Lip 272016
 
Harry - czarodziej z Powiatu

Harry – czarodziej z Powiatu

Po latach walki NaszLidzbark o jawność wydatkowania publicznych funduszy, Burmistrz Wiśniowski zarządził wprowadzenie Centralnego Rejestru Umów. Każdy kogo interesuje na co i komu wypłacane są pieniądze mieszkańców Lidzbarka Warmińskiego może to sprawdzić na stronie Biuletynu Informacji Publicznej (TUTAJ). Burmistrz Wiśniowski zgodnie z prawem podaje z kim zawarto umowę z imienia i nazwiska, przedmiot umowy oraz jakiej kwoty dotyczy. Warto od czasu do czasu odwiedzić tę stronę i skontrolować jak Burmistrz wydaje nasze pieniądze przy okazji ocenić pośrednio oceniając jego pracę (przynajmniej w zakresie zawieranych umów). Centralny Rejestr Umów to także odciążenie od pracy urzędników – od czasu jego wprowadzenia nie trzeba każdemu wnioskodawcy odpowiadać na żądanie informacji publicznej. Ona po prostu jest w internecie i co najwyżej wskazać do niej link wnioskodawcy. Im więcej urząd umieszcza informacji o swojej pracy w internecie, tym łatwiej się żyje urzędnikom. Przy okazji podnosi się prestiż urzędu – transparentność jest gwarancją uczciwości. To tyle przydługiego wstępu.

Dobre bo … niemieckie czyli lokalny patriotyzm Burmistrza Wiśniowskiego

Jedna z zawartych przez włodarza miasta umów, dotyczy umieszczania w gazecie lidzbarskiej informacji na temat imprez „ Festiwal Sera, Dni Lidzbarka Warmińskiego oraz Dni Pszczelarza”. Tak, o tych wydarzeniach pisze prasa, mówi Radio Olsztyn nie dlatego, że bije z nich prestiż ale dlatego, że Burmistrz im za to płaci naszymi pieniędzmi. W zasadzie z każdej nikomu nie potrzebnej imprezy można zrobić festiwal, nawet z maratonu poklepywania się po plecach. Niemiecki właściciel Gazety Lidzbarskiej otrzymał dokładnie 36.750,00zł za reklamowanie tychże imprez, zapłaciliśmy My – mieszkańcy Lidzbarka Warmińskiego. Można zadać sobie pytanie, czy należy wspierać niemieckiego właściciela gazety publicznymi pieniędzmi, które to My Polacy wypracowujemy? Poziom samego pisma GL zasłońmy całunem milczenia. Z informacji od właścicieli sklepów wynika, iż większość nakładu wraca do wydawcy. Twierdzą, że GL nie porusza istotnych spraw mieszkańców, nie interesuje się sprawami ważnymi dla życia miasta itp. Z czego więc utrzymuje się to prywatne wydawnictwo? Jednym z filarów są właśnie publiczne pieniądze. Czy rozdawnictwo pieniędzy na polskojęzyczną gazetę, realizującą niemiecką rację stanu jest zasadne? Wątpię. Wstydem jest, że w zasadzie cały region Warmii  i Mazur nie posiada swojej polskiej gazety, tygodnia lub miesięcznika. Czyż nie rozsądniej byłoby przeznaczyć prawie 40 tys zł np. na sfinansowanie 12 wydań NaszLidzbark drukiem, obejmującego zasięgiem cały powiat i w dodatku rozdawany bezpłatnie? Kiedy ukazywały się pierwsze wydania NL drukiem w nakładzie 2 tys egzemplarzy, ludzie rozchwytywali pismo na pniu. Jeden pożyczał drugiemu, jedno pismo było czytane przez kilka osób. To jasny dowód na potrzebę istnienia takiej gazety, praktycznie bez zwrotów do wydawcy.

