąd skazuje niezależnego dziennikarza, a olsztyński okręgowy uniewinnia.

 Posted by at 9:05 pm
Lis 252019
 

Na stronach portalu społecznościowego, Burmistrz Miasta zamieścił informację na temat wyników „konsultacji” społecznych dotyczących wprowadzenia płatnych stref parkowania. I tak, ogółem oddano 289 głosów z czego 101 poparło, a 170 było przeciwko płatnemu parkowaniu w centrum Lidzbarka Warmińskiego. Jak czytamy w nieoficjalnym piśmie Urzędu Miasta „Głos w sprawie stref płatnego parkowania oddało zaledwie 289 osób. Niestety jest to liczba zbyt mała, nieobrazująca jednoznacznie zdania mieszkańców Lidzbarka Warmińskiego i konsultacje prawdopodobnie będą powtórzone […]” Burmistrz Wiśniowski, na poniedziałkowym posiedzeniu komisji, żalił się z powodu niewielkiego zainteresowania konsultacjami. Stwierdzając m.in. – Trudno powiedzieć że jest to reprezentatywna część naszego miasta jeżeli bierze 289 osób. Dodając także, iż ponowimy konsultacje albo podejmiemy odpowiednie decyzje, jeżeli nadal będzie problem z postojami w centrum miasta. Mieszkańcy centrum nie będą zwolnieni z opłat z płatnego parkowania, mogą być jedynie ulgi. Niech właściciele, współwłaściciele i pracownicy parkują 300 metrów od swoich sklepów i wtedy będzie dobrze. Sama idea płatnego parkowania nie jest głupia – podsumował Wiśniowski.  

Trudno nie zgodzić się z komentarzami czytelników w powyższej sprawie.

Gość – „Szkoda , że tamtych konsultacji co do straży miejskiej nie powtórzyli, a tez można było przychodzić wielokrotnie na spotkania z panem burmistrzem i panie wydawały po jednej ankiecie dla jednej osoby, potem mozna było wrzucić kilka do urny. Wtedy zagłosowało około 153 osób, lecz tamtych konsultacji nie unieważnili, zaś pan burmistrz opierał sie nimi w swoim uzasadnieniu (71 za pozostawieniem SM – 70 przeciwko SM )!

Gość – „[…] Konsultacje poszły nie po ich myśli to trzeba anulować i powtórzyć, cyrkkkkkkk i wstyd !”

Komentarz redakcyjny

Zdaniem redakcji, płatne parkowanie jest głupie. Czemu, a raczej komu ma służyć? Rozumiemy, że większej rotacji aut w centrum miasta, celem podniesienia obrotów w okolicznych sklepach. Jeśli więc, mieszkańcy mają dodatkowo płacić za możliwość kupowania w pobliskich placówkach handlowych to co otrzymają w zamian? Czyż właściciele sklepów nie widzą problemu w parkowaniu swoich aut pod swoim „biznesem”? Czy nie potrafią z własnej woli i dla własnego interesu parkować gdzie indziej, aby uwolnić miejsca potencjalnym klientom?

Należy w tym miejscu przypomnieć pewne głosowanie Rady Miasta, gdy jego wynik nie był po myśli Burmistrza – Białoruska Sesja Rady Miasta

