Lis 282012
 

Głosowanie nad uchwałą wygaszającą mandat Tadeusza Buchowskiego

Obrady XXXIII Sesji Rady Miejskiej miały charakter symboliczny, ze względu na swój numerek nawet biblijny. Otóż w punkcie 6 porządku obrad, radni jednomyślnie wyrazili swoje poparcie dla wniosku złożonego przez Tadeusza Buchowskiego, który zawiera zrzeczenie się mandatu radnego. Zdjęcie przedstawia dokładnie to głosowanie. Sam zainteresowany nie uczestniczył w obradach, zapewne miał inne plany na to popołudnie, lub też był inny, nieznany mi powód. W głosowaniu uczestniczyło 14 radnych i wszyscy podnieśli rękę na „tak”. Bez emocji i zbędnej dyskusji. Wydaje się, że decyzja Buchowskiego o rezygnacji z funkcji radnego, ma związek z wyrokiem Sądu Okręgowego w Olsztynie, stwierdzającego, że ów radny minął się z prawdą składając oświadczenie lustracyjne. Ujmując to prościej, skłamał w dokumentach i teraz nie czekając na decyzję Rady Miasta, czy Wojewody o wygaśnięciu mandatu, sam zrezygnował fotela radnego. Zastanawiam się, pod jaki paragraf kodeksu prawa, podlega takie kłamstwo? Sprawował przez wiele lat funkcję publiczną, której pełnić zgodnie z prawem nie mógł, w dodatku był tego świadomy. Pobierał wynagrodzenie w postaci diety radnego jak też inne wynagrodzenie związane z pełnieniem swojej funkcji. Czy aby nie było to wyłudzenie publicznych pieniędzy i czy nie powinien tym się zainteresować prokurator?

Nie będę rozważał przeszłości tego człowieka, tego czy jego współpraca z SB przyniosła komuś krzywdę nie ma tu żadnego znaczenia. Złamał obowiązujące prawo i powinien ponieść konsekwencje. O jego agenturalnej przeszłości, czytelnicy tej strony dowiedzą się, kiedy otrzymam materiały z IPN-u. Wtedy szerzej omówię działalność pana Tadeusza B. w środowisku lekarzy, opierając się na dokumentach, a nie plotkach. Co bystrzejsi z pewnością zauważyli, że Sąd Okręgowy ogłosił wyrok 7 listopada, zaś wniosek o rezygnację z pełnienia funkcji radnego pan

Rezygnacja z funkcji radnego.

Buchowski napisał 12 listopada, czyli w 5 dni po ogłoszeniu decyzji sądu. Tym samym wiedział on, że odwoływanie się od wyroku jest niecelowe, przyłapano go więc jak ucznia na gorącym uczynku. Zamieszczam też pismo skierowane do przewodniczącego Rady Miasta, zawierające rezygnację Buchowskiego.

Tym samym od tej chwili zaczął tykać zegar, odliczający czas do wyborów uzupełniających na wolny wakat w Urzędzie Miasta. Wojewoda ogłosi termin wyborów pewnie po nowym roku już, ale kampanię wyborczą czas zacząć już dzisiaj. Umarł król, niech żyje król – można stwierdzić, mam nadzieję, że następca będzie uczciwym człowiekiem i nie będzie wywodził się z klanu lidzbarskiej sitwy, która od lat rozdaje etaty znajomym i rodzinie. Tym samym mając w nosie nas – mieszkańców, których jak dowiadujemy się z urzędu statystycznego co roku ubywa. W Lidzbarku i Bartoszycach mamy ujemny przyrost naturalny, dwa miasta w całym województwie. To daje troszkę do myślenia.

XXXIII sesja miała spokojny przebieg, trwała 46 minut, odbyło się 17 głosowań, w których 16 było jednomyślnych, dwóch radnych wstrzymał się od głosu w sprawie zwrotu bonifikaty udzielonej z tytułu nabycia lokalu mieszkalnego. Kiedyś jeszcze do tego tematu wrócę, bo ciekawy. Pan Wajs po raz kolejny nie zaszczycił nas swoją obecnością. Widać, ma ważniejsze sprawy na głowie niż tam jakaś praca w Urzędzie Miasta. Jako prezes rady nadzorczej dużej firmy z Olsztyna i lekarz w tutejszym szpitalu, nie ma co sobie zaprzątać głowy sprawami mieszkańców. W końcu wymrą i Lidzbark opustoszeje, trzeba więc pielęgnować nowe etaty w Olsztynie, pan Harhaj poszedł przykładem burmistrza i też już ma posadkę w radzie nadzorczej jednej z firm w Olsztynie. Uciekają nam decydenci, może czują, ze okręt już tonie?

