Maj 312012
 

Dowiedziałem się z pewnych źródeł, że koncert „W Krainie Uśmiechu” to wydarzenie kulturalne, na które warto pójść. Tak też uczyniłem. Przybyłem do LDK-u, na 15 minut przed koncertem, aby zająć jakieś sensowne miejsce do słuchania i robienia zdjęć, a tu zaskoczenie. Na kwadrans przed 18-tą, wszystkie miejsca zajęte. Oczywiście miejsca dla ludzi równych. Dwa pierwsze rzędy zarezerwowane dla równiejszych. Och, George Orwell ciągle żywy, zupełnie jak „Miś”, nigdy nie wyjdziemy poza świat pokazany w tej książce i filmie.

Wracając do tematu, koncert muzyki poważnej przy pełnej sali w Lidzbarku, to ewenement. Przekrój wiekowy publiczności wskazywał, iż są to koneserzy tego rodzaju sztuki. Być może mało tego typu imprez i ludzie głodni są kultury przez wielkie „K”. Po zmaganiach strongmanów, przyszedł czas na pokarm dla duszy. Ja byłem po obiedzie, więc średnio to do mnie trafiało. Moją uwagę zwróciły może 2 czy 3 utwory. Być może jestem chamem bez obycia ze sztuką operową i operetkową. Lecz mogę zaryzykować, a wręcz założyć się, że należę do jednej setnej części mieszkańców Lidzbarka Warmińskiego, którzy byli w prawdziwej operze, na prawdziwej sztuce. Dalej zakład mogę przyjąć, iż należę do jednej tysięcznej części populacji, którzy byli w ostatnim roku w tejże operze. Wiem kim był Mozart i odróżniam jego muzykę od twórczości Beethovena. Wiem, że to wszystko za mało by wyrazić swoje wątpliwości co do poziomu dzisiejszego występu w LDK-u. Lecz niestety uważam, że koncert był słaby, poza dwoma utworami. Pani profesor akompaniowała na instrumencie przypominającym pianino, a nie jak powinna na prawdziwym fortepianie. Świetność zawodowa solistów dawno już minęła, poza jednym wyjątkiem. Cóż, po raz kolejny narażam się wypowiadaniem swojego zdania. Podkreślam, że jest to moje zdanie prywatne, poparte przez jeszcze jedną osobę. Nie jestem przeciwnikiem tego rodzaju imprez kulturalnych. Cieszę się bardzo, że takie rzeczy dzieją się u nas. Składam podziękowania tym co zapraszali nas na koncert, czyli nieobecnym na sali marszałkowi Protasowi i burmistrzowi Wajs. Na marginesie, pan Artur mógłby się pokazywać publicznie, nie wiem co jest powodem że ciągle widzę pana Żelichowskiego w jego zastępstwie. Jestem uradowany, że tylu ludzi przyciągnęła muzyka nieco trudniejsza w odbiorze, a jednocześnie smuci, że poziom wg mnie nie był najwyższych lotów. Proszę mnie tylko mocno nie bić.