 Posted by at 9:14 pm
Lis 172019
 

Zakończyły się „konsultacje” dotyczące wprowadzenia w Lidzbarku Warmińskim stref płatnego parkowania, Burmistrz miasta chciał w ten sposób poznać opinie mieszkańców. Anonimowe karty w dowolnych ilościach mogły być wrzucane do wyznaczonych „urn”. Jeden z mieszkańców naszego miasta zwrócił redakcji uwagę, że w zasadzie można oddać po kilkadziesiąt głosów na raz. Stawia to pod wielkim znakiem zapytania rzetelność ich wyników. Abstrahując od prawdziwości ankiet, zwrócić należy uwagę nad wiarygodnością samego Burmistrza. Przypomnijmy, iż nigdy nie przeprowadził obiecanej w kampanii wyborczej konsultacji społecznych w sprawie likwidacji Straży Miejskiej, a jedynie ankietę podczas spotkania z mieszkańcami. Straż Miejska nie została zlikwidowana, a zadecydował o tym jeden głos więcej za pozostawieniem tejże służby.  Bardzo, ale to bardzo trudno w to uwierzyć. Zdaniem redakcji tzw. konsultacje w sprawie wprowadzenia kolejnego podatku, czyli opłat za parkowanie jest tylko wybiegiem mającym na celu usprawiedliwienie ustanowienia tej opłaty.

Płatne parkowanie w Lidzbarku Warmińskim nie jest nowym konceptem. Już w 2004r. lobbował ten pomysł ówczesny Przewodniczący Rady Miasta Artur Wajs. Proponował 200 miejsc argumentując m.in. „środki finansowe z wpływów za płatne parkowanie będą przeznaczone na „ poprawę estetyki miasta Lidzbarka Warmińskiego”. Pobierając opłatę za parkowanie nie uderzymy w osoby najbiedniejsze i symboliczną opłatę mogą płacić”. Na szczęście nic z planów nie wyszło. Kolejne podejście podjął w 2016r. Burmistrz Wiśniowski. Opracował koncepcję utworzenia stref płatnego parkowania, stwierdzając jednocześnie że inwestycja ta przyniosłaby straty finansowe (parkometry, obsługa, licencje itp.). Przypomnieć należy, że większość ulic w centrum miasta należy do Starostwa, a te odrzuciło koncepcję Burmistrza. Kolejne podejście do płatnego parkowania uczyniła Rada Miasta, 1 marca 2017r. podjęła uchwałę w sprawie określenia zasad i trybu przeprowadzenia konsultacji z mieszkańcami Miasta Lidzbark Warmiński dotyczącego utworzenia strefy płatnego parkowania. Jak argumentował Burmistrz Wiśniowski „Po uwzględnieniu wniosków Lokalnych Przedsiębiorców z ul. Wysokiej Bramy oraz ul. Konstytucji 3-go Maja, konsultacjach przeprowadzonych ze Starostą Lidzbarskim, Prezesem Lidzbarskiej Izby Gospodarczej, jak również biorąc pod uwagę dyskusję przeprowadzoną na październikowej sesji Rady Miejskiej w 2016 r. Rada Miejska stwierdza, że jedynym skutecznym rozwiązaniem mającym na celu zwiększenie rotacji parkujących aut i w efekcie do zwolnienia części miejsc postojowych, jest wprowadzenie stref płatnego postoju […]”

Zatrzymajmy się na chwilę nad wnioskami lokalnych przedsiębiorców. Z informacji uzyskanych od lidzbarskich właścicieli firm (skupionych w centrum miasta) wynika, iż kolejny rok z rzędu spadają im obroty i coraz trudniej prowadzić tam działalność. Tę niekorzystną sytuację wiążą z całkowitym zamknięciem ruchu za Wysoką Bramą (tzw. deptak) co za tym idzie znacznym spadkiem atrakcyjności lokalizacji zakupowych dla klientów zmotoryzowanych. Wcześniej ludzie stawiali samochody np. na wygodnym parkingu tuż za Bramą i poruszali się pieszo  ciągiem sklepów. Obecnie wolą pojechać w odleglejsze miejsca, tam gdzie pojazd można zaparkować. Z powyższego wynika, iż pomysł Burmistrza Wasja dotyczący zamknięcia dla ruchu centrum miasta był chybiony. Od tego momentu rozpoczęło się powolne „umieranie” centrum. Prosperujące sklepy ustąpiły miejsca bankom i agencjom kredytowym. Późnym popołudniem, centrum „turystycznego” miasta świeci pustkami, ostatnio zlikwidowano nawet bankomat. Brak miejsca postojowego przy ul. Wysokiej Bramy jest po części wynikiem pozbawienia miejsc parkingowych po drugiej stronie ulicy, tuż za niszczejącym od lat zabytkiem.