Same interpelacje radnych nie dotyczyły spraw fundamentalnych dla Lidzbarka, ot takie niewinne pytanie „kiedy podczas deszczu będzie można spokojnie przejść ulicą Bartoszycką na wysokości szpitala i nie być ochlapanym przez przejeżdżające samochody?”. Pani Jaskólska przypomniała o swoim pomyśle na stypendium dla artystów, komisja sporządziła już regulamin przyznawania dotacji, ale Żelichowski zbył pytającą, stwierdzeniem, że nie ma kasy na takie fanaberie (w domyśle pierdoły), jak też czasu na to.

Wielu ludzi zwraca się do mnie, chcą mnie informować o różnych przekrętach w Lidzbarku, łapówkach i ustawianiu przetargów. O tym jak władza załatwia swoje prywatne interesy kosztem publicznych pieniędzy. Jednak boją się podawać konkrety, szczegóły, nie chcą stracić pracy, nie chcą aby rodzina straciła pracę, po tym jak się władza dowie kto to napisał. Oświadczam, że jedynie sąd, prawomocnym wyrokiem zmusi mnie do podania IP piszącego artykuł. Tak więc zachęcam do pisania własnych artykułów na łamach tej strony. Być może z czasem powstanie sensowna opozycja, skupiająca się właśnie dzięki naszlidzbark.pl

Zamieszczam też jako ciekawostkę, Sprawozdanie Burmistrza Lidzbarka Warmińskiego z działalności w okresie od 26 października 2012 roku do listopada 2012 roku. Zeskanowałem, można pooglądać, lub nawet poczytać (dla hardcorowców).

 

.

 

 Posted by at 10:57 pm
Lis 282012
 

W małym Lidzbarku na Warmii w listopadzie zdarzyła się Październikowa Rewolucja Teatralna. Na co dzień miasteczko jest senne i nudne, z pozoru banalne w swej prostocie i niesamowicie podobne do wielu innych małych miejscowości. Jak wszędzie są tu ulice, chodniki, parki i mury.  A za murami i na ulicach są LUDZIE. I to właśnie w tych ludziach tkwi siła i moc, bo miasteczko, tylko pozornie jest zwyczajne. Bardziej uważny obserwator znajdzie tu wszystko to, co ludziom do szczęścia potrzebne i nawet nieco więcej –opłaca się więc tu żyć i rozwijać się. Tę pozorna nudę pracowicie i skutecznie rozwiewa Stowarzyszenie Miej Marzenia. Tym razem ich Teatr Jak Marzenie zaprosił nas na rewolucję. Teatralną. Przez dwa popołudnia my, jako widzowie mogliśmy obcować ze Sztuką Wyjątkową. Wyjątkową, dlatego że wykonana przez naszych znajomych, rodzinę, kolegów. Wyreżyserowana również przez znaną i lubianą Jasię Tomaszewską. I to wszystko złożone razem daje nam efekt w postaci gromkich braw na koniec spektaklu. Znaczy: podobało się.

Pierwszy wieczór to Gombrowicz i Bardijewski. Jakże różni od siebie i jak genialnie opowiedziani przez Jasię i jej aktorów. Prosta scenografia nie zakłócała odbioru i pozwalała na popuszczenie wodzów wyobraźni, co potęgowało magię wieczoru i zapewniało maksimum pozytywnych wrażeń. Gombrowicz zabawny, groteskowo ukazujący wady i zalety społeczeństwa, w którym żyjemy, traktujący świat z przymrużeniem oka.  „Lalki, moje ciche siostry” Bardijewskiego to studium człowieka, jego myśli, uczuć, marzeń. Opowieść o samotnej kobiecie, dla której całym światem są lalki, jej całe życie, zarazem smutne i radosne, pełne wyimaginowanych zdarzeń i jej wiara w to, co można zdziałać siłą umysłu. Trzy fragmenty, dwa światy, doskonale znane, jakby zza ściany, od sąsiadów. Każdy z nas zna kogoś podobnego do postaci ze sceny. Tu w naszym małym sennym miasteczku spotykamy takich ludzi codziennie, mijamy ich w porannej kolejce po bułki i gazetę, a zdarza się, że to właśnie nas los obdarzył taką osobowością.

