lut 192013
 

kosz na śmieci w centrum miasta

Dość duże zainteresowanie wywołał temat śmietnikowy, przyciągnął czytelników jak muchy  w upalne lato do otwartego kontenera na osiedlu. Temat wstydliwy śmierdzący i pewnie, dlatego niezauważany przez władzę, omijany też szerokim łukiem przez mieszkańców. Wyrzucenie jakiegokolwiek śmiecia do osiedlowego kontenera może być traumą, zważywszy na panujący w jego pobliżu mikroklimat. Niekiedy korzystam z takowych i jak najszybciej pragnę zapomnieć o takiej wizycie. Przypomina mi to zmianę pieluszki u dziecka, kiedy jest już dość ciężka, robi się to na bezdechu i jak najszybciej pozbywa. Osiedlowe śmietniki do złudzenia to przypominają. Obok kilku pereł lidzbarskiej architektury jak np. dworzec, grupy wielkich pojemników tworzą swoistą wizytówkę naszego miasta, skrzętnie ukrywaną przed turystami z okolic hotelu. Zagraniczni goście przebywający w Lidzbarku Warmińskim z okazji zlotu Cittaslow, byliby zachwyceni wizytą na ulicy kolejowej i budynkami dworca. Może wśród nich był jakiś reżyser i szukał lokacji dla swego filmu pt.: „Brudni, odrażający, źli – 50 lat później”? Plener gotowy i można jeszcze na tym zarobić.

Wielkie skupiska śmieci, zawsze przyciągają tajemniczych ludzi, którzy coś tam grzebią, wyszukują, układają. Raczej trzymamy się z daleka od takich typów, raczej nie pachną, ubrani są mało dostojnie jak na obywateli tak dynamicznie rozwijającego się miasta (hotel, termy). Ludzie ci żyją w skrajnej nędzy, nie mając środków do życia, posuwają się do zajęcia uwłaczającego godności człowieka. Nikt z tym nic nie robi, traktowani są jak trędowaci zarówno przez mieszkańców jak i władze samorządowe. Niewielką pociechą dla nich jest noclegownia, gdzie mogą się umyć i przespać, potem gdzieś na mrozie oczekiwać 11:30, bo wtedy zaczyna być wydawany obiad w MOPS-sie. Noclegownia czynna jest od 16-tej do 8 rano. Tylko w tych godzinach mogą przebywać tam potrzebujący. Nikt nie wie co robią w pozostałym czasie, szczególnie jak jest minus 15 na zewnątrz.

Nikt z własnej woli nie udaje się do parterowego budynku przy ulicy Lipowej, aby się przespać i umyć. Różne zrządzenia losu powodują, iż człowiek z dnia na dzień nie ma dachu nad głową. Wydaje się to nie do pomyślenia, jak można nie mieć gdzie mieszkać. Jednak sytuacje takie występują, omówię to na konkretnym przykładzie.

Pan Krzysztof

Pan Krzysztof, jest rodowitym Lidzbarczaninem. Tu się urodził i wychował. Mieszkał wraz z rodzicami w domu i perspektywy na dalsze dorosłe życie były bardzo obiecujące. Był dach nad głową i jakaś praca. Niestety rodzice po ciężkiej chorobie umarli (nie jednocześnie, ale w dość krótkim przedziale czasowym). Pozostał dom, o którym rodzina, nagle przypomniała sobie. Po podziale spadku, rodzina zmusiła pana Krzysztofa do sprzedaży swego udziału w nieruchomości. Otrzymał on niewielkie pieniądze za swą część i jednocześnie stał się bezdomnym. Poznał panią, u której zamieszkał. Jednak po 8 wspólnych latach klucze przestały pasować do drzwi mieszkania. Firma w której pracował jako robotnik budowlany (w nazwie firmy literka „G”) splajtowała. Dochodziło do tego, że właściciel firmy nie mając pieniędzy na wypłatę, nakłaniał pracowników na branie pożyczek gotówkowych, aby w ten sposób załatać deficyt w firmie. Firma zniknęła, pan Krzysztof został bez środków do życia i bez dachu nad głową.

