Cze 112020
 

fot: profil FB Radia Olsztyn

Poprzedni artykuł o obozach pracy, jakie zgotowała swoim pracownikom Prezes Elżbieta Lendo odbił się szerokim echem, szczególnie w naszym województwie. W stronę redakcji NaszLidzbark skierowano groźby, co w oczywisty sposób potwierdza treści zawarte w artykule. Jak pisał niejaki Krasicki (nie, to nie hotel) „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”. Nomen omen, pani Prezes dobrze zna hotel Krasicki (to także branża turystyczna).

Tematem zainteresowała się redakcja „śliskiej sprawy” – programu Radia Olsztyn, pod redakcją Kingi Grabowskiej i Wojtka Chromego. 
Już jutro (piatek, 12 czerwca) o 17.15 na antenie Radia Olsztyn „Śliska Sprawa” o pracownikach hotelu w Ostródzie i termach lidzbarskich. 
 
Jak czytamy na profilu FB Radia Olsztyn
 
Nasi dziennikarze spotkali się z byłymi już pracownikami renomowanych hoteli w Ostródzie i Lidzbarku Warmińskim. W spotkaniu uczestniczyło kilka osób, problem ma dotyczyć kilkudziesięciu…
Wszystko zaczęło się wraz z pandemią, przez wprowadzane w kraju ograniczenia hotele, którymi zarządza ta sama osoba radykalnie zredukowały załogi. Wszystko byłoby do zrozumienia, gdyby nie fakt, że – jak mówią ci, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji – była już szefowa, odmówiła im pomocy. Chodziło o złożenie podpisu na dokumentach, dzięki którym ludzie dostaliby z ZUSu postojowe na podratowanie domowych budżetów. Pani prezes w rozmowie z dziennikarzami przedstawia dokumenty i mówi, że zrobiła co mogła. Sprawę nazywa emocjonalną… Dlaczego jednak nie chce nic mówić do mikrofonu zasłaniając się oświadczeniem? Czy jej działanie wobec pracowników miało coś ukryć?
Zwolniona ekipa dzięki poselskiemu wsparciu uzyskała konsultacje w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Ci, którzy z nich skorzystali mówią o kolejnych nieprawidłowościach. Może okazać się, że brak wsparcia w ramach tarczy antykryzysowej to dopiero początek ich zmartwień. Pracodawca, czego mieli się dowiedcieć, miał zaniżać, fałszować lub całkiem nie odprowadzać za nich składek… w wielu przypadkach ma chodzić nawet o kilkuletnie zaległości.
Jak to skomentować?
Czekamy na Wasze komentarze.
Także w piątkowym programie. Telefon do studia 895347443.
Zapraszają Kinga Grabowska i Wojciech Chromy.”
 Posted by at 5:42 pm
Cze 052020
 

Woda do napełniania basenów pobierana z hydrantów. fot. API

6 czerwca wznawiają pracę m.in. baseny kąpielowe. Korzystanie z nich obostrzone zostało dodatkowymi wymaganiami sanitarnymi, tj. dezynfekcja rąk, dokładne umycie całego ciała w strefie pryszniców oraz ograniczenie całkowitej ilości gości do 150 osób. Do obiektu wchodzimy w maseczce, którą zostawiamy w przebieralni. Lidzbarskie Termy także szykują się ponownego otwarcia. Nalewana jest woda do niecek basenowych. Zaniepokojeni czytelnicy, powiadomili redakcję o tym, że woda pobierana jest z hydrantu miejskiego (dołączono zdjęcia) i jest to co najmniej podejrzane.

Prezes „wodociągów” lidzbarskich pan Kuźniewski Sebastian, uspokaja, iż pobór wody z hydrantu jest opomiarowany i taka procedura nie jest czymś niezwykłym. Wiele firm pobierało wodę poprzez hydranty miejskie i jest to zupełnie normalna procedura – twierdzi prezes spółki wodnej. Nie odpowiedział na pytanie o podstawę prawną sprzedaży wody z hydrantów (regulamin dostarczania wody nie wspomina o tym) a także o tym czy złożono odpowiedni wniosek o pobór wody z hydrantu.