Rozsądnym wyjściem byłoby otwarcie dla ruchu samochodowego uprzednio zamkniętych ulic, oczywiście w nieco zmienionej formule.

Czy Starostwo Powiatowe przekaże gminie ulice w centrum miasta, aby wpływy z opłat trafiały do miejskiej kasy i jakie są wyniki „konsultacji” dowiemy się niebawem. Na koniec przypomnijmy jak Burmistrz Wiśniowski „dba” o interesy przedsiębiorców i nas – mieszkańców miasta. Jak twierdził tuż przed wyborami, kandydat na Burmistrza Jacek Wiśniowski, rozmawiał z przedsiębiorcami na temat utworzenia uzdrowiska w Lidzbarku Warmińskim. Wyraził się jednoznacznie – jest temu przeciwny. Zaraz po wyborach zmienił zdanie. W kampanii twierdził, że rosnące zadłużenie miasta także nie jest dobre. W chwili objęcia urzędu Burmistrza przez Wiśniowskiego, zadłużenie mieszkańców wynosiło 19,5 mln zł, teraz w planie budżetu na 2020r. przewidywane zadłużenie wynieść 33 mln zł. Ten znany „ekonomista” zadłuża nas mieszkańców, średnio o 2,25 mln rocznie!

 Posted by at 8:37 pm
Lis 072019
 

W ostatnich latach na popularności zyskały wyrażenia takie jak „jawność” czy „obywatelska kontrola władzy”. Oto bowiem zwykły „Kowalski” miałby możliwość sprawdzenia co robi urzędnik lub Wójt i na co wydaje publiczne pieniądze. Wzniosłe i piękne idee są nośne i bardzo medialne, dobrze widziane w nowoczesnym społeczeństwie. Jednak kiedy „Kowalski” chciałby urzeczywistnić jakąkolwiek formę obywatelskiej kontroli władzy – natychmiast otrzymuje zimny prysznic. Wzniosłe koncepcje walą się jak domek z kart, a władza wskazuje plebsowi jego miejsce. Bez zmrużenia okiem „ciekawskiego” obywatela przenosi się Orwellowskiej rzeczywistości, stosując wobec niego szykany i represje, narzędzia dobrze znane esbecji i innym zbrodniczym komunistycznym służbom. Nawet najmniejszy objaw aktywności obywatelskiej spotkać się może z odpowiedzią władz. Poniżej opis jednego z wielu przypadków prześladowania jakich doświadczył  Redaktor tego portalu.

6 kwietnia 2018r. od jednego z „wysoko ulokowanych” pracowników w Urzędzie Miasta Lidzbarka Warmińskiego, redakcja NL otrzymała informację o dewastacji elementów krajobrazu w dolinie Symsarny wraz ze zdjęciami. Na kanwie tegoż sygnału, powstał artykuł „Wandale w dolinie Symsarny”. Wpis ów, nie spodobał się panu Janu Harhajowi, złożył na policji zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa następującej treści:

W dniu dzisiejszym tj. 10.04.2018r. na portalu społecznościowym „NASZ LIDZBARK” prowadzonym przez redaktora ANDRZEJ PIEŚLAK zobaczyłem zamieszczony znieważający moją osobę wpis oraz zdjęcia z napisami cyt. „HARY CWEL” oraz „JEBAĆ HARHAJA”. Ja te napisy odbieram jako szkalowanie mnie jako Starosty Powiatu i według mnie moją one na celu publiczne znieważenie mnie i postawienie w negatywnym świetle w społeczności powiatu oraz Lidzbarka Warmińskiego Andrzej Pieślak w komentarzu pod zdjęciami jednoznacznie łączy te z funkcją Starosty Powiatu którą sprawuję. Andrzej Pieślak celowo zamieścił te obelgi i znieważenie na swoim publicznym ogólnodostępnym portalu aby ta informacja dotarła do jak największej liczby mieszkańców powiatu. W załączeniu wydruk z portalu „NASZ LIDZBARK” szt. 5”.