Dorywczo pracuje na budowach, lecz zimą nic zarobić się nie da. Jak określił, połowa pracowników na budowach zatrudniania jest na czarno. To efekt rządowego programu wsparcia przedsiębiorstw chyba, czyli podnieść koszty pracy tak wysoko, że w sumie opłaca się brać ludzi do pracy i nie płacić za nich ZUS-u. Paranoja. W młodości miał wypadek (obecnie słabo widzi na jedno oko) i otrzymał 3 grupę inwalidzką, jednak renta niestety nie przysługuje. Początki bezdomności były bardzo trudne i przykre, nie ma się gdzie umyć, przebrać itp. Znajdując dorywczą pracę chodził tam głodny, nie miał kanapek i z zazdrością patrzył na innych podczas przerwy śniadaniowej. Okazało się, że najlepszymi przyjaciółmi pana Krzysztofa są inni bezdomni. Ci z dłuższym stażem, czasem pożyczą jakieś pieniądze, dadzą jedzenie, dzielą się tym czego sami nie mają w nadmiarze. Uważam takie postępowanie za jak najbardziej szlachetne i niestety mało spotykane wśród klasy „pracującej”.

Po tym jak życie osobiste pana Krzysztofa legło w gruzach, sięgał częściej po alkohol, depresja stała się stałym elementem jego życia. Niekiedy ze łzami wspomina tamte „dobre” czasy, ma jednak ogromną ambicję aby pracować i wyrwać się z tego środowiska, które obecnie jest jego światem. Bezdomnym jest od niecałego roku, lecz zdążył już dobrze poznać ten tajemniczy świat równoległy, który istnieje obok nas. Uważa on swoją sytuacje za ciężką, lecz jak mówi, są ludzie mają jeszcze gorzej. W rozmowie przytacza przykłady zdesperowanych ludzi, którzy wywołują u siebie choroby, aby znaleźć się w szpitalu. Tam mają ciepło i dostaną coś do jedzenia. Przypomina to sytuację osadzonych w zakładach karnych, niekiedy powodują samookaleczenie aby w ten sposób choć na jakiś czas odmienić swój los. Żyją w naszym mieście ludzie, mający przymarznięte do podłogi ubrania o poranku po mroźniej nocy. Tak sobie pomyślałem, czy to dla nich właśnie upiększana jest lidzbarska starówka i buduje się termy. Podczas kiedy pięknieją fasady budynków, w ich ciemnych zakamarkach nic się nie zmienia. Miasto starzeje się i działania władz lokalnych przypominają mi nakładanie kolejnych warstw pudru, aby zamaskować coraz to większe zmarszczki. Takie działanie na pokaz.

Bez stałego zameldowania, mój rozmówca nie ma szans na jakąkolwiek pomoc, nie otrzyma żadnego wsparcia z PUP, żadnej dotacji. Działania PUP są iluzoryczne, przepisy zagmatwane, instytucja działa ku pokrzepieniu serc własnych pracowników, a nie realnej pomocy bezrobotnych. Na szczęście w tym roku, zmieniają się zasady działania tej przerośniętej instytucji.

Na pytanie o nasze władze, mój rozmówca kwituje to stwierdzeniem „każdy dba o swój tyłek, a dla zwykłych ludzi nie mają czasu”.

Takich ludzi jak pan Krzysztof, niestety przybywa. Pierwszym krokiem do bezdomności jest utrata pracy. Podczas uroczystej sesji Rady Miasta, 12 sierpnia 2012 roku, pan Wajs w płomiennym przemówieniu, stwierdził iż jego działania powodują zmniejszenie stopy bezrobocia w Lidzbarku Warmińskim. Dzisiaj wiadomo, jakie skutki przyniosły jego działania, ludzi bez pracy jest coraz więcej. Jestem szalenie ciekawy, czym będzie się chwalił podczas następnego przemówienia.

