Lis 282015
 

sitwa-ośmiornicaPatologiczna sieć powiązań rodzinno-biznesowych w samorządach jest zjawiskiem powszechnym. Większość mieszkańców w milczeniu toleruje lokalne sitwy, awanse poparte układami, nepotyzm. W konsekwencji prowadzi do zupełnego braku zaufania do włodarzy miasta czy powiatu. Z drugiej strony, ci którzy mają stać na straży praworządności, dbania o dobro wszystkich obywateli, poszanowania mienia publicznego – urządzają sobie „folwark zwierzęcy” , twierdząc jednocześnie, że sumiennie wypełniają obowiązki. Poniższy fragment wywiadu, w ocenie redakcji doskonale oddaje to co dzieje się w samorządach lokalnych, nasz lidzbarski nie jest tu żadnym wyjątkiem.

Obszerny fragment wywiadu Tomasza Borejzy z dr hab. Piotrem Nowakiem z UJ opublikowany na łamach Onetu. Pełna treść TUTAJ

Na czele typowego układu, który trzęsie Polską lokalną, stoi poseł. Dalej – opowiada dr hab. Piotr Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego – są urzędy marszałkowskie i mający umocowanie polityczne pośrednicy w powiatach. Na samym dole takiej piramidy znajdują się gminy, gdzie polityka przekłada się na kontrakty oraz etaty. – Wie pan, jak to brzmi? Jak klasyczny układ feudalny – mówię, a w odpowiedzi słyszę: „Mnie się przypomina sytuacja z Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą”.

Dr hab. Piotr Nowak: Powiedziałbym raczej, że rządzą nią sieci interesów. Najważniejsi są tam ci, którzy rozdają pieniądze – przede wszystkim unijne, ale też ci, którzy mogą mieć wpływ na kontrakty lub pozyskanie dobrej pracy. Przy czym interesy nie zawsze trzeba tu rozumieć negatywnie.

Jak wygląda taka sieć?

Na górze zwykle jest jakiś poseł. Najlepiej jak ma tzw. przełożenie na Warszawę i dojście do jakiegoś ministerstwa. W województwie lub powiecie znajduje się gwiazda takiego układu. Na ogół jest to człowiek umocowany politycznie, który pełni rolę pośrednika. Często ci „organizatorzy” znajdują się też w starostwach powiatowych. Duże znaczenie ma urząd marszałkowski, bo tam są pieniądze i realny wpływ na politykę w lokalnych społecznościach. Natomiast na dole jest poziom gminny, gdzie to wszystko przekłada się na konkrety – kontrakty i etaty.

Wie Pan, jak to brzmi? Jak klasyczny układ feudalny.

Mnie się przypomina sytuacja z Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą. Na czele stał kacyk. Była egzekutywa wojewódzka. I byli: wątek ekonomiczny – dyrektorzy państwowych zakładów, którzy zależeli od sekretarza. On dzisiaj także jest obecny, tylko w inny sposób. Inny, bo dyrektorów zastąpili prywatni przedsiębiorcy. Tylko że ci prywatni przedsiębiorcy bardzo często środki czerpią z kontraktów państwowych i dotacji unijnych. Są włączeni w system wspólnych interesów.

Kontrakty?

Pisze się SIWZ-y (specyfikację istotnych warunków zamówienia – tb). Teoretycznie powinna decydować cena i aspekty merytoryczne (doświadczenie, wiedza, dostępność kadr, jakość pomysłu wykonania usługi), które teoretycznie mają zabezpieczyć jakość wykonanej usługi, a w praktyce jest to wygodna furtka, aby postawić takie wymagania, żeby wykluczyć firmy z zewnątrz. Ludzie będący wewnątrz sieci zmawiają się, kto ma dostać kontrakt i taka firma go dostaje. Stąd biorą się absurdalne sytuacje, w których te same rzeczy są kilkukrotnie tańsze na wolnym rynku niż w zamówieniach publicznych. Może chodzić o sprawy prozaiczne – na przykład budki przystankowe.

