Sty 312013
 

Darmowy prysznic przy ul Poniatowskiego

Osobom które nie mogą doczekać się końca budowy term warmińskich, lokalne władze zafundowały już teraz bezpłatną kąpiel w lidzbarskich wodach zdrojowych. Niektórym ten pomysł jednak się nie spodobał i osoba uszczęśliwiona kontaktem z dużą ilością wody wydawała taki nieartykułowany dźwięk, coś jakby „ kuwrwrwa nać”, jednak prawdziwego znaczenia tych słów do końca nie udało mi się poznać. Punkty dystrybucji wód termalnych regularnie umieszcza się na ulicy Orneckiej, Poniatowskiego w okolicy parkingu przed sklepem „Cezar”, jak też w okolicach skrzyżowania ulic Piłsudskiego i Poniatowskiego.

[flowplayer src=’http://www.naszlidzbark.pl/wp-content/uploads/2013/01/ter.flv’ splash=’http://www.naszlidzbark.pl/wp-content/uploads/2013/01/vlcsnap-2013-01-31-22h06m44s9.png’]Cały ten szum wokół kompleksowego rozwiązania gospodarki wodno-ściekowej jest guzik warty, skoro regularnie, podczas każdego deszczu ludzie są narażani na kontakt ze ścianą wody, jaka powstaje podczas ruchu samochodowego w wymienionych wyżej miejscach. Tak dzieje się od lat, odkąd sięgam pamięcią. Może drożność studzienek kanalizacyjnych i ich rozmieszczenie to zbyt duże wyzwanie inżynieryjne dla naszych władz, przecież firma odpowiedzialna za taki stan rzeczy należy do Urzędu Miasta. Sprawą niezmiernie istotną jest zmiana sposobu myślenia pewnych ludzi, dla których zamknięcie części jezdni na skrzyżowaniu podczas godzin szczytu jest sprawą bardzo prostą i bezproblemową. Idąc tym tokiem myślenia, należy zamknąć podejrzane ulice podczas deszczu, a dziury w jezdni oznakować i wprowadzić ruch wahadłowy. Jakoś to będzie.

Lidzbarska metoda rozwiązywania problemów kanalizacyjnych.

Przejście dla odważnych pieszych okolice skrzyżowania ul Poniatowskiego i Piłsudskiego

 Posted by at 10:09 pm
Sty 312013
 

Pozytywne opnie dotyczące tej strony są dla mnie bardzo budujące. Zapewne nie uda mi się w pojedynkę stworzyć dobrej strony internetowej, która zajmowałaby się sprawami lokalnymi z jednoczesnym braniem pod uwagę spraw ogólnokrajowych. Jeden człowiek nie jest w stanie ogarnąć tego wszystkiego. Nie umiem pisać felietonów, moje teksty przeważnie nie są najwyższych lotów, cóż przyznaję, piszę tak, aby zrozumieli wszyscy. Dlatego jeśli komuś podoba się idea rozwoju niezależnej strony internetowej, nie usłużnej władzy lokalnej to serdecznie zapraszam do współtworzenia treści na naszlidzbark.pl. Zapraszam redaktorów do współpracy, osoby umiejące napisać krótki artykuł, czy też esej filozoficzny dotyczący naszych lidzbarskich spraw. Można władzy patrzeć na ręce i jednocześnie nie bać się ich, od tego są właśnie wolne media, do których z całą pewnością można zaliczyć tę stronę. Świetną sprawą jest przełamanie monopolu lokalnej prasy, stworzenie serwisu piszącego o naprawdę trudnych sprawach i zgodnie z prawdą. Zapraszam do współpracy webmasterów w celu nadania odpowiedniej funkcjonalności tej stronie jak też podniesienia jej walorów estetycznych. Za jakiś czas możemy być ikoną wolnej prasy i wzorem do naśladowania dla innych skorumpowanych ideologicznie miast. Kontakt do mnie znajduje się na dole strony po prawej stronie. Z nadzieją współpracy przystępuję do pisania następnego artykuliku.

 Posted by at 8:39 pm
Sty 302013
 

Tragiczny w skutkach pożar domu w Lidzbarku Warmińskim

Zapewne wszyscy mieszkańcy Lidzbarka Warmińskiego znali choć z widzenia pewną kobietę mieszkającą przy ulicy Orneckiej, tuż przy jednostce wojskowej. Znana była z miłości do zwierząt i trunków niekoniecznie bezalkoholowych. W środowisku, znana jako „Wandzia”, często można było ją spotkać w towarzystwie dużego czarnego psa. Odkąd pamiętam, osoba ta należała do awangardy towarzyskiej naszego miasta, kochała ludzi na swój sposób, ale prawdziwą jej miłością były zwierzęta. Na ich uczuciach nie można się zawieść, nie zdradzą człowieka.