Mam w planach opisanie i zilustrowanie życia innej osoby, która znajduje się w znacznie trudniejszej sytuacji niż pan Krzysztof. Obecnie czekam na zgodę tej osoby.

Kiedy poznamy bliżej ludzi korzystających z noclegowni, okazuje się że są tacy sami jak My. Mają uczucia, ambicje, snują plany na przyszłość. Jedyną różnicą jest sytuacja materialna. Więc kiedy widzimy człowieka penetrującego osiedlowy śmietnik, nie  powinniśmy nim gardzić jak to zwykle bywa. Świadczy to tylko o nas samych.

 Posted by at 9:55 am
lut 182013
 

Lidzbark Warmiński, widok z wieży kościoła

Przeczytałem artykuł pana Wojciecha Michalskiego, opublikowany na stronie wpolityce.pl, bardzo mi się spodobał, więc zacytuję go w całości. Sytuacja dotyczy Biskupca, ale pasuje idealnie do naszego Lidzbarka Warmińskiego.

Bezrobocie w powiecie olsztyńskim wynosi 22,5%.

Ciekawe czy tuskobus

tu zawita?

 

Zapowiadane tournée Donalda Tuska po kraju może mu wreszcie otworzyć oczy na wiele problemów. Może dotrze do niego, że unijne fundusze tylko powierzchownie zmieniają Polskę, a ogromne bezrobocie i brak perspektyw nadal duszą mieszkańców mniejszych miast i miasteczek. Zapraszam więc premiera do mojego rodzinnego Biskupca na Warmii, ale lojalnie ostrzegam: z młodymi ludźmi za bardzo sobie nie porozmawia, bo za jego rządów uciekli nad Tamizę lub do Warszawy.

W moim mieście jak w soczewce skupiają się problemy współczesnych Polaków, szczególnie tych młodych. Biskupiec to 11-tysięczne miasteczko w powiecie olsztyńskim, ładne, zadbane, dużo zieleni, jezioro. Ba! Powstały nawet dwie Biedronki i jedno Tesco. Żyć nie umierać, bo na pierwszy rzut oka wszystko gra. Dzięki unijnym środkom zabytkowe centrum błyszczy jak nowe, ulice wyasfaltowano, a wokół Biskupca powstaje bezkolizyjna dwupasmówka. Z kolei w okolicznych wsiach remontuje się drogi, kładzie kanalizację i buduje świetlice. W mieście powstały dwa Orliki. Donald Tusk teoretycznie miałby się czym pochwalić.

Rodzi się jednak pytanie o tempo, kierunek i koszty zmian napędzanych w głównej mierze pieniędzmi z Brukseli. Przykład Biskupca – ale i wielu podobnych miast – pokazuje, że to niestety tylko pozory prawdziwej cywilizacyjnej rewolucji, to taki unijno-rządowy lukier, którym przykryto fundamentalne i ciągle niezałatwione polskie sprawy. Za fasadami nowych budynków i dróg kryją się zaniedbania z przeszłości, które tłumią aspiracje młodych Polaków z mniejszych miejscowości: przede wszystkim brak pracy i ograniczony dostęp do edukacji. Przykłady? Proszę bardzo.

Gros moich najbliższych przyjaciół po pracę wyjechało na Cypr i do w Wielkiej Brytanii, na szczęście ostatecznie wylądowali w Warszawie. Koledzy z olsztyńskiego liceum w większości trafili do stolicy (zresztą ja też) oraz na Wyspy, kilkanaście osób z mojej podstawówki żyje w Albionie. Znajoma co kilka miesięcy jeździ do Holandii pracować przy kwiatach, bo na miejscu jest bezrobotna, a część okolicznych rolników pracuje na polach… pod Brukselą.