Podczas wizji lokalnej przy hydrancie miejskim skąd pobierana jest woda do Term, istotnie pracownicy spółki wodnej zamontowali licznik

Licznik wody założony na hydrant. Termy Warmińskie. Fot. API

wody. Po bliższych oględzinach okazało się, że plomby są zerwane lub w ogóle nie były założone. Plącze się specjalna linka i stare plomby, jednak układ podłączenia pozwala na bezproblemowe wypięcie licznika. Obecny na miejscu prezes Kuźniewski, telefonicznie zlecił zaplombowanie licznika. Czy wobec powyższego, wskazanie licznika może być podstawą wystawienia faktury, skoro nie był zaplombowany?

Termy, od samego pomysłu poprzez budowę, oddanie do użytku i bieżące działanie to wielkie pasmo wątpliwości i pompowania w nie naszych pieniędzy. To niekończąca się historia wyzysku pracowników, braku poszanowania ich praw. Jeszcze w czasie „kampanii” informacyjnej, Ówczesny Burmistrz Wajs czy Starosta Harhaj przekonywał – to szansa na rozwój miasta, ileż miejsc pracy i godniejsze życie mieszkańców zapowiadano. Rzeczywistość „obozu pracy” pod przywództwem pani Lendo Elżbiety, to ogromna rotacja pracowników, niskie płace, gigantyczne ilości niepłatnych nadgodzin, zaległości w opłacaniu ZUS, oraz jak twierdzą pracownicy pogarda wobec pracowników. Poniżej krótka wypowiedź jednego z pracowników Term Warmińskich na potrzeby tegoż artykułu.

Spółka zarządzająca Termami Warmińskimi czyli miejscem, które należy do naszego miasta, miała dać nie tylko atrakcje turystom ale też bezpieczeństwo mieszkańcom Lidzbarka. Prawa pracowników są tak pewne jak temperatura wody termalnej. Ze świeczką szukać wieloletnich pracowników! Rotacja świadczy o jakości pracy, wysokości płac, bezpieczeństwa umów. Trudno nam zrozumieć brak pieniędzy na wynagrodzenia podczas gdy wyprawiane są bale z licznymi atrakcjami, koncerty muzyczne, pokazy mody i TVN z pogodą. Koszty te nie tylko nie pozwalają na terminowe wypłaty ale powodują zadłużenie u dostawców czy zadłużenie w zusie, nie wspominając  o stracie miasta z tytułu braku wpływu do kasy należnego procenta zysku. Ani miasto, ani mieszkańcy nie otrzymały tego co nam było obiecane.”

 

Zachęcamy do dyskusji, szczególnie byłych i obecnych pracowników Term Warmińskich.

 Posted by at 8:38 pm
Mar 152020
 

Czy jesteśmy na planie filmowym? A może to koszmarny sen z którego wystarczy się obudzić? Nasza szara i nudna rzeczywistość od kil dni wydaje się być jak rodem z filmu Hitchcocka. Puste półki w sklepach, kwarantanna, niepokojące informacje dobiegające zewsząd i tylko jeden temat – Koronawirus.

Dziś już 123 osoby zakażone. Trzy przegrały walkę. W całym kraju kwarantanna, tysiące z niepokojem oczekuje diagnozy. Polacy, nawet w domowym zaciszu nie czują się bezpiecznie. Ceny w sklepach poszybowały w górę, trudno dostać podstawowe artykuły higieniczne. Brak mydła w drogeriach świadczyć może o tym, ze Polacy w końcu zaczęli się myć. Puste półki w Lidlu i Biedronce świadczą raczej o tym, ze za jakiś czas Polacy będą musieli zacząć dbać o linię. Producenci żywności zacierają ręce, bo ceny w ciągu kilku dni poszybowały do góry

Ci mniej nerwowi z politowaniem obserwują kolejki w sklepach i z rozsądkiem podchodzą do zaleceń sanepidu. Zachowują bezpieczną odległość, unikają dużych skupisk i funkcjonują w miarę normalnie.

Ci słabsi psychicznie najpierw odstali swoje w kilometrowych kolejkach robiąc zapasy jak na wojnę, potem wzięli udział w walce ulicznej o żele antybakteryjne, a teraz integrują się w domach spędzając czas przed tv i w internecie. Niektórzy drżą z nerwów o dzieci będące w miastach gdzie przypadków zachorowań jest najwięcej. Inni czekają na samolot by wrócić na czas do kraju

Czy jest się czego bać? Na pewno. Na przykładzie Chin wiemy że koronawirus jest niebezpieczny, szczególnie dla osób starszych i przewlekle chorych. WHO ogłosiło pandemię, w Polsce ogłoszono stan epidemiczny, jesteśmy o krok od ogłoszenia stanu wyjątkowego, zamknięto granice, zamknięto szkoły, przedszkola.