Jak to jest możliwe?

Odpowiedź to układy. Tak jest w miastach. Tak jest na wsi.

Realizuje się inwestycje nie dlatego, że są potrzebne, ale dlatego, że da się wydać pieniądze?

Często. Celem wydawania pieniędzy niekoniecznie jest wizja programowa. Bywa nim znajomość konkretnego wykonawcy. Skoro coś może wykonać „swój”, to się właśnie to robi. Mam na swoim terenie brukarzy? Zrobię chodniki. Nie zawsze chodzi o korupcję. Często o brak kompetencji i specyficzny sposób rozumienia interesu społecznego. Przy czym bardzo trudno jest tego dowieść, stosując tradycyjne narzędzia badań społecznych.

Kacyk poza kontrolą

Te są chyba w rękach służb, a nie pracowników uniwersytetu. Pytanie jest jednak takie. Komu opłaca się to kontrolować, gdy interesy kontrolujących i kontrolowanych są wspólne?

Ze smutkiem muszę powiedzieć, że widać to po ostatnich wypadkach w PSL-u. Kiedy czytam, jak zatrzymany poseł awanturuje się z policją i krzyczy, że nie mogą go dotykać, bo on zna posła Burego i ich załatwi, to w jego przekonaniu, że może to zrobić, widzę kwintesencję tego, jak takie układy działają. Ci, którzy mogliby z tym coś zrobić, bardzo często w nich uczestniczą.

Ci, którzy chcieliby z nimi coś zrobić, są bardzo często za słabi.

Taka kontrola jest też rolą mediów. Jednak media lokalne są słabe i zależne.

Zależą od pieniędzy z urzędów. Jak można się spodziewać, że redaktor gazety, która, żeby przeżyć, potrzebuje pieniędzy od gminy, będzie pisał coś obiektywnego? Wprawdzie przybywa niezależnych mediów, przede wszystkim w sieci, ale wciąż nie mają wystarczającej siły. Media są ważne, ale sprawa dotyczy nie tylko ich. W takich układach potrafią uczestniczyć komendanci policji, prokuratorzy, ba, zdarza się, że sędziowie. Tutaj bym się zgodził z teorią PiS, który mówi, że państwo jest za słabe. Nie radzi sobie z zapobieganiem takim patologiom.

Jest też problem z kompetencjami w lokalnych urzędach. Przy czym chciałbym z całą mocą podkreślić, że nie chodzi o wszystkich – jest tam wielu ludzi, którzy robią fantastyczną robotę. Jednak zaryzykowałbym stwierdzenie, że większość stanowią ludzie za słabo przygotowani, by realizować interesy przypisane do pozycji. Powodem jest to, jak się tam zatrudnia. Przyjmuje się, bo ktoś kogoś zna. Albo należy do „rodziny”. W socjologii mówimy o „brudnym kapitale społecznym”.

Opłaca się mieć zły samorząd? Zdaje się to wyglądać tak, że dobry wójt spoza układu nie może liczyć na środki, na które może liczyć zły, ale z układu. Taki system musi korumpować.

To doskonale widać na poziomie dyrektorów departamentów w administracji wojewódzkiej. Dobrych menedżerów się bezczelnie wyrzuca – zaburzają przepływy i ułożony porządek rzeczy. Wartościowi ludzie nie mogą tego znieść i uciekają do biznesu. Jest ich coraz więcej. Inni zakładają, że zrobią, ile się da, w warunkach, w których nieustannie trzeba kopać się z koniem.

To nie wszystko. Dużo się mówi, że to była udana reforma. Powiedziałbym jednak: zobaczcie na budżet. Żyjemy na kredyt. Trochę jak w okresie gierkowskim, który był genialny, bo żyliśmy za pożyczki. Teraz też wielu wójtów osiąga sukcesy dzięki zadłużaniu gmin. Pożyczają nawet w parabankach, co prowadzi do bankructwa. Zawsze należy pytać, jakie są koszty zmiany na lepsze?