Magiczny czarodziej ze Starostwa

Kolejna umowa warta zainteresowania dotyczy udzielania pomocy prawnej rodzinom z problemem alkoholowym oraz osobom doświadczającym przemocy w rodzinie. Pomocy prawnej zgodnie z umową udziela Przewodniczący Rady Powiatu, świeżo upieczony radca prawny Leszek Sierputowicz. Za wyżej wspomniane usługi zainkasował 8.500,00 zł z publicznej kasy. Należy wspomnieć o błyskawicznej karierze pana Sierputowicza – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (najpewniej trzymanej przez Starostę Harhaja Jana). Od wielu lat pan Sierputowicz zasiada w Radzie Powiatu. Mówi się nawet, że jest z PiS-u, czyli partii opozycyjnej względem większości radnych powiatowych (bezwzględnie posłusznych szefowi powiatowego PO Janowi Harhajowi). Jednak czy w naszym mieście jest PiS? Na szczeblu samorządowym partia wodza narodu Jarosława Kaczyńskiego nie istnieje. Jest co prawda kilku aktywistów, przyznających się do członkostwa w tejże partii, ale policzyć ich można na palcach jednej ręki. Najbardziej z nich znany jest bohaterem tegoż akapitu (i tego poniżej).

Magia Starosty zadziałała 1 grudnia 2014 r., podczas I Sesji Rady Powiatu. Wybierano wówczas Przewodniczącego Rady Powiatu. Pan Starosta (przypominamy szef lokalnego PO) zgłasza na tę funkcję, pseudo „działacza” z pod znaku PiS, radnego Sierputowicza i jest to jedyna zgłoszona kandydatura (któż śmiałby zgłosić kogoś więcej). Rada w tajnym głosowaniu niemal jednogłośnie popiera kandydaturę (15 za, 1 wstrzymujący się, 1 przeciw). Radny już jako Przewodniczący Rady Powiatu podwaja swoją dietę (która była wg oświadczenia majątkowego jest jedynym źródłem dochodu pana Sierputowicza, w 2014 r. z tego tytułu otrzymał 12.562 zł). Niebywałe szczęście nie opuszcza radnego. Już w marcu 2015 r. pan Sierputowicz zdaje w końcu egzamin radcowski przed olsztyńską komisją egzaminacyjną Okręgowej Izby Radców Prawnych w Olsztynie. Po złożeniu ślubowania staje się pełnoprawnym radcą prawnym, nieco później otwiera kancelarię prawną. Wieloletnim członkiem komisji egzaminacyjnej jest nie kto inny jak osoba zatrudniona przez lidzbarskiego Starostę – pani Katarzyna Skrodzka-Sadowska (także kierownik szkolenia aplikantów). Pani Skrodzka-Sadowska jest także szefem całej Okręgowej Izby Radców Prawnych w Olsztynie, pełni funkcję Dziekana tejże instytucji. Pan Sierputowicz swój interes radcowski rozkręca dynamicznie uzyskując coraz to kolejne zlecenia – dzięki Centralnemu Rejestrowi Umów wiemy, że od gminy miejskiej. Panu radcy redakcja życzy wielu sukcesów zawodowych oraz dalszego umacniania pozycji Prawa i Sprawiedliwości w Lidzbarku Warmińskim.

 Posted by at 11:42 pm
Lip 182016
 

 

cuwZmiana w przepisach Ustawy o Samorządzie Gminnym wymusza likwidację Miejskiego Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Szkół. W jego miejsce ma powstać nowy urzędniczy twór o nazwie Centrum Usług Wspólnych (CUW) – tak zadecydowali lidzbarscy radni. Podczas obrad połączonych komisji, twórcy CUW argumentowali powstanie tejże placówki oszczędnościami jakie wynikną z tytułu centralizacji usług kadrowych, księgowych i wielu innych w jednym miejscu. CUW ma przejąć obowiązki jakie do tej pory wypełniały księgowe np. z OSiR  i innych placówek miejskich. Wielokrotnie padało zapewnienie ze strony wnioskodawcy (Burmistrza)  o spodziewanych oszczędnościach oraz usprawnieniu pracy.