Tu jest kilka nieudanych zdjęć z koncertu

 Posted by at 8:11 pm
Maj 302012
 

Jeśli ktoś z was Szanowni Czytelnicy będzie szukał w tej pisaninie jakiejś polityki, to się zawiedzie. Osoby zaangażowane politycznie, uprasza się o nie czytanie, bo szkoda czasu. Pozostali fani mojej radosnej twórczości mogą być spokojni i czytać dalej. Dodam jeszcze, iż serdecznie dziękuję wszystkim, którzy poświęcają swój czas na odwiedzanie tejże strony. Dziękuję za miłe listy, podnosi mnie to na duchu i w jakiś sposób motywuje do dalszej pracy. Wiem, że wiele osób dodało stronę naszlidzbark.pl do ulubionych, cieszy mnie to niezmiernie. Każdy może zarejestrować się, jako użytkownik i samodzielnie dodawać swoje artykuły na stronę. Gorąco zachęcam do tego, jak też do komentowania już napisanych treści. Serwis będzie rozwijany w miarę moich skromnych możliwości finansowych i niewielkiej wiedzy, jaką posiadam na temat budowy stron www. Niestety utrzymanie strony kosztuje, a ja biedny jak mysz kościelna. Przydałoby się jakieś niewielkie wsparcie. Czasami zastanawiam się, czemu nie zostałem politykiem, nawet tego najniższego szczebla. Wtedy, dzięki protekcjonizmowi i systemowi łapówek jakoś związałbym koniec z końcem. Tak niestety nie jest więc mimo, iż to wszystko kosztuje, muszę dawać radę. Oj, miało nie być o polityce, a o wrażeniach z sesji rady gminy. Nie wiem czy to czasem nie powinno być pisane wielką literą, jeśli błąd to przepraszam. W dalszej części ten dość długi zlepek słów będę zastępował skrótem SRG – Sesja Rady Gminy.
Teraz treść właściwa:)
Tyle słyszałem o referendum, które odbędzie się 1 lipca, że osobiście chciałem przekonać się jak wygląda gmina od kuchni, może wyrobię sobie swoje zdanie o tym wszystkim – pomyślałem. Okazją ku temu była SRG, która odbyła się 30 maja 2012 roku w budynku Ośrodka Kultury w Pilniku. Pojechałem tam, aby zobaczyć Radę Gminy, Wójta i resztę biurokratycznej ferajny. Na własne oczy przekonać się jacy to ludzie, co się dzieje na takich sesjach, przysłuchać się jakimś gorącym merytorycznym dyskusjom. Będąc już na miejscu, przyjrzałem się ludziom, tym co mówią, ich zachowaniu. Radni wyglądali na normalnych ludzi, nieco znudzeni przydługawą mową Wójta, kolejne punkty obrad sesji ciągnęły się jakoś leniwie, choć konsekwentnie. Ogólnie, straszną nudą powiało. Co mnie szczególnie uderzyło, to sprawozdanie finansowe (chyba coś takiego) Wójta, czyli przedstawienie wydatków, co za ile i gdzie zostało wykonane i wydane. Niby brzmi normalnie, ale zaskoczyło mnie okrutnie, kiedy pan Jankowski wymieniał dokonanie gminy w postaci zamontowania drewnianego wieszaka na ubrania, gdzieś tam w szkole czy świetlicy. Takich wydatków i prac wymieniał całą długą listę, jakieś absolutne drobiazgi, które w normalnych warunkach mógłby dokonać woźny w szkole na spółkę z konserwatorem. Nie taki obraz wójta miałem w głowie. Wydawało mi się, że taki gość, to siedzi sobie w gabinecie, ma atrakcyjną sekretarkę i jest niczym Zeus, rządzi i dzieli. Jest jak kapitan na okręcie, którego nie obchodzi co się dzieje pod pokładem, od tego są bosmani i inni ludzie. Kapitan wyznacza kierunek i cel misji. Całą resztą zajmuje się załoga. Miałem taką wizję wójta jako kapitana okrętu. Określa on, co gmina ma robić, decyduje, kogo zatrudnić, a kogo zwolnić. Jednak po konfrontacji z SRG i tym co tam pan Jankowski recytował, obraz jakby prysł. Wydaje się, że wójt musi biegać pod pokład na okręcie, dopilnowywać w kuchni i martwić się o termin zajęcia świetlicy szkolnej, gdzieś tam na krańcach świata. Dlatego nie chciałbym zostać wójtem, nie taki model rządzenia mi pasuje. W zasadzie to nie wiem, czemu ludzie pchają się na tego typu stanowiska. Albo są oddani ludziom, albo dla pieniędzy. Nie będę jednak osądzał nikogo tutaj, nie znam tych ludzi. Nie mam pojęcia o tym jak pracuje gmina i co tam się dzieje w środku. Plotek nie mam zamiaru publikować, choć nieustannie docierają do mnie zewsząd. Nie tędy droga. Może lepiej zostać burmistrzem? Żeby było po równo, jeśli czas pozwoli, to pojadę na sesję rady miasta. Wtedy zdam relację.

 Posted by at 8:10 pm
Maj 282012
 

panorama Lidzbark Warmiński

Przy okazji naprawy pewnych mechanizmów na wieży kościoła pod wezwaniem św. ap. Piotra i Pawła, miałem okazję przenieść się w czasie i przestrzeni do wieków przeszłych, czasów dawno zapomnianych. Tam za zamkniętymi drzwiami dzwonnicy, nadal panuje atmosfera gotyku, można wręcz dotknąć nieskażonej i nierozdeptanej tłumami turystów prawdziwej historii. Czułem się, jakby przed chwilą wyszli stąd dawni pracownicy, cieśle, murarze, a cech ludwisarzy dopiero co ukończył wieszanie dzwonów. Choć one same są bardzo młode, bo powstały w 1957 roku, nazwane zostały „Maria”, „Stefan” i „Teodor”. Zegar na wieży ufundował w 1562 roku biskup Stanisław Hozjusz.

To zupełnie realne doznania, jakie towarzyszą nam w kościelnej wieży, gdyby uporządkować tam wszystko, posprzątać, umieścić za szybą i zrobić muzeum, to tak jakbyśmy lizali czekoladę przez papierek. Wtedy zniknie panująca tam magiczna atmosfera i wieża stanie się kolejnym nudnym muzeum.

Niesamowitym jest móc obcować z taką historią, tam w środku, jakby zatrzymał się czas. Z najwyższej kondygnacji rozciąga się wspaniały widok na panoramę miasta. Samo wejście na szczyt wieży do łatwych nie należy, osobom o słabych nerwach nie polecam wspinaczki starymi schodami, tu i ówdzie spróchniałymi. Trzeba uważać na każdy krok i mieć oczy dokoła głowy. Przebywanie tam jest szalenie niebezpieczne, łatwo o kontuzję, czy upadek ze znacznej wysokości. Obiekt nie jest przystosowany do zwiedzania dla turystów i bardzo dobrze, niech takim pozostanie. To jedno z ostatnich miejsc nieskażonych komercją i reklamami (prawie, bo znajdują się tam anteny sieci gsm, lecz nie szpecą za mocno). Mam nadzieję, że takim pozostanie jeszcze bardzo długi czas.