Da się wydać, to się wydaje

Pytanie o koszty zasadniczo należy chyba do tych, które padają zbyt rzadko.

Ja mam przykład z własnego podwórka. Chodzi o świetlice wiejskie. Na pierwszy rzut oka – rewelacja. Można się wykazać i skorzystać z funduszy unijnych na budowę kapitału społecznego. Da się wydać, to się wydaje. Nikt tego nie podważy. Rzecz się łatwo rozlicza i jest potrzebna. Nikt jednak nie pyta, do czego potrzebne jest takie miejsce w każdej wsi, ile to kosztuje i jak to utrzymać? Może taniej byłoby postawić w gminie jedną i zapewnić transport na spotkania? To trochę jak z tymi chodnikami, o których mówiłem wcześniej. To się broni. Jak się to zrobi, to jest lepiej i ładniej. Tylko nikt nie zastanawia się, czy nie lepiej byłoby wydać pieniądze na coś innego – może mniej spektakularnego, ale bardziej potrzebnego.

Kilka razy słyszałem od Hiszpanów, że powielamy model, który dla nich okazał się pułapką. Będzie czkawka?

Moim zdaniem tak. Tutaj jest też taka kwestia, że my jak papugi próbujemy naśladować cudze rozwiązania. Tymczasem potrzebujemy własnych. Jak mam sięgnąć do mojej działki, to jestem pewien, że na polskie rolnictwo nie ma pomysłu. Obawiam się, że brniemy w pułapkę. Są dobre samorządy, które rozwijają się w zrównoważony sposób i będą w stanie utrzymać swoje inwestycje. Ale będą też tacy, którzy nie udźwigną kosztów. Przy dekoniunkturze nie będą w stanie utrzymać tego, co zbudowali. Tego nikt nie kontroluje. To jest zostawione na żywioł. Kto spłaci te kredyty? Kto to wszystko utrzyma? Chyba najlepszy przykład to aquaparki, które teraz buduje się wszędzie.

Po co nam aquapark, koniecznie z kolorową rurą, w każdej gminie?

Jest metoda, by uniknąć pułapki?

Przede wszystkim musimy zadbać o kapitał ludzki. Nie poprzez bzdurne kursy, bo akurat „na takie dają kasę”. Wykorzystując dostępne pieniądze w sensowny, planowy sposób. Potrzebujemy dobrego kapitału społecznego, który weźmie w karby „brudny” kapitał społeczny. Tutaj często pomaga skrócenie dystansu. Czasami wystarczy miejsce, gdzie można się spotkać i cel spotkań. Taki inkubator działalności społecznej to prosta sprawa. Są przykłady, że to może działać. Lokalne społeczności potrzebują większej autonomii w wydawaniu środków, ale samorządowe władze potrzebują też większej kontroli ze strony NGO-sów i mediów. Przy czym NGO-sy też muszą być silniejsze i niezależne. Tak, żeby nie wpaść w spiralę tworzenia instytucji kontrolujących instytucje, które już kontrolują działania władzy. Dobrzy wójtowie w takich warunkach potrafią robić świetne rzeczy. Tak jak we wspomnianej Tryńczy.

Trzeba budować metody, które pozwolą ludziom się komunikować, organizować i współdziałać.

 

 Posted by at 12:05 am

19
Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o
edek

To są ludzie bez kręgosłupa moralnego prawie sama PATOLOGIA PIJACKA!

Kleopatra

Lidzbark może śmiało być tzw. wzorcem nepotyzmu i " chowu królików własnych ". W wiekszości przypadków zatrudnienie rodzinki odbywa się w urzędach krzyzowo. Radni wszelakich maści są do okełznania za tzw. coś za coś.

Feliks

Wywiad doktora Nowaka jest najwyraźniejszym opisem patologii na szczeblach lokalnych. Umieściłem do także na swojej stronie http://mirsk.eu/polska-lokalna/

Pikuś

Który to radny kurto? Czy to ten,co robił donosy do UB na swoich kolegów i pracuje w "gazieE" i jeszcze żyje z ludzkiej Krzywdy?