Czy w związku z powstaniem CUW ulegnie zmniejszeniu liczba etatów, a co za tym idzie zmniejszą się koszty obsługi finansowo-księgowej podległych placówek? Otóż nie. Wg zapewnień Burmistrza, oszczędności mają się wziąć z samego faktu centralizacji, czyli przeniesienia pracowników do jednego wielkiego biura (adaptowane mają być pomieszczenia w obecnym budynku MZEAS). Żaden pracownik nie będzie zwolniony. Mało tego, być może zajdzie potrzeba zatrudnienia kolejnych osób, specjalistów do spraw pozyskiwania funduszy unijnych. Dlaczego CUW, wydzielona jednostka z dobrze opłacanym dyrektorem a nie np. referat w Urzędzie Miasta (o wiele niższe koszty)? Burmistrz w dłuższym wystąpieniu uzasadniającym powstanie CUW dodał m.in. „bo za rok bym dostał informację o tym  żeby pokazać ile mam etatów i będę miał dużo więcej w urzędzie, ale to nie o to chodzi w sam raz”.

Komentarz

Likwidacja MZEAS i powstanie nowej placówki to doskonała okazja do utworzenia kilku kolejnych urzędniczych etatów, które to można obsadzić bez konkursu. Któryś z radnych pytał dlaczego nie referat w strukturach Urzędu Miasta? Odpowiedź jest banalnie prosta – kadrową w MZEAS jest żona Starosty Jana Harhaja – pani Jolanta Harhaj, która wraz z mężem – inwestorem budowała lidzbarskie Termy (jako właścicielka firmy budowlanej). Jej pozycja i znaczenie w CUW ulegnie podniesieniu, może nawet będzie miała podwładnych?

Powstanie lidzbarskiego CUW to kolejny przykład rozrzutności publicznych pieniędzy przez Burmistrza. Tworzenie kolejnych etatów kosztem podatnika jest najłatwiejszym sposobem zdobywania popularności wśród „elity” samorządowej. Oby ta „popularność” nie przełożyła się na wyniki kolejnych wyborów samorządowych.

O marnotrawstwie publicznej kasy, rozroście administracji traktuje mój artykuł z 16 lutego 2014 r. dostępny TUTAJ

Dla dociekliwych zamieszczam pełne nagranie z dyskusji o utworzeniu CUW jaka miała miejsce podczs posiedzenia połączonych komisji.

 Posted by at 10:46 pm
Lip 112016
 

Kuriozalna historia wniosku o informację publiczną, złożonego do Starostwa Powiatowego w Lidzbarku Warmińskim.

Starosta Jan Harhaj

Starosta Jan Harhaj

25 września 2013 r. redaktor NaszLidzbark wysłał do Starosty Jana Harhaja  wniosek o dostęp do informacji publicznej w zakresie udostępnienia skanów umów o dzieło i umów-zleceń, jakie Starostwo zawarło w latach 2011 i 2012. Redaktor tego portalu korzystając z uprawnień nadanych art. 61 Konstytucji RP chciał sprawdzić z kim Starostwo zawierało umowy, czego one dotyczyły i jaka była ich wartość.

W odpowiedzi na wniosek, pismem z dnia 1 października 2013 r. Sekretarz Powiatu, powołując się na zapisy ustawy o dostępie do informacji publicznej (zwanej dalej udip) zwrócił się do Redaktora NL o złożenie odpowiedniego wniosku, bowiem zdaniem organu chodzi o ponowne wykorzystywanie informacji publicznej (taka oddzielna kategoria informacji publicznej – do ponownego wykorzystywania). Nie złożenie wniosku w ciągu 7 dni skutkować będzie pozostawieniem wniosku bez rozpatrzenia. Następnie kolejnym pismem z dnia 15 października 2013 r. Sekretarz Powiatu poinformował Redaktora NL, że w związku z nieuzupełnieniem wniosku o ponowne wykorzystywanie informacji publicznej, wniosek z 25 września 2013 r. pozostaje bez rozpatrzenia.

Zdaniem Redaktora NL, postępowanie Starosty Jana Harhaja było nielegalne, wobec czego 6 listopada 2013 r. wezwał organ do zaniechania naruszenia prawa i udzielenia żądanych informacji. Wobec bezczynności organu, redaktor NL 29 listopada 2013 r. złożył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie skargę na bezczynność Starosty Jana Harhaja. Starosta w kolejnym piśmie do Sądu wniósł o oddalenie skargi, powołując się na to iż wnioskodawcą jest redaktor naczelny gazety, co uprawniało organ do żądania złożenia wniosku we właściwej formie. WSA w Olsztynie wyrokiem z dnia 18 lutego 2014 r. zobowiązał Starostę do wykonania wniosku skarżącego w ciągu 14 dni. W uzasadnieniu wyroku Sąd nie pozostawił suchej nitki na Staroście, stwierdzając m.in. że działał w oparciu o nieistniejące prawo. Sąd zasądził także od Starosty 100zł na rzecz skarżącego.

