Poniższy tekst autorstwa Adama Sochy ukazał się w miesięczniku społeczno-kulturalnym „Bez wierszówki”, wydawanym przez olsztyński oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
W „Gazecie Olsztyńskiej” ukazało się ogłoszenie, że redakcja poszukuje dziennikarzy obywatelskich. Po pewnym czasie zaczęły ukazywać się na łamach tej gazety teksty sygnowane zwrotem:„dziennika rz obywatelski”, takie jak ten z 28 stycznia br. pt. „Dlaczego morsom nie jest zimno?”
Trzy lata wcześniej w necie pojawiła się witryna www.naszlidzbark.pl, którego twórca, mieszkaniec Lidzbarka Warmińskiego nie miał nic wcześniej wspólnego z zawodowym dziennikarstwem.
Na przykładzie artykułu o morsie oraz tego co zamieszcza Andrzej Pieślak na swojej witrynie postaram się przekazać, co rozumiem przez pojęcie „dziennikarstwo obywatelskie”, „dziennikarz obywatelski” (ang. citizen journalism).
Najpierw zadajmy sobie tytułowe pytanie, czy każdy mors jest obywatelem? By odpowiedzieć sobie na to pytanie odwołam się do Arystotelesa, autora dzieła Zoon politicon. Otóż Stagiryta odpowiedział by nam, że bycie morsem, hartowanie swojego ciała zimą w przerębli jest na pewno godne pochwały, bo państwo – polis potrzebuje zdrowych obywateli, ale samo pluskanie się zimową porą nie świadczy o tym, że mors jest obywatelem. Owszem, może być obywatelem, tak jak obywatelem i to przez duże „O” jest znany mi mors Władysław Kałudziński z Olsztyna, „Pro Patria”. A to dlatego, że angażuje się na rzecz dobra swojego polis, i to jak mało kto, a nie dlatego, iż wchodzi zimą do przerębli.
„Obywatel – w przeciwieństwie do poddanego – dysponuje realną możliwością samostanowienia, a zarazem współdecydowania o najważniejszych sprawach dotyczących całej wspólnoty politycznej. Człowiek – w pełnym tego słowa znaczeniu – to obywatel – autonomiczny podmiot podejmujący wraz z innymi, jemu podobnymi ludźmi, wysiłek samorządzenia oraz świadomego kształtowania swego losu” (M. Gajek, Człowiek jako obywatel w myśli Arystotelesa, „Zoon Politikon” 2010, s. 39). Gdy już sobie wyjaśniliśmy, kiedy mors jest obywatelem, przejdźmy do zagadnienia, czy artykuł o morsach mieści się w definicji „dziennikarstwa obywatelskiego”?
Zacytujmy za Wikipedią: „Dziennikarstwo obywatelskie (ang. citizen journalism) – rodzaj dziennikarstwa uprawianego przez niezawodowych dziennikarzy w interesie społecznym”. Do naszych rozważań ta krótka syntetyczna definicja wystarczy, gdyż zawiera najważniejsze elementy wyróżniające ten rodzaj dziennikarstwa od innych. Akcent jest w niej postawiony na „nie zawodowość” uprawiania tego rodzaju dziennikarstwa. Oznacza to, że dziennikarz obywatelski nie jest zatrudniony w jakieś redakcji, w której o wyborze tematyki decyduje jego zwierzchnik. Dziennikarz obywatelski sam decyduje, co uznaje za ważną informację dla wspólnoty, dla polis, w której żyje.
Na pewno w interesie społecznym leży czystość jezior, w którym kąpią się morsy. Gdyby o tym traktował artykuł w „Gazecie Olsztyńskiej”, gdyby autor np. alarmował, że jezioro, w którym pluszczą się morsy jest systematycznie zatruwane przez spust ścieków, wówczas sygnowanie takiej informacji szlachetnym mianem „dziennikarstwo obywatelskie” byłoby jak najbardziej na mieszkańców nie mieści się w definicji dziennikarstwa obywatelskiego.
Jednak komercyjne media postanowiły wykorzystać to zjawisko, które pojawiło się wraz z upowszechnieniem Internetu, do celów marketingowych. Zaczęły powstawać nawet portale szumnie ogłaszające, że są portalami „obywatelskimi”, jak np. portal niemieckiego koncernu Polskapresse „wiadomości24”. Zajrzyjmy na ten portal (piszę ten tekst 11 marca). Oto czołówkowe tytuły: „Potężna eksplozja w Nowym Jorku”, „Samoloty AWACS latają nad Polską”, „Otylia Jędrzejczak wystartuje do europarlamentu?”. Szok. To są tematy z serwisów koncernów medialnych, z żółtych pasków TVN24. Nie ma to nic wspólnego z dziennikarstwem obywatelskim. Nie znajdziemy tam np. informacji, iż twórcy portalu obywatelskie go w Lidzbarku Warmińskim Andrzejowi Pieślakowi sąd wymierzył drakońską karę z haniebnego art. 212 kk.
To w przypadku portalu „Nasz Lidzbark” mamy wręcz modelowy przykład zarówno postawy obywatelskiej, jak i dziennikarstwa obywatelskiego. Andrzej Pieślak do pewnego momentu żył tak, jak żyje zdecydowana większość mieszkańców Lidzbarka Warmińskiego: praca (chociaż z tą pracą w Lidzbarku jest krucho, bezrobocie sięga 30 procent) – dom, dom – praca. Jednak coś go niepokoiło. Powiedział mi, że zaczął interesować się demokracją, przestudiował Konstytucję RP i stwierdził, że rzeczywistość rozjeżdża się z tym, co obywatelowi gwarantuje ustawa zasadnicza.