Dzisiejszego popołudnia, pani Wanda zginęła w pożarze, jaki strawił jej dom. Pierwsze jednostki straży pożarnej przybyły na ul Ornecką około 17:30, niestety w trawionym ogniem budynku odnaleziono częściowo zwęglone zwłoki tej pani. Na ratunek było zdecydowanie za późno.

Teraz jeszcze za wcześnie, aby ustalić przyczyny pożaru, czynności prowadzi prokuratura, biegli. Można tylko zastanowić się nad smutnym losem samotnej osoby, jaki tragiczny splot wydarzeń mógł doprowadzić do jej śmierci. Czy instytucje, odpowiedzialne za pomoc osobom ze środowiska pani Wandy, zrobiły wszystko, aby zadbać o warunki mieszkalne i bezpieczeństwo tej osoby.

[flowplayer src=’http://www.naszlidzbark.pl/wp-content/uploads/2013/01/IMGP0233.AVI.flv’ splash=’http://www.naszlidzbark.pl/wp-content/uploads/2013/01/vlcsnap-2013-01-30-21h47m14s255.png’]Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie cierpienia osoby, która ginie w płomieniach. Jest mi bardzo smutno.

Kilka zdjęć z akcji gaśniczej jest TUTAJ

 Posted by at 9:35 pm
Sty 292013
 

Warto przypomnieć, że 24 lutego odbędą się wybory uzupełniające do Rady Miasta Lidzbarka Warmińskiego. Próżno szukać takich informacji w tubie propagandowej UM. Tym razem parcie na stołek w Urzędzie Miejskim wykazały 4 osoby:

Andrzej Kącki, lat 63, KWW Andrzeja Kąckiego, lista nr 1

Henryk Malewicz, lat 68, KWW WARMIA NASZA MAŁA OJCZYZNA, lista nr 2

Andrzej Dryzelenko, lat 33, KWW NASZE MIASTO, lista nr 3

Tomasz Naumczyk, lat 31, KWW Tomasza Naumczyka, lista nr 4

 

Lokalem wyborczym będzie budynek Urzędu Miasta, a dokładnie znajdująca się w nim sala konferencyjna. Przewodniczącym komisji wyborczej została Katarzyna Radulewicz. Mam nadzieję, iż kandydujący w wyborach mają czyste sumienie wobec swych bliźnich, tak aby nie powtórzyła się kompromitacja z byłym już radnym Tadeuszem B. Przynajmniej dwóch kandydatów jest w odpowiednim wieku, aby złożyć oświadczenie lustracyjne. Połowa z kandydujących była już radnymi w UM, wszyscy startowali już wcześniej w wyborach samorządowych, więc doświadczenie mają. Nie wygłaszam opinii na ich temat tutaj, mam nadzieję odnaleźć je w komentarzach czytelników.

Może wprowadzić taką małą sondę, który z nich ma największą szansę na zwycięstwo?