Zaprzyjaźniona z panem Harhajem Prokuratura Rejonowa wszczęła postępowanie w kierunku zniesławienia z art. 212 par. 1 i 2. Pojęcie „zaprzyjaźniona” użyte w poprzednim zdaniu, nie jest pozbawione podstaw. W aktach postępowania prokuratorskiego odnajdziemy dokumenty mówiące o utrzymywaniu kontaktów towarzyskich między panem Harhajem i dwójką lidzbarskich prokuratorów. Złożyli oni wnioski o wyłączenie z prowadzenia sprawy właśnie ze względu na bliższą „zażyłość” z osobą pana Harhaja. Prokurator Andrzej Krzywiel 18 maja 2019r. wyłączył z postępowania o sygn.. PR 1 Ds. 261.2018 panią Joannę Kłosowską i Krystynę Kozodój. W uzasadnieniu decyzji czytamy m.in. „Z kolei prokurator Joanna Kłosowska wskazała, że ona i jej mąż znają wymienionego osobiście (Jana Harhaja przyp.red.), utrzymują kontakty zawodowe, jak i towarzyskie od wielu lat i kontakty te są regularne. Powołane przez wnioskodawczynię okoliczności mogą wywoływać uzasadnione wątpliwości co do ich bezstronności w niniejszej sprawie.
Podkreślenia wymaga, że zachodzi przesłanka dotycząca wyłączenia prokuratora określona w art. 41 par. 1 kk. Zarówno prokurator Krystyna Kozodój, jak i prokurator Joanna Kłosowska utrzymują kontakty towarzyskie z pokrzywdzonym, znają się do wielu lat, a zatem może to wywołać uzasadnioną wątpliwość co do ich bezstronności
”.

Po złożeniu zawiadomienia, prokuratura wszczęła dochodzenie. Człowiek już jest, należy więc jeszcze znaleźć odpowiedni paragraf. Tych jest bez liku w kodeksie karnym, jest z czego wybierać. Na początek prokuratura wytoczyła ciężką artylerię wobec Redaktora Nasz Lidzbark czyli art. 212 k.k. par. 1 i 2. Gdzie karą może być pozbawienie wolności. Przestępstwo z powyższego artykułu może być ścigane tylko z oskarżenia prywatnego (Jan Harhaj jako osoba prywatna może wnieść akt oskarżenia bezpośrednio do sądu). Próba skarżenia z art. 212 okazała się więc ślepą uliczką.

Jednak był człowiek, była wina, należało tylko zmienić paragraf. Prokuratura wszczęła postępowanie w kierunku art. 226 par 1 k.k. zacytujmy go w całości:

„ Kto znieważa funkcjonariusza publicznego lub osobę do pomocy mu przybraną, podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.”

Policja (21 czerwca 2018r.), wszczęła dochodzenie. Rozpoczęły się przesłuchania oskarżonego na komendzie policji. Ze strony policji dochodzenie prowadził mł. asp. Arkadiusz Szpak. Ów, dzielny funkcjonariusz w toku prowadzonego dochodzenia powołał biegłego językoznawcę aby ten wydał opinię na temat dwóch napisów – „Jebać Harhaja” oraz „Hary Cwel” czy są obraźliwe czy nie. Językoznawca, pani Jolanta Piwowar z Olsztyna za swą usługę zainkasowała od policji 1037,26 zł na którą składały się:

  1. Lektura akt sprawy oraz wstępna analiza materiały językowego 1 godz. – 45,63zł
  2. Analiza definicji leksykalnych, artykułów hasłowych, stron internetowych oraz zawartości Narodowego Korpusu Języka Polskiego 8 godz. – 365,04zł
  3. Opracowanie wniosków na podstawie przeprowadzonej analizy oraz pisemne opracowanie opinii 13 godz. – 593,19zł
  4. Koszt zakupu opakowania, wydruku i wysyłki opinii (polecona ZPO) – 33,40zł

Wydanie opinii, iż te dwa napisy są obraźliwe zajęły pani Piwowar 22 godziny pracy.