Dzień drugi w całości poświęcony „Pocztówkom z Grecji” w mistrzowskim wykonaniu Gosi Żamejć. Sama na scenie wśród kilku rekwizytów przeniosła nas na godzinę w zupełnie inny świat, pokazała nam kobietę targaną uczuciami, emocjami, która zaczyna podejmować decyzje zmieniające jej życie na lepsze. Oswaja swoje lęki i obawy i wzorem Małego Księcia staje się za nie odpowiedzialna, co wychodzi jej tylko na dobre. Zabawna urlopowa przygoda, która ostatecznie spowodowała, że główna bohaterka przejęła stery życia w swe dłonie i wypłynęła na spokojne wody szczęśliwości.

Dwa wieczory upłynęły spokojnie, kulturalnie, miło. Aż żal, że takie spotkania nie odbywają się co miesiąc, byłoby to takie małomiasteczkowe lekarstwo na szarą codzienność. To ważne, by w codziennych zmaganiach z trudnościami znaleźć czas na odrobinę luksusu, jakim była Październikowa Rewolucja Teatralna.

W Rewolucji Teatralnej udział wzięli: charyzmatyczna przewodnicząca Stowarzyszenia, małe senne miasteczko (bo takie są najlepsze), LUDZIE o gorących sercach i zawsze chętni, by zrobić COŚ i mieszkańcy czyli ci, dla których można to robić. My w naszym małym Lidzbarku mamy to wszystko i nie zamierzamy nikomu oddać.

Recepta na sukces: wystarczy mieć marzenie, i odrobinę odwagi by je spełnić.

Zdjęcia są TUTAJ

 Posted by at 10:21 pm
Lis 282012
 

Drużyna koszykarek ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Lidzbarku Warmińskim.

Drużyna ze Szkoły Podstawowej nr 3 zajęła pierwsze miejsce w Mistrzostwach Rejonu II Szkół Podstawowych w koszykówce dziewcząt. Młode koszykarki nie dały szans drużynie gości z Biedaszek i tym samym zakwalifikowały się do mistrzostw wojewódzkich, które odbędą się w lutym przyszłego roku. Drugie miejsce zajęły zawodniczki ze Szkoły Podstawowej nr 4, które także pokonały drużynę z Biedaszek i awansowały do dalszych rozgrywek. Mam nadzieję, iż zwycięska drużyna, trenowana przez Marka Jachurę będzie najlepszą drużyną w województwie. Tym bardziej się cieszę ze zwycięstwa „trójki”, gdyż jestem jej absolwentem i miło wspominam dawne lata nauki w niej. Jedną z zawodniczej zwycięskiej drużyny jest moja córka, jestem z niej bardzo dumny.

Kilka fotek jest TUTAJ

 Posted by at 8:25 pm
Lis 262012
 

Dzień Misia w Przedszkolu „KUBUŚ” (kliknij aby powiększyć)

Międzynarodowy Dzień Misia w Przedszkolu Kubuś obchodziliśmy  w tym roku wyjątkowo uroczyście. Odbyło się bowiem I Wielkie Misiowe Zgromadzenie. Misie obradowały dziś nad dwoma poważnymi tematami. Punkt pierwszy obrad dotyczył dzieci, które należało pasować na przedszkolaka, punkt drugi zaś przyjęcia kolejnych członków w poczet Przyjaciół Pluszowego Misia.