Lidzbarczanie powinni dziękować władzom miasta i regionu. Dzięki ich dalekowzrocznej polityce i sprawnemu zarządzaniu, na terenie Lidzbarka Warmińskiego już od wielu lat trwa kwarantanna. Przejmująco puste ulice w godzinach popołudniowych, wykluczają jakąkolwiek epidemię. Najlepszym więc sposobem na brak epidemii jest pozbycie się ewentualnych nosicieli, czyli ludzi – takie wnioski wydaje się wysnuła rządząca miastem klika. Ekstremalnie wysokie podatki i opłaty skuteczniej walczą z koronawirusem niżby najlepsza chińska maseczka. Najlepszym dowodem na poparcie powyższego niech będzie nagranie z września 2019r. centrum miasta, poniżej.

Dzisiaj odbywając krótki „spacer” w centrum miasta, udało się zarejestrować kilkanaście osób, głównie spacerowiczów lub udających się do kilku czynnych sklepów. W nich samych paniki nie widać, panie w lateksowych rękawiczkach (o mocno dyskusyjnej przydatności) sprawnie sprzedawały głównie alkohol. W domyśle dezynfekcję należy wykonywać nie tylko zewnętrznie, ale i od środka. Zaryzykować należy twierdzenie, że w dobie wszechogarniającej paniki, alkohol podawany wewnętrznie działa znacznie skuteczniej niż ten na chusteczkach dezynfekujących. Etanol – główny składnik wszelkiej maści popularnych środków do odkażania jest powszechnie dostępny, ale piekielnie drogi. W dobie kryzysu epidemiologicznego, jego cena powinna zostać obniżona. Koszt wytworzenia 1L wysokoprocentowego spirytusu to ok. 2zł (słownie: dwa złote). Czemu produkt finalny kosztuje dziesiątki razy więcej? Odpowiedź kryje się w magicznym słowie „akcyza”. Czas więc to zmienić (na jakiś czas). Poniżej niespełna 4 minutowe wideo z dzisiejszej przejażdżki głównymi ulicami miasta.

Ponoć seniorzy są bardziej narażeni na zakażenie. Struktura wiekowa mieszkańców miasta wskazuje, iż 25% osób należy do grupy podwyższonego ryzyka, posiadających zmniejszoną nieco odporność. Prawie 2 tys Lidzbarczan to osoby w wieku 70+ i ich należy chronić szczególnie. Czy władze miasta, zamykając MOPS, zabezpieczyły ciepłe posiłki dla wielu seniorów, setek osób codziennie jadających darmowy talerz zupy w mopsowej stołówce? Po koronawirusie, którego w mieście nie będzie, pojawia się inna epidemia – głodu.

Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś – a więc musisz minąć.
Miniesz – a więc to jest piękne. – Wisława Szymborska

 

 Posted by at 9:25 pm
Lut 252020
 


Klatka z programu Interwencja Polsatu

Sąsiedzka wojna z politycznym podtekstem w tle w Lidzbarku Warmińskim. Grzegorz Knorowski wini będącego radnym sąsiada zza ściany w drugiej części tzw. bliźniaka o nielegalną rozbudowę domu i sfałszowanie dokumentów. Radny zaprzecza i pozywa sąsiada za naruszenie dóbr osobistych. Strony do sporu wciągnęły szereg instytucji.

Ulica Smolna w Lidzbarku Warmińskim przebiega przez cichą dzielnicę starych przedwojennych domów. W jednym z nich, prawie stuletnim bliźniaku, mieszkają dwie rodziny. Cztery lata temu jedna z nich rozpoczęła prace budowlane – postawiła dobudówkę. Według Grzegorza Knorowskiego sąsiedzi w tym celu mieli sfałszować dokumenty – a dokładniej, jego zgodę na przebudowę budynku.

Sąsiad, Tomasz Naumczyk, który jest radnym, zaprzecza. – Wszystkie zarzuty są absurdalne i wyssane z palca. Sąsiad wyraził zgodę – zapewnia.

– Poszedłem do wydziału budownictwa i usłyszałem, że takie oświadczenia zostały w moim imieniu złożone i że ja się na to zgadzam. Napisaliśmy więc z żoną oświadczenie, że nie zgadzaliśmy się na te wszystkie przebudowy – mówi Grzegorz Knorowski.

