Sty 282014
 
os1

Anna Osowska podczas spotkania autorskiego

Autorka zaczęła pisać książkę w niezwykle trudnym momencie życia, jakim jest choroba nowotworowa; nie poddała się, przetrwała, by z podniesioną głową iść wciąż w stronę przyszłości. Cierpiąc po kolejnych dawkach chemii, spisywała wspomnienia, trudne decyzje, z myślą o nas, czytelnikach, by komuś w przyszłości ułatwić przejście tą jakże trudna drogą jak jest choroba. I można powiedzieć, ze zwyczajna kobieta opowiada o tym jak pokonała zwyczajną chorobę, jednak nie jest to ani zwykła kobieta, ani tym bardziej zwyczajna choroba, czego doświadczamy podczas podróży przez karty książki.

Książkę czyta się szybko, zbyt szybko, słowa, strony przelatują przez głowę niosąc wraz z sobą mnóstwo energii, wiary w lepsze jutro, w to, ze ono nadejdzie niezależnie od wszystkiego. Zwyczajna codzienność bohaterki jest naszą codziennością, zaplątaną w brak czasu, zakupy, zwykłe problemy, które dotyczą każdej z nas. Książkowa Ewa, jak i rzeczywista pani doktor jest kobietą pełną energii, czerpiącą z życia pełnymi garściami, niemal zachłannie, bez kompromisów i taryfy ulgowej. Mimo zmęczenia i drobnych dolegliwości wciąż gna do przodu, by pewnego dnia usłyszeć kilka słów, które zmienią wszystko. Jak radzi sobie z choroba lekarka, dla której ta druga strona biurka jest kompletna nowością i jak nagle zwolnic i stać się kimś zależnym od innych, słuchać jak posłuszny pacjent, dowiadujemy się wraz z Ewą przeżywając kolejny dzień, czerpiąc jej siłę, jej wiarę, i jej energię do życia. Na kartach książki autorka mówi o tym, co w życiu najważniejsze –rodzina, grono przyjaciół, radość życia i wiara w lepsze jutro – z tym nawet ciężką chorobę da się przeżyć i oswoić na tyle by dało się ja pokonać.

os3

os2

 Posted by at 11:28 pm
Sty 282014
 
MAJO3816 kopia

Budynek komunalny przy Wyszyńskiego 27

 

Redakcję NaszLidzbark zaniepokoiła informacja zamieszczona stronie internetowej pewnej gazety lokalnej, a dotycząca jak to napisano „pustostanu” przy ulicy Wyszyńskiego 27. Z notatki prasowej dowiadujemy się też o bohaterskiej postawie naszych funkcjonariuszy, którzy uratowali przed zamarznięciem dwoje bezdomnych koczujących w tym budynku – jak napisano „bez ogrzewania, okien i drzwi”. Przekaz medialny jak najbardziej pozytywny – tęgie mrozy, pustostan, brak ogrzewania, ludzie śpiący na podłodze – trzeba interweniować i ratować, brawa dla policjantów.

Wizja lokalna w budynku przy ulicy Wyszyńskiego 27.

Pierwsze co rzuca się w oczy to 3 anteny telewizyjne wystające ponad dach „pustostanu”.

Jest to pierwsza i jedna z najpewniejszych oznak, że budynek jest jednak zamieszały. Stan zewnętrzny opłakany, spod odpadającego tynku wystaje lekko już zmurszała czerwona cegła. Drzwi frontowe nie dają się domknąć, niektóre okna zastąpione dyktą lub płytą wiórową, rynny całe i wyglądają dobrze. W środku zastajemy „coś”, czego nie da się wyrazić słowami, na zdjęciach widać porażające warunki, w których przyszło mieszkać ludziom.