Starosta Jan Harhaj nie poddaje się tak łatwo. Mając do dyspozycji publiczne pieniądze i opłacanych z nich prawników nakazał złożyć skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wniosek Starosty wpłynął do Sądu w Warszawie 8 maja 2014 r. NSA w wyroku z dnia 2 czerwca 2015 r. ( po ponad roku od wniesienia kasacji) oddalił skargę kasacyjną Starosty, przez co wyrok olsztyńskiego sądu stał się prawomocny. W uzasadnieniu wyroku NSA uznał, że WSA w Olsztynie sprawę zbadał i osądził prawidłowo.

Wydawało się, że już nie ma prawnych przeszkód aby wniosek z września 2013 r. został w końcu przez Starostę wykonany. Jednak kolejnym pismem Starosta Jan Harhaj stwierdził, że żądana w wniosku informacja posiada walory informacji przetworzonej, więc wezwał Redaktora NL do wykazania, iż otrzymanie żądanej informacji jest szczególnie istotne dla interesu publicznego. Pismo goni pismo. W odpowiedzi Redaktor NL wykazał, iż jego wniosek dotyczy informacji prostej i że należy odróżnić przekształcenie informacji od jej przetworzenia. W odpowiedzi na powyższe Starosta wydał decyzję, mocą której odmówił udostępnienia informacji wykazując, że jej udostępnienie wymaga znacznego nakładu czasu i pracy, co zakłóciłoby normalny tok działania urzędu, gdyż umowy, których może być około 200 zgromadzone zostały w wielu komórkach organizacyjnych lub zostały zarchiwizowane.

4 sierpnia 2015 r. redaktor NL, złożył do Samorządowego Kolegium Odwoławczego odwołanie od decyzji Starosty. 24 lipca 2013 r. SKO w Olsztynie uchyliło decyzję Starosty w całości i umorzyło postępowanie w tym przedmiocie. Członkowie SKO podobnie jak i Sędziowie WSA nie pozostawili cienia wątpliwości, iż wniosek o skany umów o dzieło i zleceń są informacją publiczną prostą i jako taki musi być zrealizowany. Tym samym SKO zamknęło furtkę wybiegów administracyjnych dla lidzbarskiego starosty (Starosta już nigdzie nie może się odwołać powołując się m.in. na nieistniejące prawo). Redaktor więc czeka na wnioskowane informacje. Po półrocznym bezowocnym oczekiwaniu, ponownie składa skargę na bezczynność Starosty. Jednak Sąd postanawia oddalić skargę, gdyż w tej sprawie zapadł już prawomocny wyrok. Redaktor pismem wzywa więc Starostę do wykonania wyroku.

8 lipca 2016 r. (prawie 3 lata od złożenia wniosku) na skrzynkę pocztową redaktora NL wpływa zdawałoby się odpowiedź na wniosek, bowiem są 2 pliki oznaczone jako skany umów o dzieło i umów zleceń jakie Starostwo zawarło w 2011 i 2012 roku. Jednocześnie w piśmie przewodnim Starostwa powołując się na odosobniony wyrok sądowy, postanawia zamazać dane kontrahentów z wszystkich umów, nie wydając przy tym odpowiedniej decyzji administracyjnej, przez co ponownie działa wg własnego „widzi mi się”, a nie obowiązującego prawa. Mimo wcześniejszego zapewniania o ilości umów, że może być ich nawet 200, co powtórzył prawnik Starostwa przed olsztyńskim sądem, wszystkich umów z 2 lat było dokładnie 53 i opiewały na kwotę ok. 120 tys zł.(pliki do pobrania TUTAJ, skany umów i pismo przewodnie).