Ruszyła lawina kontroli. Pan Grzegorz o sprawie poinformował m.in. Wydział Architektury Starostwa Powiatowego, który wcześniej wydał pozwolenie oraz Nadzór Budowlany.

– Pojechaliśmy tam przeprowadzić kontrolę budowy i nie stwierdziliśmy uchybień. Budowa była prowadzona na podstawie zgłoszenia złożonego w starostwie przez pana Naumczyka i zgodnie z dokumentacją dołączoną do tego zgłoszenia – informuje Julitta Kowalska z Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Lidzbarku Warmińskim.

– My jako organ nie jesteśmy władni ku temu, żeby sprawdzać oświadczenia, możemy tylko takie oświadczenie przyjąć. W związku z tym, że wpłynęło zażalenie, zgłosiliśmy sprawę do prokuratury – tłumaczy Jan Harhaj, starosta lidzbarski.

– Brak jest dowodów, że doszło do przestępstwa z uwagi na to, że mamy komplet dokumentów składanych przez szereg lat. Prace przez lata są wykonywane i dopiero po kilku latach jest zgłoszone, że prace prowadzone były bez zgody współwłaściciela – wyjaśnia Krzysztof Stodolny z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie..

Składający skargi pan Grzegorz i jego żona uważają, że ustalenia służb i instytucji są niekompletne i stworzone w taki sposób, by chronić sąsiada, który jest miejskim radnym.

– Być może ma znajomości, które powalają na uniknięcie odpowiedzialności. Najwyraźniej nie bał się tego. Ja, jako człowiek prosty, nie pozwoliłbym sobie w czyimś imieniu na napisanie oświadczeń – komentuje Grzegorz Knorowski.

– Wydaje mi się, że sąsiad dąży za wszelką cenę do tego, żeby mnie zdyskredytować. Nie widzę też tutaj przyczyny i celu, ponieważ staramy się zawsze wychodzić z inicjatywą. Nigdy nie robiliśmy sąsiadom problemów. Wystosowałem pozew cywilny przeciwko sąsiadowi o obronę dóbr osobistych i zaprzestanie rozpowszechniania kłamstw i fałszywych oszczerstw – odpowiada radny Tomasz Naumczyk.

Obie strony konfliktu wkrótce spotkają się w sądzie na rozprawie cywilnej. A od czego zaczął się konflikt? Zdania są odmienne.

– Eskalacja jego zachowania nastąpiła po tym, kiedy osiągnął swój cel, zostały wyprowadzone ze współwłasności i przepisane lokale. Uzyskał od nas korytarz, komunikację na górze, na dole i w piwnicy. Jesteśmy przez sąsiada nagabywani. Przy sąsiadach są zwroty w kierunku mojego męża, że jest żałosny, że jest kanalią, krętaczem – twierdzi pani Wioletta Żurawska-Naumczyk, skonfliktowana z sąsiadami.

– W tej chwili mamy do bardzo późna ciemno. Musimy notorycznie palić światło, bo przybudówka zasłania nam je – dodaje pan Grzegorz.

Jak twierdzi pani Wioletta, częste wizyty wzywanej przez sąsiada policji i nasyłanie innych służb, nie tylko źle wpływają na sąsiedzkie relacje, ale i na zdrowie.

PS Prokuratura Okręgowa w Olsztynie ponownie bada sprawę rzekomego złożenia fałszywych oświadczeń. Obaj sąsiedzi za kilka dni spotkają się także w sądzie cywilnym w sprawie pomówień – tę sprawę założył sąsiadowi radny.

Autor tekstu Leszek Tekielski. Oryginalny tekst oraz reportaż telewizyjny TUTAJ

——————————————————————————————————————–

Od Redakcji NL – dołączamy pismo o odmowie wszczęcia śledztwa przez lidzbarską policję w sprawie złożenia przez radnego Naumczyka fałszywego oświadczenia o posiadaniu prawa do dysponowania nieruchomością na cele budowlane, odebrane pod rygorem odpowiedzialności karnej. Kluczowy świadek Grzegorz K. oraz jego małżonka stwierdzili, że nie zostali „rozpytani” tudzież przesłuchani w tej sprawie przez policję. 