pokój gościnny

pokój gościnny

Budynek nie ma ogrzewania, nie jest też ocieplony. Zamarznięta na kamień umywalka i sedes nie budzą wątpliwości co do temperatury wewnątrz budynku. Mieszkańcy w swych klitkach MAJO3845 kopiadogrzewają się grzejnikami elektrycznymi, co tanie nie jest. Po wnętrzach budynku oprowadza mnie pan Leszek – jeden z mieszkańców. Mieszka on tam wraz z żoną w zagraconym do granic możliwości pokoiku. Wylicza on mieszkańców, pokazuje gdzie, kto mieszka i opowiada ich krótką historię. Mówi, że na stałe mieszka tutaj 6 osób, w tym kobiety. Utrzymuje się z dzięki pomocy MOPS-u i tego co znajdzie i sprzeda na złom. Marzy mu się jakaś praca i godziwe warunki życia. Rozmowę przerywa pojawienie się pracowników ABK, którzy od jakiegoś już czasu (z ostatnich informacji z dobrym skutkiem) starają się odmrozić rurę doprowadzającą zimną wodę do jednego z pomieszczeń. Woda, aby nie zamarzła ponownie, leje się z kranu całą dobę. Panowie z ABK przystąpili też do odmrożenia sedesu i umywalki, poprzez posypanie ich solą, na odchodne stwierdzili, „aby do wiosny”. Cóż z odmrażania sedesu, jeśli zamarznięte rury? Budynek wydaje się być godnym zainteresowania przez klub morsów, warunki wewnątrz iście arktyczne. Być może tak właśnie wygląda kompleksowe rozwiązanie gospodarki wodno-ściekowej w gminie Lidzbark Warmiński?

Umywalka dla morsów.

Umywalka dla morsów.

Oficjalnie budynek przy ulicy Wyszyńskiego 27 znajduje się w zasobach gminy Lidzbark Warmiński i jego administracją zajmuje się ABK. Miesiąc temu wyremontowano jedno z pomieszczeń dla przyszłego lokatora. Jak podaje prezes ABK pan Sławomir Krasowski oficjalnie zameldowanych w budynku jest aż 16 osób. Budynek powinien być rozebrany, ale obecnie nie ma co z tymi ludźmi zrobić i taki stan będzie trwał jeszcze bardzo długo. Prezes Krasowski nie wie jak rozwiązać problem nieludzkich warunków życia mieszkańców.

Opinia publiczna została poinformowana o pustostanie i dwóch osobach bezdomnych. Niestety mija się to z prawdą. Tam mieszkają prawdziwi ludzie, którzy potrzebują pomocy. Często są to osoby z problemami alkoholowymi, jednak nie wiadomo jakie (i czy w ogóle) działania podjęły wyznaczone do tego służby np. miejska komisja rozwiązywania problemów alkoholowych. Czy ktoś z członków komisji był w tym budynku, rozmawiał z ludźmi? Chętnie zapoznam się z raportami w tej sprawie.

Budynek przy Wyszyńskiego 27 stał się już niemal pomnikiem gospodarności władz naszego miasta i tego jak pomaga się ludziom w biedzie. Jak mówi pan prezes Krasowski „to wstyd dla miasta” i nie sposób się z tym zdaniem nie zgodzić. Tuż obok znajduje się budynek starostwa, gdzie lekką ręką wydawane są ogromne publiczne pieniądze, gdzie kupowany jest luksusowy samochód dla Starosty, jakby zapominając, że kilkaset metrów dalej ludzie przymierają głodem. Hańba.

MAJO3853 kopia MAJO3851 kopia MAJO3847 kopia MAJO3841 kopia MAJO3836 kopia MAJO3833 kopia MAJO3830 kopia MAJO3824 kopia MAJO3821 kopia MAJO3820 kopia

 Posted by at 3:46 pm
Sty 272014
 

Jak wyglądało życie codzienne w PRL-u?