Z kolei pracownicy miejscowych zakładów mięsnych pomstują na głodowe pensje, wskazując, że ich właściciel i zarazem b. burmistrz Biskupca najbardziej dba o własną kieszeń. Ale ludzie głośno nie protestują, bo kto chciały dziś stracić pracę? Takie opowieści można by mnożyć. Według najnowszych danych GUS bezrobocie w powiecie olsztyńskim wynosi 22,5%, a w całym kraju 14,2%.

Na przykładzie mojego miasta jak na dłoni widać inne negatywne zjawiska, które toczą Polskę lokalną. Parę lat temu zamknięto linię kolejową do Olsztyna, którą kiedyś pociągi pełne uczniów jeździły do stolicy regionu. W 2011 r. Biskupiec stał się słynny na całą Polskę, kiedy rodzice podnieśli bunt, bo władze miasta uszczęśliwiły ich drastyczną podwyżką opłat za publiczne przedszkole. Mało tego: w 2011 r. nadgorliwi urzędnicy skarbówki i spacyfikowali miejscowy festiwal… pierogów, bo podobno organizatorzy nie mieli odpowiednich zezwoleń. Do tego doszła niedawna likwidacja sądu w Biskupcu. Ponadto, jak w całym kraju, nagminne jest zatrudnianie swoich ludzi w samorządowych placówkach oświatowych czy spółkach komunalnych (gminą i miastem od 2002 r. rządzi PSL). Brak pracy i niskie zarobki nie pomagają także w zwalczaniu alkoholizmu, przestępczości czy tak popularnych wśród młodych narkotyków.

Błędy i zaniedbania rządzących sprawiają, że lokalne społeczności zaczynają się organizować i aktywnie wychodzą z różnymi inicjatywami kulturalnymi, edukacyjnymi czy sportowymi. W obliczu rejterady państwa i słabości samorządów ludzie sami zaczynają troszczyć się o swoje małe ojczyzny.

Nie wierzę, że Donald Tusk odwiedzi moje miasto. Ale mimo to serdecznie i szczerze go zapraszam. Warmia jest piękna, a jej mieszkańcy będą mu mieli wiele do opowiedzenia i pokazania. A szczególnie to, że sami, powoli i z mozołem oraz na przekór Platformie Obywatelskiej, budują prawdziwe społeczeństwo obywatelskie. „

 

Moim zdaniem treści zawarte w powyższym artykule celnie oddają mierność władz każdego małego miasteczka w naszym rejonie.

 Posted by at 12:10 pm
lut 162013
 

Urokliwe śmietniki przy ulicy Hożej w Lidzbarku Warmińskim.

Prezydent RP, obywatel Komorowski podpisał tzw. ustawę śmieciową, czyli postawił kropkę nad „i”, nowe prawo wejdzie w życie od lipca. Spowoduje zwiększenie drenażu naszych kieszeni o prawie 100% w stosunku do obecnych stawek. Samorządy lokalne, które zostały zobowiązane do odbioru i segregowania odpadów już ustaliły odpowiednie stawki dla mieszkańców swych gmin. W Lidzbarku Warmińskim nasi dzielni radni, ustalili stawkę 20 zł od mieszkańca miesięcznie. Inne samorządy jak np. w Ornecie ustaliły iż będzie to 16 zł od „łebka” co miesiąc. Jak widać nasze lokalne śmieci są trudniejsze do wywiezienia i segregacji niż w innych miastach. Zawierają bowiem substancje niebezpieczne, wydzielające opary absurdu urzędniczego, związek wielce niebezpiecznym dla uczciwego obywatela.