LIDZBARSKA KLIKA

Ostatnie wybory całkowicie zmieniły oblicze Polski. Ten proces zmian trwa i jeszcze trochę potrwa zanim w życie wejdą nowo tworzone ustawy
sejmowe…

A co z Lidzbarkiem?…

W każdym lidzbarskim urzędzie są KLIKI, a naszym miastem rządzi od lat UKŁAD ZAMKNIĘTY PełO,

Idzie CZAS ZMIAN towarzysze POlszewicy! I teraz KOLEJ NA WAS!

abc

Postsovieckie przyzwyczajenia powodują sekciarstwo i łapówkarstwo.

krasnoludek

ludzie gdzie wy żyjecie, o czym myślicie, co rozumiecie, o czym mówicie, gdzie macie rozum i oczy.
Jeżeli jestem dobry to mam dobrą posadę i znajomości. A jak mam znajomości to ja i moja rodzina nie zginie. Znacie największe przekleństwo? oto one "abyś stracił wszystkie znajomości" i to jest cała prawda od pokoleń i żadne układy i siły polityczne tego nie zmienią.

11-123

Cyt: " Jeżeli jestem dobry to mam posadę i znajmości"- Lidzbarska wersja- Jeżeli masz znajomości to masz posadę i mówią że niby jesteś dobry.

Harcerz

Pamiętacie v-ce Burmistrza LW co miał znajomości i niby miał wykształcenie wyższe.
Pytano się kiedyś jednego radnego : Panie …… ! Czy V-ce Burmistrz ma skończone studia ?"
Odp. : Dyplomu nikt nie widział , ale " dyplomową " postawił.
I co się okazało?……….
A niby był taki dobry .

Harcerz

Dalej widzę ,że nasi forumowicze lubią pisać , a;e wpłacić po parę złoty na konto "druku" Nasz Lidzbark to nie ma komu.
A chcecie władzę zmieniać?
My musimy tą władzę i układy zmieniać bo inaczej to miasto utonie w długach i korupcji .

A.B.

"…….malwersacje finansowe." Należy mieć twarde dowody by tak twierdzić.

Harcerz

Ten wywiad – analiza prymitywnych zachowań osobników ludzkich piastujących urzędy wzorowała sie na Lidzbarku Warmińskim.
Nasi lokalni politycy przy pomocy stanowisk urzędniczych wspierają miernotę , chamstwo , rozrzutność i malwersacje finansowe.
Biedny ten kraj w którym cham został Panem. Mówię wam, że to się źle skończy i dla nas i dla Polityków. Tych lokalnych również.
Jak będzie jeszcze jeden taki rok jak 1980 i 1989 to już nie będzie tak delikatnie.

Trombek

Było by naprawdę komicznie, gdyby urzednicy musieli podać nazwiska rodziny, szwagrów, szwagierek, kuzynów. Oczywiście nie żeby sprawdzić urzędników, ale dla wytypowania najbardziej prężnej rodziny w regionie. Dobrze wiemy iż jak się ma kogoś na urzędzie to wszystkie etaty budżetowe stają otworem. To właśnie jest sitwa drodzy czytelnicy, kto wkroczy w ten świat- nie zginie…

czytelnik

Mój ulubiony skrót : PSL : on oddaje całą tę sytuacje .
Rodzina to podstawa ,później krewni i znajomi królika .
Sam królik może nawet przegrać w wyborach ,wszystko toczy się jeszcze rozpendem …

ada

urząd gminy kiwity 🙂

analityk

Oczywiście. Mieszkańcy o tym wiedzą, ale komentują tylko w swoich kręgach. Dlaczego tak jesr Kto może te układy powalić? Znajomości były także za byłego wójta- widocznie tak musi być!

mieszkaniec

Zobaczcie u nas kto jest rodzina kogo i wszystko!!!!!

głos oddany

Czytałam ten wywiad jeszcze na Onet.pl . Ciekawy , faktycznie i widać pewne "znajome mechanizmy"…;-)

11-123