PROJEKT EDUKACYJNY UCZNIÓW ZESPOŁU SZKÓŁ W KIWITACH

 

       Spore emocje, zaciekawienie i duża dawka wspomnień towarzyszyły gali wieńczącej projekt humanistyczny uczniów klas trzecich gimnazjum w Zespole Szkół w Kiwitach.  Trzecioklasiści przygotowali prezentacje multimedialne, muzyczne, plakaty, wystawki, scenki oraz poczęstunek. Atrakcji nie brakowało. 14 grup zadaniowych przedstawiło wytwory swojej pracy w projekcie: Jak wyglądało życie codzienne w PRL-u?Prezentacja była dla nauczycieli wspomnieniem czasów komunizmu, a dla uczniów ciekawą lekcją historii.   

 

        Realizacja projektu rozpoczęła się już w październiku 2013 roku, kiedy trzecioklasiści pod opieką pań: Edyty Wlazło i Bożeny Pelik – Ogonowskiej odwiedzili gdańską wystawę: „Drogi do wolności”. Informacji szukali też w internecie, prasie, rozmawiając z rodzicami, dziadkami, oglądając filmy czy przeszukując strychy i piwnice w poszukiwaniu charakterystycznych rzeczy z tamtego okresu. Słuchali tamtejszej muzyki, a nawet – gotowali.  Jakie zagadnienia zostały opracowane? Otóż takie jak: moda, przedmioty codziennego użytku, motoryzacja, wczasy, kinematografia, imieniny, święta, wczasy, propaganda, poczta, gastronomia, śluby, muzyka i szkoła.

Prowadzący imprezę uczniowie, Anna Langkau i Mariusz Perzanowski powitali wszystkich zgromadzonych gości: dyrekcję, nauczycieli oraz uczniów klas drugich i pierwszych. Zaczęto od prezentacji, która przybliżyła historię PRL-u: ważne daty, wydarzenia i postacie. Slajdy nawiązywały do represji, politycznych więźniów, ukazywały etapy walki o wolność i prawa obywatelskie sprzed 1980r., kolejne strajki, działalność Solidarności aż po stan wojenny w kraju.

Potem przed wyzwaniem stanęli wszyscy uczniowie i choć trema dawała o sobie znać wystąpili w scence imitującej kolejkę przed prymitywnym sklepem spożywczym – krajobraz tamtych siermiężnych czasów. A wszystko pokazali w obrazowy sposób: puste haki, ocet i musztarda na półkach, hasło: „Rzucili towar”!, które stawiało na nogi każdego obywatela. Bo wtedy towar się zdobywało, a nie spokojnie kupowało. Nie było gwarancji na zakup pożądanego produktu, stąd pytanie: A co jest? Widzowie mogli się dowiedzieć, czym były kartki, po co wybierano komitety kolejkowe, jaką rolę miał „stacz” i jaki ekskluzywne dobra można było nabyć komfortowo w Peweksie, jeśli się posiadało obcą walutę.

Następne grupy opowiadały ile lat trzeba było czekać na własny telefon i dlaczego mimo posiadania aparatu rozmowa nadal była sprawą problematyczną; jak trudno było zorganizować w czasach nieustającego kryzysu ślub i gdzie obywała się impreza weselna; jak świętowano imieniny w pracy i w gronie bliskich; jak wyglądało Boże Narodzenie; szkoła; wczasy; jak państwo propagandowymi hasłami „dbało” o lud pracujący; które auta stawiały właściciela w gronie wybrańców i na jakich zasadach był ich zakup; a także, jakie programy były emitowane w telewizji i czym była cenzura. Spore zaciekawienie wzbudziły uczennice zajmujące się tematem mody. Jak wynika z ich relacji Polki świetnie radziły sobie z brakami w sklepach odzieżowych. Szyły, dziergały i polowały na okazje. Każdy chciał mieć wtedy dzwony z Peweksu, ewentualnie z bazarku.  Dużo emocji zapewnił występ grupy zajmującej się – symbolem peerelowskiej taniej gastronomii – barem mlecznym. Uczniowie opowiadali o zaopatrzeniu, typowym jadłospisie i „czystości” na zapleczu. Publiczność mogła dosłownie zasmakować PRL- u, degustując pierogi ruskie, placki ziemniaczane, naleśniki i … zupę owocową. Kolejna z grup udowadniała, że nic nie oddaje absurdów PRL-u tak dobrze jak komedie. Sztućce w barze przykute łańcuchem, by nikt ich nie ukradł; niepokorni klienci fotografowani i za karę nieobsługiwani, cwaniactwo, fuszerka i picie w czasie pracy – jedna wielka metafora sytuacji. Dziewczyny cytowały najbardziej znane dialogi z filmów: Klient w krawacie jest mniej awanturujący się. Nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. Ja, ja tu mięso mam!