Postanowienie o odmowie dochodzenia

 Posted by at 10:10 pm
Lut 232020
 

Wysoka Brama w Lidzbarku Warmińskim. Zdjęcie z 2006r. fot. Wikipedia

W poczytnej lidzbarskiej prasie ukazała się wzmianka na temat spotkań mieszkańców miasta z Burmistrzem Wiśniowskim. Lidzbarczan interesowała szczególnie sprawa remontu zrujnowanego budynku Wysokiej Bramy. Kilka kadencji samorządu wcześniej, obiekt ten został sprzedany prywatnemu właścicielowi i jak się okazuje była to błędna decyzja. Swego czasu w Wysokiej Bramie działał hotel PTTK, jednak kapitalnego remontu obiekt nigdy się nie doczekał. Sprzedaż w prywatne ręce miała być receptą na przywrócenie do dawnej świetności. Tak się nie stało, nowy właściciel nie podjął remontu, a sam budynek popada w coraz większą ruinę, idącą niechybnie ku katastrofie budowlanej. Jak czytamy w artykule „trwają działania mające na celu wymuszenie remontu[…] sprawa jest ciągle żywa i ważna dla naszego miasta”.

Zgodzić się należy, że Wysoka Brama jest ważna naszemu miastu, leży w jego centrum i stoi w głównym ciągu komunikacyjnym. Burmistrz więc straszy właściciela prokuraturą, chce wymusić remont. Czy to słuszna droga postępowania? W ocenie redakcji nie. Znany w lidzbarskiej gminie ekonomista, Burmistrz Wiśniowski pokazał już wcześniej jak należy załatwiać takie sprawy i to z doskonałym skutkiem.

Jak więc zrobić wielomilionowy remont prywatnej własności na koszt miasta?

 

Fragment uszkodzonego muru oporowego na terenie Parafii

W grudniu 2016r. uległ uszkodzeniu mur oporowy na prywatnym terenie parafii. Obiekt o marginalnym znaczeniu w porównaniu z Wysoką Bramą. Jednak w lutym 2017r. Wiśniowski występuje do Rady Miasta aby ta wyraziła zgodę na przejęcie (użyczenie) na 5 lat od parafii 2 działek gruntu (dokładnie tych gdzie znajduje się mur). Środki publiczne mogą być przeznaczane tylko na cele publiczne, stąd konieczność czasowego przejęcia gruntu. Szacowany koszt rewitalizacji murów to 3 mln zł, z czego 15% stanowić mają środki własne gminy (czyli pieniądze Lidzbarczan). Sama parafia nie dokłada ani złotówki do remontu, a po 5 latach teren wraca z powrotem do niej. Kilkoro radnych wniosło zastrzeżenia do takiego „naciąganego” rozwiązania. Jeden z nich, zaproponował, aby w zamian za gratisowy remont, proboszcz oddał gminie kawałek gruntu przylegający do plaży nad jeziorem wielochowskim, aby powiększyć parking (teren bezpośrednio przy plaży w kierunku drogi na Górowo Iławeckie stanowi prywatną własność proboszcza Chudzika). Burmistrz Wiśniowski stwierdził wówczas, że warunkowe wykonanie remontu murów na koszt podatnika, w zamian za grunt nad jeziorem może być brane pod uwagę. Jak powiedział znany ekonomista tak zrobił.

Pacynkowa Rada Miasta w lutym 2018 r. na wniosek Burmistrza Wiśniowskiego, podjęła decyzję w sprawie zamiany nieruchomości będącej własnością Gminy Miejskiej Lidzbark Warmiński na nieruchomość gruntową stanowiącą własność proboszcza Chudzika. Mieszkańcy miasta oddadzą działkę 1,2 ha położonej w Lidzbarku Warmińskim przy ulicy Rolnej, w „zamian” otrzymają 1,18 ha ziemi przylegającej do istniejącego parkingu nad jeziorem wielochowskim.

Zgodnie z wyceną przeprowadzoną na zlecenie miasta, wartość działki nad jeziorem wynosi 27 tys zł, a tej przy ul. Rolnej 13 tys zł. Jednak parafia przedłożyła własną, znacznie wyższą wycenę działki nad jeziorem – 181 691 zł. W związku z różnicą wartości nieruchomości zamienianych, zamiana nastąpi z dopłatą przez Gminę Miejską Lidzbark Warmiński na rzecz proboszcza Chudzika w wysokości 147.000,00 zł.

Czy w przypadku właściciela Wysokiej Bramy nie można wdrożyć podobnego mechanizmu? Przejmiemy na 5 lat obiekt, zapłacimy za remont, a na koniec dodamy jeszcze kilkaset tys zł extra.

 Posted by at 6:23 pm