Reasumując, otrzymana informacja stanowi „makulaturę” bowiem nie niesie ze sobą żadnej wartościowej informacji. Brak informacji komu Starostwo przekazywało publiczne pieniądze w ramach zawieranych umów, stanowi iż cała odpowiedź jest bezwartościowym plikiem, a z pewnością nie stanowi odpowiedzi na wniosek. Redakcja kolejny raz będzie zmuszona wejść na drogę prawną, aby wyegzekwować od Starosty Jana Harhaja przestrzeganie obowiązującego prawa. Pan Starosta w swoisty sposób konfabuluje, wymyśla i niejednokrotnie kłamie czym naraża na szwank powagę pełnionego urzędu.

W Urzędzie Miasta funkcjonuje Centralny Rejestr Umów w którym dane stron umowy są jak najbardziej dostępne. Cały rejestr znajduje się w internecie i każdy może sprawdzić jak, komu i na co wydawane są publiczne pieniądze. W internecie na rządowej stronie dostępne są nawet umowy zawierane przez Kancelarię pani Premier i nikt nie robi problemów z jawnością nazwisk kontrahentów TUTAJ. Coraz więcej miast publikuje rejestry zawieranych umów, na czele z Warszawą czy Szczecinem. W lidzbarskim powiecie jawność nadal stanowi problem, co w konsekwencji prowadzi do powstania szeregu wątpliwości i spekulacji jak Starostwa wydaje pieniądze i komu. Do tematu wrócimy. Warto odnotować fakt, iż prawo nakazuje udzielić informacji publicznej na wniosek w ciągu 14 dni od jego złożenia.

W powyższej kuriozalnej sprawie postawa Starosty naraziła redakcję NL oraz sam powiat na niepotrzebne koszty. W przypadku Starosty, koszty pokryją oczywiście podatnicy, a są to m.in.

– dziesiątki godzin pracy urzędników Starostwa (redakcja pism itp.)

– listy polecone ZPO, każdy to koszt ok. 6-7 zł

– zaangażowanie prawników Starostwa, którzy nie robią tego za darmo

– zaangażowanie Sędziów, kancelarii i wielu, wielu innych osób

– obniżenie prestiżu Starostwa Powiatowego w Lidzbarku Warmińskim na tle innych pro-jawnościowych i przyjaznych obywatelom urzędów w kraju.

 

Dziękuję za bezpłatną pomoc prawną  Sieci Obywatelskiej WatchDog Polska.

 Posted by at 8:07 pm
Lip 052016
 

tajne-spotkanieNa ostatniej sesji radni podjęli decyzję na mocy której Gmina Miejska zrzeka się zysków z Term Warmińskich na rzecz Powiatu. Uchwalono także, że Gmina Miejska w 50% ponosi ryzyko związane z wartością infrastruktury Term Warmińskich oraz wyposażenia podstawowego na dzień ich zwrotu przez partnera prywatnego. Poniżej treść stosownej uchwały:

Na podstawie art. 18, ust. 2, pkt 6 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (tj. Dz. U. z 2016 r., poz. 446) Rada Miejska w Lidzbarku Warmińskim uchwala, co następuje:

§ 1. W załączniku do Uchwały Nr LW408/10 Rady Miejskiej w Lidzbarku Warmiński z dnia 9 czerwca 2010 r. w sprawie wyrażenia stanowiska dotyczącego wspólnej realizacji projektu Termy Warmińskie punkt V otrzymuje brzmienie: V.l. Strony ponoszą w równych częściach ryzyko związane z wartością infrastruktury Term Warmińskich oraz wyposażenia podstawowego na dzień ich zwrotu przez Partnera Prywatnego.

2. Korzyści wynikające z realizacji projektu strony dzielą następująco:

1)            podatek od nieruchomości Term Warmińskich z mocy prawa należny jest Gminie,

2)            czynsz dzierżawny w części stałej, wynikający z umowy przypada w całości Powiatowi,

3)            czynsz dzierżawny w części zmiennej, wynikający z umowy przypada w całości Powiatowi, z zastrzeżeniem pkt 4,

4)            w przypadku gdy suma rocznej części stałej czynszu i części zmiennej osiągnie wartość podatku od nieruchomości, nadwyżka części zmiennej czynszu dzierżawnego przypada w 50 % Powiatowi i w 50 % Gminie.

§ 2. Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia z mocą obowiązującą na okres trwałości projektu – do 31grudnia 2020 r.