Na koniec zaprezentowano przedmioty, które przywołały na myśl stare czasy. Tranzystorowe radio, adapter „Unitra,” który wygrywał słynną „Annę Marię”, „Małgośkę” i „Płonącą stodołę”, płyty z muzyką, magnetofon, kartki grające, rzutnik Ania do wyświetlania bajek – takie peerelowskie kino domowe, ówczesne pieniądze, odznaczenia, kryształy i in. Pokrótce omówiono też tematy wywiadów przeprowadzonych wśród bliskich i odesłano zainteresowanych do ich całościowego przeczytania. Uczniowie młodszych roczników i nauczyciele chętnie zostali po prezentacji, chodząc do stoiska do stoiska. Oglądali, pytali, czytali i chwalili.

Po prezentacji dyrektor Zespołu, pani Irena Borsuk podziękowała za włożoną pracę zarówno uczniom, jak i nauczycielom zaangażowanym w projekt. Podzieliła się też wrażeniami  i uwagami z uczestnikami gali.

W opinii wielu obserwatorów taki projekt to świetny pomysł. Początkom pracy towarzyszyło wiele obaw, m.in. o  to czy uda się zaciekawić uczniów tą tematyką. Czy zaangażują się w pracę – mówili nauczyciele organizatorzy. Przekonaliśmy się jednak, iż uczniowie potrafią być twórczy i odpowiedzialni.

 

Patrycja Poniewierka

bar mleczny i propaganda (2) dzwony (2) papier toaletowy (2) poczta (2) propaganda (2) sklep (2)

 

 

 Posted by at 5:09 pm
Sty 262014
 
Wenglorz Volley - Wilczek Wilkasy

Wenglorz Volley – Wilczek Wilkasy

Wenglorz Volley kolejny raz pokazał, kto rządzi w 3 lidze siatkówki. W hali sportowej przy ulicy Polnej lidzbarska drużyna pokonała dzisiaj zawodników z Wilkowa 3:1. Pierwszego seta lidzbarczanie przegrali, dając drużynie gości złudną nadzieję na łatwe zwycięstwo w całym meczu;) Jednak kolejne 3 sety były wspaniałym popisem gry naszych zawodników. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie i jak zwykle przyciągnął komplet kibiców.

MAJO3814

Pamiątkowe zdjęcie drużyny Wenglorz Volley z kibicami.

Po skończonym meczu, zawodnicy Wenglorza w podzięce dla swoich kibiców zorganizowali wspólną sesję zdjęciową. Pani z lokalnej prasy zrobiła wszystkim pamiątkowe zdjęcie, które zapewne pojawi się w najbliższym czwartkowym wydaniu gazety. Sporą „niespodzianką” było pojawienie się pana Burmistrza wraz z przewodniczącym RM.

Redakcja NaszLidzbark od dawna wspiera drużynę Wenglorza poprzez relacje z meczu i zdjęcia. Po wpisaniu do wyszukiwarki „google” hasła „Wenglorz Volley” już 3 link odsyła do strony NaszLidzbark. Pozostała lokalna prasa słusznie znajduje się na dalszych miejscach w wyszukiwarce.