Dzieci z samego rana przybyły z misiami. Każde dziecko wchodzące do sali w ramionach ściskało ulubionego pluszaka, pokazywały sobie nawzajem i opowiadały o misiowych przygodach.  Po południu, gdy nadeszli rodzice zaczęła się główna część uroczystości.  By pokazać misiowemu zgromadzeniu, że zasługują na tytuły Przedszkolaka i Przyjaciela Pluszowego Misia dzieciaki dzielnie wykonywały wszystkie trudne zadania przygotowane przez niedźwiedzie. Śpiewały piosenki, skakały przez przeszkody, czołgały się z misiami pod skakanką, zamieniały się nawet w pająki, a wszystko z uśmiechem na ustach. Oczywiście, w trakcie wykonywania zadań młodzi ludzie mieli czas na bieganie po sali i wykonywanie wielu innych bardzo niepotrzebnych czynności, ale w tak ważnej chwili można przymknąć nieco oko na drobne nieścisłości (trudno przecież uwierzyć, że w takiej chwili dzieci będą stały grzecznie)

Ostatecznie Zgromadzeni ustaliło, iż dzieci zasługują na miano Przedszkolaka, i dumne oraz blade zostały pasowane przez panią dyrektor wielkim żółtym ołówkiem. Kolejną decyzją misiów było przyjęcie wszystkich dzieci do grona Przyjaciół Pluszowego Misia, co spowodowało jeszcze szersze uśmiechy na małych buziach.

Jestem niezmiernie dumna i szczęśliwa, ponieważ na dzisiejszej uroczystości każde dziecko miało swojego gościa.  Dziękuję wam za to, że zdołaliście znaleźć wolny czas by na chwilę zajść do przedszkola i zaszczycić nas swoją obecnością.

Kilka zdjęć jest T U T A J

 Posted by at 8:33 pm
Lis 252012
 

Cytuję w całości pewien ciekawy tekst.

„W jednym z wywiadów bp. Pieronek stwierdził, że Konkordat jest jednym z najważniejszych osiągnięć Polski po transformacji ustrojowej, że umowa ta, to wielka korzyść dla naszego kraju. Jednakże pominął już kwestię, że podpisanie konkordatu przez odwołany rząd moralnie „nie uchodzi”. Biskup pominął też, że konkordat znacznie obciąża finansowo biedne państwo. Pominął także fakt, że Kościół odzyskał z wielką nawiązka ziemie zabrane po wojnie, a mimo to nadal pobiera za nie pieniądze ze Skarbu Państwa (geneza Funduszu Kościelnego). Biskup pomija cały kontekst historyczny stosunków Kościoła w Polsce z Polską. Czy według biskupa Pieronka dalej wymienieni biskupi (i nie tylko) to były okazy patriotyzmu, czy zdrady: Szczepanowski, Muskata, Kordecki, Radziejowski, Massalski, Kossakowski, Poniatowski, Feliński, Kaczmarek, Adamski, Sokołowski.

Jeśli chodzi o edukację religijną, biskup pominął fakt, że religię wprowadzano do szkół łamiąc prawo. Kościół obiecywał naukę religii za darmo, ale po kilku latach jednak wystąpił o kasę, dzięki czemu stworzyła się taka sytuacja, że Kościół prowadzi swoją indoktrynację, a państwo mu jeszcze za to płaci. Łatwo obliczyć, ile kosztuje Polaków nauka tego zbędnego przedmiotu. Koszt zorganizowania tylko jednej lekcji w tygodniu wynosi rocznie w skali całego kraju aż 750 milionów złotych. Pensje zatrudnionych w szkołach 30 tysięcy nauczycieli religii kosztują przeciętnie budżet aż 1 miliard 80 milionów złotych rocznie! Jednak jak widać na religię się w Polsce pieniędzy nie żałuje. Oszczędza się za to na nauce etyki. Dyrektorzy szkół z reguły odmawiają zatrudniania nauczycieli tego przedmiotu i w Polsce pracuje ich zaledwie kilkuset. Nic nie zmienia tu fakt, że podręczniki etyki napisane są również przez duchownych katolickich.

Religia w szkole i przedszkolu jest jednym z fundamentów państwa wyznaniowego. Nauczanie jej, zwłaszcza w przedszkolu i niższych klasach, jest de facto przymusowe, gdyż nie uczęszczanie przez dziecko (zwłaszcza dziecko niewierzących rodziców) na te zajęcia oznacza dla niego napiętnowanie. Nie ma bardziej wymownego przejawu dominacji ideologicznej katolicyzmu w demokratycznej Polsce i uzależnienia państwa polskiego od ideologii katolickiej, niż przymus skierowany do małych dzieci. Określenie tego stanu rzeczy jako „naruszenie zasady świeckości państwa” byłoby niestosownym eufemizmem.