Pobieżna analiza treści uchwały wskazuje, iż zawarta w § 1 zmiana punktu V porozumienia, wiąże się z nałożeniem na mieszkańców miasta ryzyka związanego ze stanem mienia Term w momencie rozwiązania umowy z obecnym operatorem Term. Mówiąc prościej, to My mieszkańcy miasta pokryjemy połowę kosztów związanych z odtworzeniem (czyli remonty maszyn, pomp, bardzo drogiego sprzętu itp.) infrastruktury Term w przypadku rozwiązania umowy. Operator nie musi się więc martwić o to wszystko co zużył lub wyeksploatował. Wystarczy, że rozwiąże umowę, a miasto na spółkę z powiatem wyremontują i doprowadzą Termy do stanu wyjściowego. Potem wystarczy ponownie podpisać umowę (być może z innym operatorem lub klonem obecnego).

Punkt 2.1 uchwały jest bezprzedmiotowy. Podatek od nieruchomości przypada gminie z mocy prawa i pisanie tego w treści uchwały pozbawione jest sensu. Ciekawsze są następne punkty. Radni postanowili zrzec się zysków z Term. Radni mają gest, niestety ich decyzja pozbawia mieszkańców miasta pieniędzy. Najciekawszym zapisem jest ten z punktu 4 uchwały. Stanowi on, że jeśli suma zysków z Term przekroczy wartość podatku od nieruchomości to nadwyżka będzie dzielona po połowie. Kluczem jest tutaj wyrażenie „wartość podatku od nieruchomości”. Wartość podatku od nieruchomości, wbrew opiniom głoszonym przez samych radnych, wynosi w przybliżeniu 400 do 450 tys zł rocznie, a nie ok. 200 tys. Dokładna jego wartość wynika z deklaracji podatkowej, którą operator złożył w Urzędzie Miasta. Rada Miasta 5 lub 6 razy próbowała zwolnić operatora term z płacenia połowy tego podatku, ale nie udało się. Wojewoda uchylał tę decyzję, potem Regionalna Izba obrachunkowa, a nawet Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów kwestionował zapisy faworyzujące jedną konkretną firmę (operatora Term). Burmistrz wymyślił więc, a Rada Miasta uchwaliła, że operator jednak będzie płacił połowę podatku od nieruchomości. Druga połowa stanowi pomoc publiczną dla operatora od Gminy Miejskiej. To My mieszkańcy miasta wesprzemy operatora Term kwotą ok. 200 tys tytułem pomocy publicznej. Reasumując, powiat nie podzieli się zyskami z Term o ile nie przekroczą one ok. 400 – 450 tys rocznie.

Starosta organizuje „tajne” spotkanie z Radą Miasta i Burmistrzem

Każda uchwała podejmowana na Sesji Rady Miasta poprzedzona jest pracami w komisjach. Każdy ma prawo przyglądać się pracy radnym. Wstęp na sesje i komisje jest podstawowym prawem człowieka w demokratycznym państwie gwarantowanym przez Konstytucję RP:

Art. 61 pkt2 Konstytucji RP „Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu.”

Radni Rady Miasta bez wątpienia zostali wybrani w wyborach powszechnych, więc wstęp na ich posiedzenia jest prawnie gwarantowany. Wspomniany na wstępie projekt uchwały Burmistrz przedłożył radnym już w trakcie posiedzenia komisji. Ku zaskoczeniu, radni zupełnie nie podjęli dyskusji na jego temat. Tak ciężka gatunkowo decyzja, mogąca nieść ogromne konsekwencje finansowe na Nas mieszkańców miasta, pozostała „przemilczana”. Projekt uchwały poparły wszystkie komisje i rada zajęła się kolejnymi projektami. Także na samej Sesji Rady Miasta, radni bez większej dyskusji przegłosowali ów dokument. Jedyną „przytomną” okazała się radna Łagocka, która głosowała przeciwko tej szkodliwej decyzji Rady Miasta.