Po kilku kolejnych wizytach oskarżonego na komendzie policji, mł. asp. Arkadiusz Szpak, o zgrozo umarza postępowanie w części, bowiem kierunek art. 226 par 1 k.k. okazuje się chybiony. Bystry policjant zauważa, iż czyn zabroniony z tego paragrafu musi dotyczyć znieważenia funkcjonariusza podczas pełnienia i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych. Przedmiotowa sprawa nie dotyczy powyższego, więc dochodzenie należy umorzyć. Wniosek o umorzenie 27 grudnia 2018r. zatwierdził prokurator Andrzej Krzywiel. Wydawałoby się, iż sprawa dobiegła końca. Nic podobnego.

Jest człowiek, trzeba tylko zmienić paragraf. Tego samego dnia w którym prokurator umorzył postępowanie w kierunku art. 226 par.1, prokurator sporządza akt oskarżenia z tego samego art. k.k. ale paragrafu 3. Mówi on:

„Kto publicznie znieważa lub poniża konstytucyjny organ Rzeczypospolitej Polskiej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”

Wspomnieć należy, iż w związku z tym Redaktor Andrzej Pieślak został wezwany na kolejne przesłuchanie na komendę policji w niedzielę 30 grudnia 2018 na godzinę 18.00.

Sprawa trafia do Sądu Rejonowego. 17 maja 2019r. odbywa się pierwsza rozprawa. Przesłuchania stron, pokrzywdzonego „reprezentuje” prokuratura rejonowa. Na kolejnej rozprawie Sędzia Marta Banaś-Grabek decyduje o zmianie kwalifikacji prawnej czynu z art. 226 na art. 216 par2 k.k. Czyli zamiast znieważenia organu konstytucyjnego przechodzimy na znieważenie osoby fizycznej za pomocą środków masowego przekazu, kara do roku pozbawienia wolności. Pojawia się problem, iż ściganie z tego paragrafu odbywa się z oskarżenia prywatnego (o czym informuje sąd). Obecna na sali pani prokurator, składa wniosek że obejmuje to oskarżenie z urzędu. Sprawę odracza się na kolejny termin. W końcu 2 lipca 2019r. zapada wyrok:  Winny zarzucanych czynów, dopuścił się przestępstwa. Sąd warunkowo umarza postępowanie karne na okres jednego roku oraz zasądza od Redaktora w sumie 1 700zł zwrotu kosztów postępowania, opłaty biegłego językoznawcy i wpłaty 500zł na rzecz funduszu pomocy pokrzywdzonym oraz pomocy postpenitencjarnej.

Na nic zdały się argumenty redakcji, mówiące że zdjęcia są ilustracją artykułu i stanowią informację prasową. Redaktor podczas rozprawy użył porównania do sytuacji, kiedy wielkie stacje TV pokazywały przestępczy akt, kiedy to jedna z osób spaliła kukłę Żyda (głośna, medialna sprawa). Idąc tropem rozumowania oskarżyciela, a potem jak się okazało sądu, gmina żydowska powinna pozwać do sądu wszystkie te stacje telewizyjne, za znieważenie. Praktycznie codziennie widzimy w TV informacje, kiedy to dokonywane jest przestępstwo. Na tym polega wolność słowa. Redaktor podkreślił, że Jan Harhaj próbuje w ten sposób wpłynąć na redakcję i wywołać „efekt mrożący”. Sędzia Marta Banaś-Grabek uznała winę redaktora za oczywistą i wymierzyła karę.