Jestem szalenie ciekawy treści rozporządzeń do tej ustawy, szczególnie organizacji i nadzoru pojemników na segregowane odpady. Stawki za wywóz są obniżone dla odpadów podzielonych wg. kategorii (szkło, plastik itp.), a wyższe dla śmieci nieposegregowanych. Jaka to ulga dla mieszkańców, wystarczy, aby segregować wszystko i opłata będzie mniejsza! Oczywistym wydaje się, że wszyscy mieszkańcy np. podlidzbarskiego osiedla Astronomów, zakupią do mieszkań dodatkowe pojemniki aby segregować odpady, a potem sumiennie opróżniać je do odpowiednich kontenerów. Nikt nie odważy się przecież wrzucić worka ze śmieciami bez wcześniejszego podziału ich na odpowiednie kategorie, bo to oznaczałoby, iż firma odbierająca odpady zakwalifikuje wszystkie kontenery jako niesegregowane i wtedy stawka za wywóz idzie znacznie w górę. Oczywiście nie wydaje się realnym zdyscyplinowanie wszystkich mieszkańców by sumiennie wyrzucali śmieci do odpowiednich pojemników.

Co to oznacza w praktyce? Kolejny bubel prawny naszych posłów. Koniecznym wydaje się, powołanie odpowiedniego referatu w UM, zatrudnienie kilku urzędników, którzy to wraz z firmą wywożącą odpady, komisyjnie sprawdzali ich zawartość. Jak udowodnić czy dane śmieci są segregowane, czy nie? Firmie transportowej zależy na tym, aby jak najwięcej było niesegregowanych śmieci, to oczywiste. Jeśli w pojemniku na plastik znajdzie się jedna puszka aluminiowa, to oznacza, że już liczymy jako zwykłe śmieci, czy jeszcze nie? Tak korupcjogennego przepisu to chyba jeszcze nie mieliśmy.

Lecz nie o tym miałem pisać, czasami jak się zapomnę to wstęp do artykułu staje się nim samym w całości. Pisanie sprawia mi przyjemność i jest to dobre ćwiczenie, zmuszające do odrobiny wysiłku intelektualnego.

W Polsce wg ostatnich danych ponad milion osób żyje w skrajnym ubóstwie. Tym tematem postanowiłem się zająć w nadchodzącym tygodniu, sprawdzę sytuację osób, które niczego nie mają, żyją z dnia na dzień wyczekując lepszego losu. Osoby, które nie mają gdzie mieszkać, nie mają pracy i żadnych świadczeń, tacy ludzie są tuż obok nas. Społeczeństwo udaje, że ich nie widzi, temat prawie tabu, jak kiedyś związki partnerskie. Ich sytuacja, jest czasami rozpaczliwa, bez zameldowania, nie uzyskają pracy, nie zarejestrują firmy, nie otrzymają dotacji.

Wstępna selekcja odpadów, wykonywana społecznie przez anonimowych mieszkańców.

Mam jednak pomysł, aby zaktywizować tych ludzi i zapewnić im legalną pracę. Wystarczy zatrudnić ich do segregowania odpadów w osiedlowych kontenerach na śmieci. Obecnie dziesiątki ludzi

codziennie rano przekopuje śmietniki w poszukiwaniu aluminiowych puszek, szklanych butelek i innych odpadów, które można poddać ponownemu przetworzeniu. Co więcej, dzisiaj spotkałem ludzi, którzy nie mieszkają w Lidzbarku Warmińskim, a przyjeżdżają tu z pobliskiej wsi, aby penetrować pojemniki. Stawka za wywóz odpadów nieposegregowanych wynosi 20 zł od osoby, a posegregowanych 12 zł. Różnica 8 zł za jedną osobę, spokojnie sfinansuje wszystkich bezdomnych i potrzebujących w naszym mieście. Pieniądze są potężne, wystarczy prosta kalkulacja. Mamy ok. 17 tysięcy

Puszki aluminiowe to cenny surowiec.

mieszkańców. Jak znam życie, być może jeden tysiąc będzie odpady segregowało w sposób spełniający kryteria firmy transportowej. Reszta z 16 tysięcy będzie płaciła po 20 zł miesięcznie, bo nie da się inaczej, nie na lidzbarskich osiedlowych wysypiskach. Teraz pomnóżmy 16 tysięcy razy 8 zł, da nam to 128 tysięcy złotych miesięcznie! Za te pieniądze można zorganizować kilkadziesiąt miejsc pracy dla bezdomnych, zmodernizować noclegownię i dać ludziom nadzieję, co jest najważniejsze.