Okazuje się, że 8 czerwca 2016r. w godzinach popołudniowych Starosta Jan Harhaj nakazał Burmistrzowi zorganizowanie „cichego” spotkania Rady Miasta w budynku przy Świętochowskiego. Bez ogłaszania tego mieszkańcom, Rada Miasta spotkała się ze Starostą, aby ten mógł przekonać radnych do podjęcia jedynej słusznej decyzji podczas głosowania. Nie ulega wątpliwości, iż w ten sposób naruszone zostało prawo. Terminy posiedzeń kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z wyborów powszechnych muszą być podawane do publicznej wiadomości, aby każdy kto chce mógł na nie przyjść. Pod wielkim znakiem zapytania znajduje się sens zwoływania posiedzeń komisji, skoro o decyzjach jakie mają zapaść podczas sesji decyduje się podczas „tajnych” zebrań. Starosta powinien przyjść na posiedzenie połączonych komisji i tam przedstawić propozycję radnym. Burmistrz Miasta (gospodarz obiektu) nie powinien dopuścić do takiego spotkania, łamiącego wszelkie zasady demokratycznego państwa prawa.

 Posted by at 12:12 am
Lip 012016
 
Radny Moroz Przemysław , członek Komisji Kultury. fot - FB

Radny Moroz Przemysław , członek Komisji Kultury. fot – FB

Rada Miasta na ostatniej sesji powołała do życia nową stałą komisję – Kultury. Od tego momentu o kulturze w Lidzbarku Warmińskim będą decydować radni: Moroz, Serwach, Jaskólska, Kędzierski oraz Kardymowicz. Z inicjatywą utworzenia nowej komisji wyszli radni z komitetu WNMO, rachitycznej pozostałości PO. Oficjalnie nowa komisja będzie zajmowała się opiniowaniem ofert na realizację zadań publicznych w zakresie wspierania i upowszechniania kultury i szeroko pojętej estetyki miasta. Jej utworzenie (jak czytamy w uzasadnieniu do projektu uchwały) podyktowane jest dynamicznym rozwojem turystycznym i kulturalnym Lidzbarka Warmińskiego. Nieoficjalnie mówi się, że komisja powstała tylko po to, aby radny Brodowski oraz radny Kardymowicz otrzymali wyższe diety. Tylko tych dwóch radnych do tej pory przytulało co miesiąc 745,23zł, a więc „gołą” dietę. Wszyscy pozostali radni otrzymują dodatki z tytułu pełnienia jakiś funkcji w Radzie Miasta. Mechanizm obmyślony przez radnych spod znaku PO w ocenie redakcji wygląda następująco: Dotychczas w komisji mieszkaniowej przewodniczącą była radna Jaskólska, wice Łagocka, a najzwyklejszym członkiem jest radny Brodowski. Radna Jaskólska weszła do nowej komisji „Kultury”, jednocześnie prawie szeptem zgłosiła rezygnację z pełnienia funkcji Przewodniczącej w Komisji Mieszkaniowej. Powstał tam więc wolny wakat. Kto obejmie funkcję Przewodniczącego w trzyosobowej Komisji Mieszkaniowej? Proszę zgadywać. Należy podkreślić fakt, iż radni: Grzmiączka, Łagocka, Kabała oraz Dryzelenko głosowali przeciwko utworzeniu nowej komisji. Znamiennym jest fakt, że od głosu wstrzymał się radny Kardymowicz z KWW 5 Gmin (tworu już nie funkcjonującego w Radzie Miasta) i to on wg redakcji będzie wiceprzewodniczącym nowej Komisji Kultury. Przewodniczącą zostanie oczywiście radna Jaskólska, która po wygraniu konkursu na dyrektora Domu Kultury w Bisztynku nie wiedzieć czemu wspiera w głosowaniach politycznego trupa z WNMO. Sens powoływania nowej komisji, a tym samym podniesienie diety niektórym radny (na które składają się mieszkańcy miasta) dobrze oddała wypowiedź radnego Grzmiączki: „preparowane jest to pod konkretne osoby”, „boli mnie, że musimy takie rzeczy głosować”, „sprawami kultury powinna zajmować się komisja społeczna”, „śmiać się czy płakać” – spuentował radny Grzmiączka.

W 15-osobowej Radzie Miasta mamy więc 6 komisji. Jest 6 przewodniczących (po 1 232,11zł), 6 wice (po 844,59zł) oraz Przewodniczący RM (1 987,27zł) i wice RM (1 232,11zł). Co miesiąc ich diety obciążają kieszenie Lidzbarczan na 15 679,58zł. Ładna sumka.

 Posted by at 9:54 pm