Redaktor NaszLidzbark nie zgodził się z wyrokiem i kolejny raz szukał poszukał sprawiedliwości w Sądzie Okręgowym w Olsztynie. Została złożona apelacja od wyroku lidzbarskiego sądu.

Sąd Okręgowy w Olsztynie na rozprawie apelacyjnej uniewinnił oskarżonego, a kosztami procesu obu instancji obciążył skarb państwa (czyli podatników). W krótkim uzasadnieniu wyroku Sędzia stwierdził m.in. że,  ocenie sądu nie była potrzebna opinia biegłego językoznawcy. Wystarczyło doświadczenie życiowe i logika, aby stwierdzić, że napisy były obraźliwe i wulgarne. Nie można w żaden sposób wywnioskować, aby intencją autora artykułu było znieważenie Jana Harhaja, a tym bardziej jak wnioskował w akcie oskarżenia prokurator – konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej. Materiał dowodowy w sprawie nie daje podstaw do tego, aby oskarżonemu przypisać działanie w zamiarze bezpośrednim, to znaczy że oskarżony chciał zniesławić Jana Harhaja lub ewentualnym czyli godził się na to. Prokuratora lub Sąd może się jedynie domyślać, że za takim opisem nie stoi tylko przesłanka opowiedzenia o pięknej przyrodzie ale są to tylko domysły. Sąd nie może się opierać na domysłach wydając wyrok i iść linią najmniejszego oporu, że jest to czyn o znikomej szkodliwości społecznej bo sąd musi oceniać to co zostało zgromadzone w aktach i tylko na tym może się opierać oceniając materiał dowodowy.

To koniec jednej z wielu historii, kiedy to Redaktora NaszLidzbark pozywa się do sądu za pisanie artykułów. Schemat za każdym razem jest bardzo podobny, lidzbarski sąd uznaje winę redaktora, a olsztyński sąd uniewinnia. I tak wiele razy. Należy nadmienić, że jedna taka sprawa zajmuje redaktorowi  kilkanaście dni, w trakcie których nie może zajmować się pracą zawodową.

 Posted by at 9:31 pm
Paź 042019
 

Kampania wyborcza w Lidzbarku Warmińskim odbiega nieco rozmachem od tego co widujemy często w telewizji. Tutaj, w małym biednym prowincjonalnym miasteczku oraz powiecie, zarządzanym poprzez partyjno-towarzyskie interesy jego włodarzy, kampanię ogranicza się do minimum. Same wybory stanowią tylko formalność, a w zasadzie są hołdem lennym mieszkańców wobec partyjnych kacyków, traktujących nasze miasto jak własność feudalną. Po cóż, więc czynić większe nakłady kampanijne, skoro wynik jest z góry przesądzony (jeśli chodzi o głosy Lidzbarczan)? Przestrzeń publiczną zdominowały ogromne plakaty posłów Protasa i Cieślińskiego. Co zrozumiałe, Cieśliński ma nieco mniejsze bilbordy niż poseł Protas, ten ostatni najwyraźniej cierpiący na manię wielkości. „Wielki” Protas z plakatu, poważny, z góry spoglądający na mieszkańców zdaje się mówić „Jestem tutaj wszechmocny, obserwuję was i wiem o was wszystko, wiem co robicie i będę wam patrzył na ręce podczas głosowania”. Inni kandydaci z konkurencyjnych partii stanowią tylko nieszkodliwe tło, polityczny lidzbarski plankton. Stan „oplakatowania” Lidzbarka Warmińskiego jednoznacznie wskazuje dominującą pozycję Platformy Obywatelskiej w tymże biednym mieście. Sytuację można z powodzeniem porównać do zachowania zwierząt, w szczególności psów. Te stadne zwierzęta co jakiś czas znaczą teren wiadomo czym, pokazując innym dominującą rolę na danym obszarze. Dokładnie ten sam mechanizm stosują posłowie Cieśliński i Protas, oznaczając co 4 lata przestrzeń miejską swoją odmłodzoną komputerowo podobizną.