Pozwoliłem sobie na wykonanie kilku średnio udanych zdjęć. Wybrane z nich umieściłem w galerii. Są one w wyższej niż normalnie rozdzielczości, tak więc polecam ściągnięcie ich na lokalny dysk i wyświetleniem w rozmiarze jaki zamieściłem. Jakby ktoś chciał w lepszej rozdzielczości to nie ma sprawy. Wystarczy napisać maila do mnie.

 

Dla średnio zorientowanych, to jest link do galerii

 Posted by at 7:32 pm
Maj 262012
 

Kolejny raz Lidzbark Warmiński odwiedzili niezwykle silni mężczyźni. Niecały rok temu, 25 września również mogliśmy podziwiać prężące się męskie muskuły. Z tym, że wtedy frekwencja na widowni wyniosła prawie 100%. Zapewne spowodowane to było darmowym jedzeniem, serwowanym przez Piotra Cieślińskiego w ramach promocji samego siebie.

Tym razem widownia sporo skromniejsza. O godzinie 14-tej, było na niej 15 osób. Kiedy impreza rozpoczęła się o 14: 20 doszło jeszcze 20. Potem już było więcej ludzi, zwabionych dźwiękami egzotycznych jak dla nas instrumentów. W szczytowym momencie było nieco ponad 200 osób. Później już wykruszali się powoli, do zakończenia imprezy dotrwała garstka najwytrwalszych. Może to świadczyć o niedostatecznej kampanii promocyjnej. Może ludzie po prostu nie wiedzieli o imprezie? Choć bardziej prawdopodobnym  wydaje się fakt, iż rok temu mieszkańcy poznawszy specyfikę tych konkurencji, uznało je za zbyt mało widowiskowe. Świadczyć o tym może zmniejszająca się liczebność widowni w trakcie trwania pucharu. Nieco znudzeni, opuszczali swe miejsca.

Co do samych konkurencji, stanęli naprzeciw siebie zawodnicy Highland Games i grupa Strongman. Niektóre podobały mi się, widowiskowe było wyciskanie szkockiej belki (nie mylić ze szwedzką, bo taka nie istnieje) i waga płaczu bokiem. Nasze panie wzięły udział w konkurencji rzucania kaloszem na odległość, a dzieciaki przeciągały linę. Nie było zapowiadanej degustacji whisky jak też potraw szkockich.

Podsumowując, można było spędzić przyjemnie kilka godzin obserwując ciężki trud zawodników, a samemu odpocząć po tygodniu pracy. Miłym zaskoczeniem na koniec zawodów, było pojawienie się dawno niewidzianego pana Artura Wajsa. Wręczał on nagrody dla zwycięzców.

Udało mi się zrobić w trakcie trwania zawodów kilka kiepskich zdjęć, są TUTAJ

 Posted by at 9:21 pm
Maj 202012
 

   20 maja odbył się bieg uliczny w ramach akcji „Polska Biega„. Wystartowało około 70-ciu biegaczy. Start był przy rondzie, a meta przed jeziorem Wielochowskim. Pogoda wymarzona na takie imprezy. Nad samym jeziorem organizator rozpalił ognisko, gdzie każdy mógł upiec kiełbaskę. O bezpieczeństwo uczestników martwiła się Straż Miejska i Policja. Impreza zorganizowana całkiem przyzwoicie i profesjonalnie. Dla zwycięzców były dyplomy, medale i upominki.  Organizatorem było  Stowarzyszenie Na Rzecz Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego „Szelest Nadziei” i Ośrodek Sportu i Rekreacji z Lidzbarka Warmińskiego.

Oto lista zwycięzców (wybaczcie za błędy, ale napisane było jak kura pazurem):

W kategorii dziewczyn zwyciężyły (w kolejności od 1 miejsca):

1  Kinga Pastusiak

2 Marta Łukian

3 Natalia Polak

4 Gosia Juchniewicz

5 Klaudia Rzygalińska

6 Ala Gołąbek

W kategorii chłopców:

1 Jan Tyszka

2 Kamil Szczebiot

3 Rafał Olkowski

4 Marek Witamowski

5 Wojciech Butowski

6 Damian Bejnarowicz

 

Nagrody przyznano dla najmłodszego i najstarszego uczestnika biegu (nie zapisałem który jest który:)):

Marek Olszewski

Karol Olkowski

 

Próbowałem robić jakieś zdjęcia, ale znowu nie wyszło. Zobaczcie sami, są TUTAJ

 Posted by at 12:59 pm