Kilka zdjęć z meczu jest TUTAJ. Zdjęcia w wysokiej rozdzielczości (do druku i bez znaku wodnego) dostępne po telefonicznym lub mailowym kontakcie.

 Posted by at 10:08 pm
Sty 252014
 
Lidzbarskie morsy nad Wielochowem

Lidzbarskie morsy nad Wielochowem

Są tacy ludzie, którzy cieszą się z nadejścia mrozów. Kiedy tylko znajdą jakiś zbiornik wodny skuty lodem zaraz ich tam pełno. Zdrowy rozsądek podpowiada, że wchodzenie w środku zimy do lodowatej wody może zakończyć się co najmniej zapaleniem płuc. To nieprawda twierdzi Zenon Ramotowski (Prezes Stowarzyszenia Klub Morsów Lidzbark Warmiński)  – kąpiele w lodowatej wodzie z odpowiednim przygotowaniem są świetną metodą na zachowanie zdrowia przez cały rok. Morsy nie chorują na grypę i inne typowe infekcje górnych dróg oddechowych.

25 stycznia grupa około 30 morsów i foczek (tak określa się panie) spotkała się nad jeziorem Wielochowskim, aby rozkoszować się kąpielą w bardzo lodowatej wodzie. Grubość lodu wynosiła ok. 20 cm, więc wejście na zamarzniętą taflę jezioro było całkowicie bezpieczne. Lód tej grubości bezpiecznie utrzymuje samochód osobowy. Po obowiązkowej rozgrzewce czas na kilkuminutową kąpiel. Niektórzy twardziele po wyjściu z wody nacierają się jeszcze zmrożonym śniegiem.Na zakończenie spotkania morsy i foczki ogrzewają się przy ognisku a wilczy apetyt zaspakajany jest pieczoną kiełbaską i gorącym napojem (może być wzmocniony, o ile nie kierowca).

Rzadko gdzie można spotkać się tak radosną i przyjazną atmosferą przy uprawianiu sportu jak właśnie wśród morsów i foczek. Prezes Ramotowski zaprasza wszystkich odważnych do kąpieli w każdą sobotę o godzinie 13-tej nad jeziorem Wielochowskim.

Dodatkową atrakcją jest wyjątkowo gładka tafla lodu. Można komfortowo i bezpiecznie jeździć na łyżwach. Miejsca w bród i za darmo całą dobę.

Poniżej opinia lekarza na temat zimowych kąpieli:

Ludzie, którzy uprawiają ten sport, najpierw rozgrzewają się intensywnymi ćwiczeniami i potem zanurzają na kilka minut w lodowatej wodzie. To silny bodziec termiczny, w wyniku którego dochodzi do skurczu powierzchownych naczyń krwionośnych. Krew wycofuje się do naczyń położonych głębiej, poprawiając krążenie w wewnętrznych narządach i tkankach organizmu. Po wyjściu z wody i ponownej rozgrzewce, już w normalnej temperaturze, dochodzi do reakcji odwrotnej – silnego ukrwienia skóry (staje się mocno zaczerwieniona), stawów skokowych, kolanowych, kończyn górnych. W ten sposób poprawia się ich odżywienie i regeneracja. Zimowe kąpiele działają więc silnie bodźcowo, wzmacniając odporność organizmu na chłód i wirusy. To prawda, że morsy bardzo rzadko zapadają na przeziębienia, czy grypę. Takiej zaprawy mogą próbować tylko osoby w młodszym wieku i zdrowe, które nie chorują na serce czy inne choroby układu krążenia. Starsi tylko wówczas, gdy są w morsowaniu dobrze zaprawieni. Nie może przeciętny człowiek, ot tak sobie z marszu wskoczyć do lodowatej wody, bo szok termiczny i zapalenie płuc gotowe.

Kilka zdjęć TUTAJ Poniżej materiał wideo  (HD)

 Posted by at 11:52 pm