 Posted by at 2:23 pm
Sty 282013
 

Zawsze byłem ciekawy świata, tego jak działa i z czego jest zbudowany. Interesowała mnie technologia, inżynieria i odkrywanie nieznanego. Ludzie o podobnych postępowych poglądach organizują się, aby wspólnie sięgnąć dalej niż w pojedynkę. Prawie 125 lat temu w USA, grupka ciekawskich świata ludzi założyło towarzystwo o nazwie „National Geographic”. Po ponad wieku istnienia, organizacja rozrosła się znacznie, a swym zasięgiem obejmuje cały świat. Obecnie towarzystwo posiada własne kanały telewizyjne, wydaje czasopisma, sponsoruje liczne wyprawy naukowe. Ogłaszane przez „National Geographic” konkursy fotograficzne i przyrodnicze są najbardziej prestiżowymi na świecie, a ich laureaci stają się przez to uznanymi osobowościami, podobnie jak laureaci nagrody im. Alfreda Nobla. Popularność tej organizacji na całym świecie bierze się z rzetelności i uczciwości w opisywaniu świata, krzewieniu nauki i techniki, jednocześnie nie zapominając o historii i o roli człowieka we wszechświecie. Uczy pokory wobec sił natury jednocześnie poznając mechanizmy jej działania.
Odkąd pamiętam, zawsze lubiłem oglądać kanał TV z logo „National Geographic”, żadna polska produkcja telewizyjna nawet nie zbliża się poziomem do ich programów. Nieudolne próby naśladownictwa, szybko schodzą z anteny, nasi rodacy po prostu nie umieją produkować ciekawej telewizji, wolą ciągłe jałowe dyskusje o samych sobie. Szczególnie interesującym programem nadawanym na NG jest seria „Katastrofy Lotnicze”. Autorzy w sposób arcyciekawy pokazują w nim przyczyny katastrof lotniczych. W programie odtwarzane są sceny z wnętrza samolotu, ostatnie chwile przed katastrofą i to, co dzieje się tuż po niej. Potem przedstawiane są etapy śledztwa i jego rezultaty. Wszystko to oprawione znakomitymi zdjęciami, montażem i muzyką, przyciąga widza i zmusza do myślenia.
Byłem bardzo zaskoczony, kiedy okazało się, że towarzystwo NG zdecydowało się na wyprodukowanie i emisję odcinka o katastrofie smoleńskiej. Miałem wrażenie, że tak wielka i szanująca się telewizja, będzie trzymała się z daleka od tego cuchnącego szamba. Okazało się jednak, że sprawa śmierdzi, ale tylko w Polsce. Na świecie postrzega się katastrofę tego konkretnego samolotu jak każdą inną i nikt nie robi z tego szczególnej sensacji. Tak pokazano te tragiczne kwietniowe wydarzenia jakimi one naprawdę były, opierając się na rzetelnych informacjach i niepodważalnych faktach.
Zderzenie obiektywnego obrazu katastrofy z wyobrażeniami przeciętnego Polaka-katolika może wywołać szok u tego drugiego. Pokazanie ewidentnej winy pilotów, którzy doprowadzili do rozbicia samolotu, godzi w misternie kreowany obraz zamachu bombowego. Tyle wysiłku w ogłupienie milionów ludzi, a tu jakaś tam amerykańska telewizja podważa słowa wielebnej trójcy świętej w osobach Jarosława, Antoniego i Tadeusza. Aż nie sposób nie zacytować pewnej kwestii „jest prawda czasu i prawda ekranu” (film „Miś”).
Z niepokojem śledziłem każdą sekundę programu, czy aby NG nie wspomni o trotylu i rosyjskich służbach specjalnych, na szczęście nic takiego nie nastąpiło. Co gorsze mogliby pokazać samego Macierewicza, lecz tutaj nie chcieli robić konkurencji dla Animal Planet, ci od dawna mają chrapkę na program o nim. Słyszałem też o propozycjach stacji Discovery wobec Antoniego, miałby być bohaterem serii „Moja szokująca historia”.
Świat przechodzi do porządku dziennego po takim wydarzeniu, co roku jakiś samolot gdzieś w świecie ulega katastrofie. Jednak nikt nie robi z takiego wydarzenia religii, nikt nie ośmiesza się wysuwając chore teorie spiskowe. Należą się wielkie słowa uznania niezależnej stacji NG, że pokazała wydarzenia z 10 kwietnia w sposób rzeczowy, obiektywny i wskazała bez strachu bezpośrednich winnych śmierci polskich dyplomatów. Program nie ośmieszył Polski, nie pokazał ciemnogrodu jaki tutaj panuje, chwała im za to. Główny oszołom smoleński – Macierewicz, chce wraz z grupką fanatyków pozwać kanał NG, za emisję tego programu. Umieram z ciekawości, jakich argumentów użyje we wniosku, skarżąc amerykańską stację TV. Być może zapach szamba poczują też obywatele za oceanem, będą się zastanawiać co lub kto tak śmierdzi. Podsumowując, kanał „National Geographic” stanął na wysokości zadania, emitując ten program. Nie obyło się bez drobnych wpadek realizatorskich jak i emisyjnych. Premiera programu nie była przerywana reklamami, co jest zastanawiające w tym przypadku. Bano się odwrotnego efektu reklamy?
Zastanawia mnie też tak wielkie ciśnienie, aby odzyskać wrak samolotu. Po co on komu potrzebny? Z technicznego punktu widzenia, to kupa złomu, absolutnie bez żadnej wartości dowodowej w śledztwie. Z drugiej strony, kilkanaście ton żelastwa, to znakomity interes, szczególnie o takim pochodzeniu. Można też złożyć szczątki maszyny w grobowcu na Wawelu, jednak obawiam się, że ocalałe podwozie nie wejdzie. Nie mam żadnych wątpliwości, że poszczególne elementy samolotu staną się relikwiami, niektóre będą leczyły wzrok, inne słuch, lecz zdrowia psychicznego nikomu z modlących się o ich powrót nie zwrócą. Prawdopodobnym stanie się realizacja programu w TV Trwam „jak łopatka lewego silnika przywróciła do zdrowia nieuleczalnie chorego”. Dobrym pomysłem byłoby też rozprowadzenie poszczególnych elementów do parafii w całym kraju, tak aby każda miała co najmniej kilogram cudownego tupolewa u siebie. Potem już tylko modły, cuda i beatyfikacja luku bagażowego i drzwi kabiny. Trzeba iść z postępem, a kościół musi się reformować. Dziwnym jest, że nie nadaje się jeszcze nazw ulic typu ul. Tupolewa 154M, lub patronem szkoły nie zostanie barometryczny wskaźnik wysokości. Jaki naród takie relikwie. Teraz idę się pomodlić… Tupolewie nasz, któryś jest w smoleńsku…

 Posted by at 10:40 pm