Znając miejscowych urzędników, nikt nie zainteresuje się tym pomysłem, lecz pozostają jeszcze spółdzielnie mieszkaniowe, które w imieniu mieszkańców, będą podpisywały umowy z firmą odbierającą odpady. Mogą oni zatrudnić takie osoby, aby przed odebraniem pojemnika przez firmę, sprawdziły jego zawartość i ewentualnie uporządkowały pod względem segregacji tak, aby nie wejść na wyższą 20-to złotową stawkę.

Wiele jest pomysłów jak dać ludziom pracę, należy tylko chcieć, myśleć kreatywnie, a nie tylko pierdzieć w stołek jednocześnie kurczowo się go trzymając. Coś z tym trzeba zrobić.

 Posted by at 9:47 pm
lut 132013
 

znak: uwaga pedofil

Mieszkańcy Lidzbarka Warmińskiego z trwogą opowiadają o grasującym w ich mieście pedofilu. Ponoć miał on zbiec ze szpitala psychiatrycznego w Olsztynie, co jeszcze bardziej rozbudza ludzką wyobraźnię. Nie dość że chory umysłowo, to jeszcze pedofil! Taka sensacja wybuchła wśród bogobojnych lidzbarczan, a szybkość rozprzestrzeniania się tej informacji dorównywała prędkości dźwięku w próżni.

W zamieszkujących to miasto obywatelach zauważam głód czarnych wiadomości. Informacja o czymś złym jest lepsza od żadnej, a na pewno ma większą wartość od dobrych nowin. Karmienie się czyimś nieszczęściem jest chlebem powszednim naszego małego społeczeństwa. Pobudza wyobraźnię, zbliża ludzi do siebie. Ileż to osób musi się spotkać, aby porozmawiać o tym pedofilu, w domyśle wyobrażając sobie czyjeś dziecko w jego brudnych łapach. Ludzie wręcz pragną aby dokonał jakiejś zbrodni, jednak w „oficjalnych” wypowiedziach stwierdzą, „jak to dobrze że go złapali”.

Plotka rozgłoszona dzisiejszego poranka, obiegła Lidzbark już kilkakrotnie. Zdążyła dotrzeć do szkoły, gdzie nauczyciele podczas zajęć popołudniowych proponowali rodzicom osobiste odbieranie dzieci. Gdyby był choć cień prawdy w informacji o pedofilu, uznałbym działanie pedagogów za bardzo przemyślane i roztropne.

W tworzeniu plotek i sensacji mieszkańcy Lidzbarka są niezrównanymi mistrzami. Powinno się wprowadzić taką dyscyplinę olimpijską „tworzenie nieistniejących informacji na czas i na dochodzenie”. W mieście rozjaśniałoby wtedy od zdobytych złotych medali. Prawda jest jednak o wiele smutniejsza, głód czyjegoś nieszczęścia świadczy o bardzo niskim poziomie rozwoju cywilizacyjnego naszych obywateli. Ludzie skamlający o pracę, czy też kurczowo trzymający się jej, aby móc zarobić na jedzenie i na nic więcej to większa część mieszkańców Lidzbarka. Zawodzą wtedy odruchy społeczne jak współczucie czy empatia. Strach przed spóźnieniem się do pracy, czy też radość z czyjegoś nieszczęścia nie pozwala na zatrzymanie się i pomoc innemu kierowcy, który rozpaczliwie próbuje uruchomić silnik w samochodzie stojącym na rondzie. To nic, że blokuje ruch na nim, lepiej jakoś objechać po krawężnikach i zapomnieć o tym (sytuacja rzeczywista  sprzed tygodnia na rondzie Olsztyńska/Poniatowskiego). Jakoś nie mogłem obojętnie przejechać obok potrzebującego.