Co dała nauka religii katolickiej w szkołach? Można uczciwie stwierdzić, że dała efekty dokładnie przeciwne, niż oczekiwane. Nie zahamowała demoralizacji polskiej młodzieży szkolnej, nie powstrzymała narkomanii ani alkoholizmu. Liczba przestępstw, osób uzależnionych i samobójstw wśród nieletnich wykazuje od 1990 r. stałą tendencję wzrostową i nic nie wskazuje na zmiany. Patrząc na oficjalne statystyki nie zauważamy niestety żadnych pozytywnych skutków nauczania religii, a nawet wręcz przeciwnie. Ze statystyk wyłania się przygnębiający obraz postępującej demoralizacji i frustracji polskich nieletnich.
A może katoliccy duchowni są jednak wzorcem moralnym dla polskiej młodzieży? Patrząc na niektórych z nich – trudno w to uwierzyć. Wielu najwyższych duchownych daje przykłady cynizmu, karierowiczostwa i chciwości. Katolicyzm uczy, że każdy grzech można odpuścić przy pomocy duchownych, oczywiście – za odpowiednią opłatą. Boga traktuje się jak przekupnego urzędnika, którego można kupić natręctwem, lizusostwem lub łapówką. Przegrani są tylko biedni albo naiwni.

Jednocześnie katolicyzm powierzchownie naśladuje inne religie: ciągle zmienia doktrynę, naśladuje nie tylko prawosławie (np. kult ikony Matki Boskiej Częstochowskiej), protestantyzm (np. zakaz handlu w niedziele), ale nawet ekologię, szamanizm i ruch New Age (np. ekstatyczne tańce w lnianych giezłach i bicie w bębny na Lednicy) oraz tak zwane „sekty destrukcyjne” (np. bezkrytyczny kult duchowego przywódcy – papieża, rozwój dewocyjnych organizacji o strukturze totalitarnej – Focolare, Opus Dei, itp.). Katolicyzm przypomina moralnego i doktrynalnego kameleona. Nie można oczekiwać, że taki relatywizm doktrynalny i moralny da młodzieży podstawy do budowania stabilnej i odpornej osobowości.

Od każdego nauczanego w szkole przedmiotu oczekuje się konkretnych efektów: matematyka pomaga nauczyć się liczenia, język polski-poprawnego pisania, mówienia i czytania. Religia miała dać młodzieży przynajmniej minimalne podstawy moralne. Niestety nie dała, a nawet wręcz przeciwnie – przyczyniła się do postępującej demoralizacji nieletnich.

Z pieniędzy podatników utrzymuje się w Polsce tysiące katechetów, których działalność daje efekty dokładnie odwrotne od zamierzonych. Logicznym wnioskiem powinna być natychmiastowa likwidacja religii jako zbędnego, a nawet szkodliwego przedmiotu nauczania. Byłoby to jednak oczekiwaniem logiki tam, gdzie jej nigdy nie było i nie ma.

Każdego rozlicza się w Polsce z rezultatów jego pracy. Istnieje tylko jeden wyjątek – Kościół katolicki. On może bezkarnie obiecywać cuda, gruszki na wierzbie itp., które i tak nie spełniają się nigdy. I nie tylko nie spełniają się, ale przynoszą rezultat dokładnie odwrotny niż oczekiwano. I nikt nie ośmieli się zapytać – gdzie są pozytywne efekty tych obiecanek, modlitw i ogromnych nakładów finansowych?”

 

Nieznany mi autor bardzo celnie wskazał ułomności wprowadzenia tego „przedmiotu” do szkół. Dodam od siebie, iż skandalem jest wliczanie oceny z „religii” do średniej na świadectwie. Dzieci nie uczęszczające na ten „przedmiot”, są dodatkowo dyskryminowani, gdyż mają mniejszą średnią z ocen, a tym samym mniejsze szanse np. na tytuł wzorowego ucznia.

Zapraszam do dyskusji na ten temat.

 Posted by at 3:01 pm