Na tę dominującą pozycję, obaj „politycy” pracowali latami. W zasadzie uznać należy, że są oni produktem lokalnych układów, wywodzących się jeszcze z samorządu. Kariera tychże panów oraz mechanizmy dzięki którym znaleźli się na „świeczniku” przypominają te stosowane w świecie mafii, znanym doskonale z amerykańskich filmów gangsterskich. Lidzbarczanie postrzegają, że „Ojcem Chrzestnym” lokalnej „mafii” jest nie kto inny niż Jan Harhaj, a posłowie Cieśliński i Protas jego chrzestnymi. Intensywny rozwój struktur mafijnych bazuje na ludzkiej biedzie oraz chęci szybkiego wyrwania się z ubóstwa. To doskonała pożywka do zbudowania rozległych struktur organizacyjnych. Podporządkowując sądy, policję i wszelkie inne służby, działając w imieniu „prawa” rozdając stołki – można na długie lata rządzić całym miastem, licząc na betonowy elektorat uzależniony od swych bossów mafijnych. Mechanizm odpowiadający powyższemu zadziałał w Lidzbarku Warmińskim i póki co funkcjonuje doskonale.

Podstawowym warunkiem sprawnego i stabilnego funkcjonowania „układu” jest utrzymanie regionu i mieszkańców w biedzie. Tylko wtedy można nimi manipulować, uzależniać ekonomicznie, podporządkowywać. Regionalnej Platformie z Protasem, Harhajem i Cieślińskim i „platformerskich” Marszałkach Województwa zadanie to wychodzi znakomicie. Warmińsko-Mazurskie znajduje się na ekonomicznym szarym końcu nie tylko polski, ale i całej unii europejskiej. Ogromne unijne środki przeznaczane są na realizację wielkich, drogich i nieuzasadnionych ekonomicznie inwestycji jak budowa lotniska w Szymanach czy lidzbarskich Term. Do dzisiaj mieszkańcy spłacają ogromny kredyt na budowę tegoż szpetnego molocha. Pieniądze te miast służyć polepszeniu komfortu życia w mieście, remontowi dróg, budowie mieszkań komunalnych – wędrują do banku na spłatę kredytu. Termy każdego roku, przynoszą wiele milionów strat, biorąc pod uwagę dofinansowania, spłatę kredytów czy utratę wartości wskutek eksploatacji. Wydaje się, że inwestycja ta nieprzypadkowo powstała w mateczniku platformy, bowiem jej funkcjonowanie skutecznie drenuje kieszenie podatników. W końcu do sztandarowy projekt Protasa Jacka, Harhaja Jana i Wajsa Artura.

Z pewnym rozrzewnieniem słuchałem wystąpienia posła Protasa, podczas uroczystej sesji Rady Miasta. Wspominał o trafnych decyzjach podjętych lata temu i ich ogromnym wpływie na wspaniały rozwój Lidzbarka Warmińskiego. Trudno przejść obojętnie obok „trafnej” decyzji Protasa Jacka i jego kolegów z ferajny, którzy sprzedali w prywatne ręce jedyną prawdziwą atrakcję turystyczną tego miasta – Górę Krzyżową. Tak, to pan Protas i jego ekipa w Radzie Miasta są za to odpowiedzialni.

13 października, mieszkańcy Lidzbarka Warmińskiego po raz kolejny staną przed szansą powstania z kolan. Można zakończyć politykę pauperyzacji regionu, odsunąć największych szkodników w osobach Protasa i Cieślińskiego od władzy. Spowodować, iż ludzie przestaną się bać wyrazić swoje zdanie w obawie przed utratą pracy czy brakiem premii.

 Posted by at 9:55 pm