Przede wszystkim zauważył, że w mieście rodzinnym marszałka Jacka Protasa, rządzonym przez jego – partyjnych kolegów, są równi i równiejsi wobec prawa oraz, że jeśli ktoś ma immunitet władzy, to w ogóle prawo go nie dotyczy. Ponadto czytając lokalną prasę i oglądając lokalną telewizję internetową zauważył, że mieszkańcy są karmieni są propagandą sukcesu, a tymczasem w mieście nad Symsarną żyje się coraz gorzej, kolejki po zasiłki są coraz dłuższe, a koszty życia są większe niż w innych gminach. Postanowił w tych sprawach zabrać publicznie głos. W tym celu w 2011 roku uruchomił własną stronę internetową, rodzaj blogu.
Tak narodził się obywatel i dziennikarz obywatelski. Zaczął patrzeć burmistrzowi, staroście, wójtowi na ręce. Pytał dlaczego imprezują w Hotelu „Krasicki” za pieniądze biednych mieszkańców, dlaczego starosta kupił auto aż za 100 tysięcy złotych; policzył, ile będzie kosztowało podgrzewanie wody w zimnych termach marszałka; napisał o długoletnim zatruwaniu rzeki Łyny przez firmę, w której pracuje syn marszałka, więc służby przez lata całe udawały, że tego nie widzą, mimo iż rzeka płynie przez środek miasta i wszyscy czuli smród.
Jego portal stał się też taką internetową agorą, na której mieszkańcy-obywatele Lidzbarka Warmińskiego mogli skomentować podawane przez Andrzeja Pieślaka informacje, a także debatować o sprawach miasta, w którym żyją. Wcześniej takiej możliwości nie mieli. Mamy więc tutaj do czynienia z dziennikarstwem obywatelskim w ścisłym sensie tego słowa. Jego istota wyraża się w zaangażowaniu obywatelskim na rzecz swojego polis, na kontroli lokalnego samorządu, na inicjowaniu debat w sprawach dotyczących życia w mieście. Można rzec, iż w osobie dziennikarza obywatelskiego mieszkańcy zyskują Miejskiego Rzecznika Praw Obywatelskich.
Jest bardzo prosty test na odróżnienie dziennikarstwa komercyjnego (które podszywa się pod tę wyjątkową dziedzinę komunikacji) od dziennikarstwa obywatelskiego. Mianowicie dziennikarstwo komercyjne to m. in. profity płynące od zadowolonej władzy w postaci płatnych ogłoszeń i komunikatów, natomiast dziennikarz obywatelski spotyka się najpierw ze skrywaną, a następnie już jawną wrogością i zaczyna być zwalczany. Tak właśnie było w przypadku Andrzeja Pieślaka, który szybko przekonał się, że wszedł na „pole minowe”. Na policję trafiły obrzydliwe donosy, policja zjawiła się w jego mieszkaniu, by dokonać rewizji, szukając nielegalnego oprogramowania. Nie znalazła. Skierowała wobec tego akt oskarżenia do sądu za nielegalną zbiórkę pieniędzy na portal; nielegalną, bo niezgłoszoną. Sprawę tę A. Pieślak w II instancji wygrał. Ostatnio redaktor Pieślak, w mieście będącym kolebką Platformy Obywatelskiej na Warmii i Mazurach, został skazany z art. 212 Kodeksu karnego za teksty dotyczące starosty.
Pozwał go starosta (zarazem sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej na Warmii Mazurach) za teksty, w których dziennikarz dociekał za czyje pieniądze odbyła się impreza w hotelu, na której gościła miejscowa elita władzy. Partia rządząca w mieście rodzinnym marszałka i zarazem szefa tej partii na Warmię i Mazury, która w nazwie ma obywatelskość która trzęsie Lidzbarkiem Warmińskim, w ten sposób pokazała co rozumie przez „obywatelskość” i „społeczeństwo obywatelskie”. Najgorsze, co może spotkać człowieka, to „pozbawienie go tego, co polityczne – obywatelskości – pisał autor Boskiej komedii Dante. Dlaczego? Ponieważ od tego zależy jego człowieczeństwo. Brak obywatelskości łączy się z utratą człowieczeństwa. Człowiek żyje tylko wtedy naprawdę w ludzki sposób kiedy żyje z równymi sobie, żyje odpowiedzialnie, równoprawnie i wolno (zob. M.Gajek, jw., s. 42). I to właśnie próbuje rządząca Lidzbarkiem Warmińskim partia zabić.
Sytuacja dziennikarza obywatelskiego w tym mieście trochę przypomina sytuację z westernu. Miasteczko opanowane przez gang i jeden samotny obywatel, który musi się samotnie z nim zmierzyć. By do takich sytuacji nie dochodziło (bo na końcu jest Majdan) konieczne jest stworzenie dla dziennikarzy obywatelskich jakiś gwarancji prawnych, jakiegoś rodzaju immunitetu oraz wsparcia prawnego i warsztatowego.
Z myślą o przyszłych dziennikarzach obywatelskich, którzy są solą demokracji drożdżami społeczeństwa obywatelskiego w lokalnych polis zgłosiłem do oddziału SDP ideę zorganizowania szkółki dziennikarstwa obywatelskiego, w której zakres weszłyby wykłady na temat prawa prasowego oraz warsztaty dziennikarskie. Zajęcia miały objąć trzydziestoosobową grupę uczniów jednego z olsztyńskich liceów, którzy wyrazili taką chęć. Niestety, projekt zgłoszony na konkurs Urzędu Marszałkowskiego na projekty społeczne nie zyskał uznania komisji. Pozostawiam to bez komentarza.
ADAM JERZY SOCHA