Nie winię tu mieszkańców miasta, są tylko ofiarami systemu, w którym żyjemy. Rząd upodlił swych obywateli na tyle, żeby zabić w nich ludzkie odruchy godne człowieka cywilizowanego. Takich ludzi władza nie potrzebuje, łatwiej utrzymać władzę dzięki strachowi i szykanom. Obawa przed utratą pracy jest doskonałą metodą podporządkowania obywateli. Jednak ci szczęśliwcy, którzy dzięki milczeniu pracują, dostają tylko tyle aby starczyło na jedzenie bez opcji wolnego czasu na myślenie.

Na zakończenie pragnę zdementować informację o groźnym zbiegu ze szpitala psychiatrycznego. To czysta fikcja, którą udostępniły ibuki, sosny i świerki.

 Posted by at 9:26 pm
lut 102013
 

Prekursorzy wolnej miłości.

Miałem odpuścić sobie temat osobliwości Lidzbarka Warmińskiego, lecz pod wpływem głosów moich czytelników popełnię kilka zdań na ten temat.

Zdarzenie kabaretowe w ciekawej scenografii i w zabawnym wykonaniu aktorów, zawsze przyciągnie prawie komplet publiczności. Jednak aby mieć pewność co do frekwencji organizatorzy zapłacili panu Wodeckiemu określoną sumę pieniędzy, aby przynajmniej jego nazwisko przyciągnęło  widzów. Oczywiście z nakazu partyjnego zmuszonych do uczestnictwa zostało bardzo wielu ludzi, lecz na wszelki wypadek, oprócz kija dobrze jest mieć i marchewkę. Znane nazwisko zawsze przyciąga. Popularność imprez kabaretowych mierzy się ilością widzów na sali. Dziwię się, iż ten plebiscyt nie jest objęty ramami Lidzbarskich Wieczorów Humoru i Satyry. Wpasowuje się idealnie w jego ramy.

Samo przesłanie tegorocznej gali osobliwości miało na celu propagowanie równości wobec związków partnerskich. Posłużono się postaciami bajkowymi z naszych lat młodości, Żwirkiem i Muchomorkiem, Rumcajsem i Hanką, pszczółką Maja czy też tajemniczym Don Pedro z krainy deszczowców (nie mylić z krainą dreszczowców, to inna bajka;)). Nie mam żadnych zastrzeżeń co do wykonania bajkowych epizodów, było naprawdę sympatycznie i co najważniejsze śmiesznie. Szkoda, że co jakiś czas bajkowe postacie musiały ustępować sceny partyjnemu betonowi. To psuło odbiór całości. Gdyby nie panowie w garniturach i panie bez nich, dumnie odbierający komiczne statuetki, byłoby bardziej sympatycznie.

Konwencja obrana przez organizatora, przeniosła wszystkich o kilkadziesiąt lat wstecz, do czasów radosnego PRL-u. Wtedy ludzie normalnie  pili wodę z kranu i nie chorowali od tego, a mleko było od krowy a nie z biedronki. Duch czasów gierkowskich towarzyszył też podczas samego głosowania na laureatów osobliwości roku. Podobnie jak wtedy, nieważne na kogo się głosowało i ile głosów zdobył poszczególny kandydat. Wygrywała osoba namaszczona przez komitet partyjny, a ciemny lud piał z zachwytu, że oto jest prawdziwa demokracja ludowa. Nie inaczej było i tym razem. Niektórzy ze zwycięzców niewiele maja wspólnego z naszym miastem, jednak blisko współpracują z urzędem marszałkowskim. Temat ten można ciągnąc dalej, lecz nudny on jak patrzenie na schnącą farbę na ścianie. Głównym zwycięzcą gali osobliwości jak zawsze jest GL, wykupowana dla kuponów, jakby one miały jakieś znaczenie. Niestety naiwni ludzie dają  się nabierać…

Kilka zdjęć możecie drodzy czytelnicy obejrzeć TUTAJ

 Posted by at 9:53 pm